Szukaj na tym blogu FAS

środa, 18 czerwca 2014

szybkie uzdrowienie ? ale czy aby na pewno ?

Zanim poznałam diagnozę FAS wiedziałam od lat że Syn ma problemy laryngologiczne . Objawiało się to między innymi częstymi zapaleniami uszu . Młody tak już był zmęczony bólem że czapkę nosił praktycznie cało rocznie . Zdarzało się że leki przeciwbólowe nie działały a pogotowie nie chciało przyjechać :(

Kiedy zgłosiliśmy się na badania do PPP na które czekaliśmy parę miesięcy, dowiedziałam się że jak nie przyniosę nowych zaświadczeń od lekarzy specjalistów to stare nie zostaną uwzględnione .

Na moje zdziwienie usłyszałam że zmieniły się procedury . No cóż procedury , procedurami ale brak rozumu  to już inna sprawa :(

Dlaczego takie mocne słowa ? Po pierwsze jak umawiałam termin wystarczyło powiedzieć o odnowieniu dokumentów. Po drugie nasze badania są dodatkowe bo orzeczenie jest ważne jeszcze dwa lata . Ponieważ miesiąc czerwiec był maratonem lekarskim i kolejne wizyty są za parę miesięcy oczywiście nie uda mi się odnowić całej dokumentacji .

W taki sposób procedura uzdrowi mi dziecko przynajmniej na papierze . Nie wiem tylko czy śmiać się czy płakać,  bo o co tu chodzi, o pierwszą ławkę w szkole ?

JednaZwielu

sobota, 14 czerwca 2014

Ciekawa rozmowa

W tym tygodniu miałam bardzo ciekawą rozmowę z pedagogiem . Okazuje się że można trafić na człowieka który też ma wiedzę na temat FAS . Celowo używam słowo trafić bo to takie same szczęście jak wygrać w LOTTO  :)

Pni mówiła na temat edukacji Młodego i nagle zadała zaskakujące pytanie .

- Czy trafiliście na mur ?

- Ja na początku życia Syna miałam wrażenie że będę miała geniusza w domu , tak dobrze się intelektualnie rozwijał . Niepokoiło mnie raczej jego zachowanie , nadpobudliwość , strach , czujność np w spaniu , niskorosłość   . Intelektualnie zastanawiałam się skoro Młody nie lubi żeby Mu czytać , nie znosi telewizora z kąt ma taki wielki zasób słów .

- Obserwuję u tych dzieci najpierw bardzo prawidłowy rozwój i nagle nie wiadomo z kąt wszystko się zatrzymuje .

- Tak pierwsze badania w wieku pięciu lat wykazały że Syn jest na poziomie rozwoju 6 latka a teraz ma upośledzenie umysłowe i to pomimo , rehabilitacji i ciągłej pracy z Nim

- No właśnie syn potwierdza moje obserwacje.

- Wie Pani kiedyś był bardziej odpowiedzialny , zaradny teraz staje się dzieckiem którego nie można z oczu spuścić . Ciągle by się bawił , na zegarku się zna , ale nie ma poczucia czasu , wartości pieniądza , nie potrafi się ubrać odpowiednio do pogody za oknem

- No właśnie potwierdza pani to co już zauważyłam . Syn wygląda na pełnoobjawowy FAS i skąd  u Niego  FAS  nie wygląda Pani  na pijącą osobę , czy Pani adoptowała syna ?

- Tak Młody ma pełnoobjawowy FAS z cechami ADHD i autystycznymi  , czyli ataki złości i agresji  lub zamykanie się w swoim świecie .  Większość się zastanawia nad tym moim piciem , jednak ja nawet okazyjnie nie piję . Syna adoptowałam i uprzedzę nie nie wiedziałam że jest chory poinformowano Nas że jest wcześniakiem.

Nasza rozmowa przeszła na inne tematy  ale może komuś się przyda to co opisałam . Moje dziecię od wczoraj ma ciągły atak złości i agresji informacja dla tych osób które myślą jakie to łatwe .

JednaZwielu

środa, 11 czerwca 2014

szczerość aż do bólu

Nasz maraton lekarski powoli się kończy . Godziny w poczekalni za nami i co się okazało , laryngologicznie w miarę dobrze , alergologicznie katastrofa uczulony na pół świata . Do tego lekarka nam zachorowała zanim podjęła decyzję o dalszym sposobie leczenia . Neurologia w porządku żadnych zastrzeżeń . PzP do rozszerzenia wpisu  ;)

Na początku czerwca znowu nam się rozszalała alergia , pani pediatra miała trochę problemu bo przecież leki przeciwhistaminowe już bierze . Do tego lekarka była na zastępstwie więc Młodego nie zna , zaleciła singular i inhalacje . Inhalacje trzy razy dziennie dla syna to był koszmar - mamo muszę , - mamo długo jeszcze , - mamo już . Od poniedziałku syn wrócił do szkoły oczywiście jest nieszczęśliwy :(

Dzisiaj byliśmy w PzP  no i szczerość lekarza jest rozbrajająca a uśmiech na Jego twarzy momentami denerwujący , no cóż mi śmiesznie nie ma :(    pytam się  czy w końcu będzie lepiej , czy moje dziecko przestanie  obrażać , przeklinać,  przeszkadzać , zacznie dbać o higienę  , co z jego agresją . Odpowiedź była rozbrajająca,  dobrze że siedziałam w wygodnym fotelu , bo z krzesła to bym spadła . Oczywiście zapytałam się też  o terapie i lekarstwa . Usłyszałam od Pana doktora że jestem za temperamentna a mój były jest spokojniejszy i dla dobra dziecka mamy wypracować kompromis . Kiedy zadałam pytanie  -  jaki on ma być bo ja nie pozwolę żeby syn mnie bił , albo obrażał wulgarnymi słowami a mój były mąż nie reaguje , to niestety odpowiedzi mądrej nie usłyszałam . Dowiedzieliśmy się ( bo tatuś też był ) za to że Młody jest niestandardowy ,nic się nie zmieni w Jego zachowaniu na lepsze, tak pracuje Jego mózg może być jeszcze trochę gorzej i kto mi naopowiadał że będzie lepiej . Te leczenie i rehabilitacja nie idzie na marne Syn jest zadbany, dobrze zaopiekowany ale cudów nie osiągniemy . Niech pani pomyśli co by z Nim było gdyby nie taka opieka On nie miałby szansy na nic . Panie doktorze z miesiąca na miesiąc jest gorzej w grupie rówieśniczej Młodego nie ma stroni od dzieci . Tak ma swój świat, ma cechy autyzmu i to się nie zmieni . 

Można powiedzieć że ta rozmowa pozbawiła mnie ...                       

JednaZwielu                                                                           

sobota, 7 czerwca 2014

Tok myślenia

Można siedzieć i marudzić , jednak można też przestawić myśli na inny tor . Po paru latach dzięki FB spotkałam się z koleżanką . Zawsze podziwiałam jej sposób na życie , zamiast płakać to lepiej iść między ludzi , coś zrobić dla siebie . Wsiąść do samochodu, pojechać przed siebie zapomnieć, odpocząć nabrać dystansu . Podoba mi się Jej tok myślenia .

Dzisiaj mój były miał chwilowy przebłysk pracy mózgu i zaczął się zastanawiać nad zachowaniem Młodego . Tyle lat rehabilitacji , leczenia a jakoś poprawy nie widać nawet jest gorzej . Nazwała bym to odkryciem roku , bo ile o zachowaniu mówię i nic nie dociera .

Pojechali dzisiaj do wesołego miasteczka Synowi się podobało , kiedy wrócili nie zamykała Mu się buzia . Jednak najważniejsze było że umiał się zachować i nikogo nie obraził a przy tym dobrze się bawił .

Nie mam w zwyczaju przejmować się bzdurami dla mnie kropka i przecinek nie jest ważny . Przez lata nauczyłam się nie przejmować co o mnie myślą inni . Czy ktoś powie dzień dobry czy nie , to świadczy o Jego kulturze i wychowaniu . Jednak zawsze będę się przejmować zachowaniem Syna,  bo nie wolno nikogo obrażać , a niestety Jego głowa tego do wiadomości nie przyjmuje :(

wtorek, 3 czerwca 2014

mój przypadkowy wyjazd

Pora na kawę - wchodzi kierownik i się  pyta ciastka już kupione . To był codzienny nasz rytuał  kawa z kierownikiem koło południa . Traktowaliśmy to bardzo pozytywnie trochę śmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło . Tym razem rozmowa była o wyjazdach , planowanym urlopie a w zasadzie komu i ile jeszcze wolnego zostało .

Ja zaczęłam marudzić że chętnie bym pojechała i to nawet za godzinę  obojętnie gdzie byle coś innego. W tym wchodzi pani Ala z pytaniem - kto należy do związków bo jest wyjazd na KK nad morze. Wszyscy wybuchnęli  śmiechem :lol:   to już Pani znalazła chętną .

Wyjazd był za trzy dni musiałam się do niego bardzo przygotować . Do tej pory o związkach wiedziałam tyle że się zapisałam i płaciłam składki a tu KK i ze mnie delegat :)  

Zaczął się babski problem co się ubrać , do tego ta różnica wieku , nikogo nie znam, a jak się ośmieszę . Zaczęłam panikować i w tym z pomocą przyszedł mi przewodniczący,  który zapoznał mnie przed wyjazdem z dwójką delegatów panią Marysią i panem Marianem . 

Jak ktoś się zastanawia dlaczego nie pojechał sam, to nie mógł mia umierającą matkę :(

Jechaliśmy pociągiem całą noc w trójkę , czas upłynął szybko i na wesoło . Niestety jeszcze trzeba się było dostać do ośrodka , nie mieliśmy ochoty na tłuczenie się komunikacją miejską , dlatego pojechaliśmy taksówką . Zmęczenie powoli dawało się we znaki a gdzie tam koniec dnia,  dopiero była dziewiąta rano . Przy zakwaterowaniu zaczęliśmy się znowu śmiać  :lol:   bo zostawiono dla nas pokój sześcioosobowy a tu dwie kobiety i jeden mężczyzna i brak innych pokoi . Cóż było robić zrobiliśmy pokój koedukacyjny . Po latach Marian się śmiał że spał z taką laską oczywiście niczego więcej nie tłumaczył ;)  

Okazało się że krajówka miała więcej takich nie dociągnąć i kiedy zeszliśmy na śniadanie to weszliśmy do lodziarni zamiast jadalni było tak zimno.  Marian poszedł do pokoju po nasze kurtki .

Przed rozpoczęciem KK chcieliśmy jeszcze wziąć prysznic,  jednak nic z tego - leciała lodowata woda. Marysia podsumowała norma zachowana dobrze że przynajmniej komarów nie ma.

O dwunastej zaczęły się obrady i schodząc po schodach zrobiłam wielkie wejście ,  z nerwów poplątały mi się nogi i spadłam ze schodów , prosto pod nogi przewodniczącego federacji .

Na szczęście nic mi się nie stało , tylko parę siniaków .

Krajówka bardzo mi się podobała znalazłam tam wiele pokrewnych dusz , zaczęłam szybko się uczyć rzemiosła związkowego. 

Od  wiceprzewodniczącego dostałam wtedy chyba najważniejszą radę, która sprawdzała się przez wszystkie lata mojej związkowej pracy .

Bo mój przypadkowy wyjazd okazał się początkiem działalności związkowej na lata ;)

Gro ludzi uważa że związki są nie potrzebne i szkaluje się związkowców zwłaszcza ostatnio robią to politycy w tv . Owszem wszędzie są czarne owce ale związki są potrzebne bo inaczej w najlepszym razie cofniemy się do dziewiętnastego wieku

JednaZwielu

niedziela, 1 czerwca 2014

Zastygła lawa

Jest niedziela dzień tygodnia nie bardzo przeze mnie lubiany . Kiedyś było inaczej , spacery ,wyjazdy ,spotkania . Mam wrażenie że zastygłam jak lawa tylko czy jeszcze o  żyję ? Po czterech latach od rozwodu dalej jestem wściekła na pewne sprawy , często zadaję sobie pytanie dlaczego tak się pomyliłam , co się stało , czego  nie zauważyłam , i nie znam ciągle odpowiedzi . Dalej nie potrafimy ze sobą rozmawiać nawet dla dobra syna . To co nam wychodzi to kłótnie a gdzie została nasza miłość ?

Młody często wspomina nasze stare mieszkanie myślę że tęskni tak jak ja . Całkiem niedawno się zastanawiał czy jeszcze możemy być rodziną i sam sobie dał odpowiedź że nie .

Niestety nie wiem jak z tego wyjść czuję się jak w zamkniętym kręgu , wspomnienia bolą a teraźniejszość nie cieszy

Nie dawno Młody mi powiedział mamo jak ty się mało uśmiechasz , niestety miał rację . Często mi też mówi jak ładnie wyglądam , jest to bardzo miłe .

Wiem że dla dobra Syna powinnam zamknąć jedne drzwi i otworzyć nowe na oścież . Tak wiele zrobiłam ale czy dam radę postawić tą kropkę nad I. Wiem jedno i mówię to od osiemnastu lat czas nie leczy ran my się uczymy z nimi żyć a moje chyba jeszcze się nie zagoiły i blizny są zbyt świeże


Na co dzień w ferworze szarości obowiązków takie smutne myśli nie przychodzą a dni wolne kończą się nostalgią

JednaZwielu

czwartek, 29 maja 2014

Plagiaty

W tym tygodniu rozmawiałam z tegoroczną maturzystka oczywiście temat przewodni szkoła , a raczej wspomnienia. Zaczęliśmy porównywać jak to kiedyś bywało ile czasu zajęło przygotowanie materiałów do wypracowania a teraz internet rozwiązuje wszystko . ;-)

Młoda się śmieje :lol: ale ciociu tylu plagiatów nie było , a teraz nawet pisząc oddzielnie wypracowanie ,kiedy wszyscy korzystają tylko z wikipedii wychodzi takie same zadanie i " pałka "murowana :lol:

Rozwiązanie jest proste trzeba poczytać więcej i dalej niż tylko pierwsza strona google

To w takim razie jak to takie proste to czemu jest tak dużo z tym problemu, a to magisterki , prace dyplomowe , nawet niektórzy blogerzy za bardzo się inspirują :cry:


Ciociu wiele osób nie widzi problemu że kopiują i zabierają czyjąś myśl , pomysł ,wydaje im się że wszystko jest dozwolone

Wiesz ja myślę że to chamstwo czytam bloga kobiety która pisze wiersze i nie wyobrażam sobie je kopiować bez jej zgody albo zmieniać swojego bloga na opowiadania pisane wierszem . Mój blog to rodzaj pamiętnika i nie bardzo bym sobie życzyła plagiatów .

Ciociu nikt sobie nie wyobraża ale jednak większość nie widzi problemu

Wiesz ja widzę i szlak mnie trafia :oops: na taki rodzaj złodziejstwa, każdy powinien pracować na siebie.

JednaZwielu

poniedziałek, 26 maja 2014

Cierpliwość , cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość

Syn od urodzenia jest alergikiem , a to kicha i psika , a to znowu jego skóra się buntuje. Szukanie alergologa okazało się niełatwe przez pierwsze lata trochę żeśmy ich pozmieniali . Alergia tak doskwierała że zaczęły się nawracające zapalenia uszu . Pediatra rozkładał ręce, alergolog szukał pełnych objawów a laryngolog chciał wycinać migdałki . W końcu mi się przypomniała a w zasadzie mojej mamie doktor Beata, pamiętałyśmy że jest świetnym lekarzem ale nie wiedziałyśmy gdzie przyjmuje . Po poszukiwaniu za pomocą poczty pantoflowej Młody z babcią powędrowali do przychodni . Nie mogłam wędrować ja bo lekarka mnie nie znała tylko moich rodziców a zależało nam żeby syn nie czekał tylko był od razu przyjęty i leczony . Nie pomyliłyśmy się na koniec dnia lekarka przyjęła babcię z wnuczkiem . Okazało się że Młody prawie nie ma migdałów i nie ma co wycinać za to jest co leczyć . Nasza lekarka jest świetnym fachowcem w dwóch dziedzinach i jest otolaryngologiem ( alergolog i laryngolog ) dla nas to idealna sytuacja . Jeździmy już dziesięć lat do Niej i zawdzięczamy bardzo wiele . Upiekła nam się operacja i to nie tylko migdałów ale i uszu , Syn nie stracił słuchu . Jednak  jest jedno ale do naszej lekarki trzeba mieć może cierpliwości , albo się toleruje Jej sposób pracy albo się z nią trzeba rozstać pogodzić się nie da . Już same czekanie na wizytę wymaga spokoju średnio dwie godziny poślizgu i nie należy się spóźnić bo jak wyczyta nazwisko i nas nie ma to już nieprzyjmnie . Nasz generał rządzi i dzieli jest bardzo wymagająca , sytuacja która mnie wyprowadza z równowagi to jak się ze mną na coś umówi i później zapomina . Jej sławetne hasło podrzuć mi te wyniki w czwartek to porozmawiamy  i co przyjeżdżasz , przynosisz i słyszysz  - opieprz na całą przychodnię ja nie mam czasu nie jesteś jedyna . Ile razy podniosła mi ciśnienie teraz po latach załatwiam to inaczej . Jednak GENERAŁOWI wybacza się wszystko w poczekalni się śmiejemy gdzie drugą taką znajdziemy

JednaZwielu

czwartek, 22 maja 2014

Jak dwóch wariatów wpadło po uszy .

Mieszkaliśmy już parę lat w naszej malutkiej kawalerce , dla dwóch osób była wystarczającym przytulnym azylem. 
Kiedy rodzina się powiększyła zaczęliśmy się przewracać przez własne rzeczy, a to wózek przeszkadzał, to znów nosidełko. 
Prosiłam męża i tłumaczyłam że na dłuższą metę nie damy rady, jednak nic nie docierało tym bardziej że teściowie stali za nim murem.
Jednak nastąpił taki piękny dzień kiedy nie można było wejść do mieszkania, ja zostawiłam w przedpokoju wózek a synuś dowiózł skrzynkę z zabawkami i tatuś nam z pracy do domu nie mógł wejść :-)  
Efekt był piorunujący bo zaczęło się szukanie mieszkania takie na wariackich papierach, znowu nic do męża nie docierało, w końcu mi powiedział kobieto czego ty właściwie chcesz.
W końcu kupiliśmy upragnione trzy pokojowe mieszkanie a przynajmniej tak nam się wydawało.
Bo okazało się że biuro nieruchomości zmalwersowało nasze pieniądze, zanudzać nie będę sprawa trafiła na policję do prokuratury  dwóch sądów, cywilnego i karnego, a że sprawa dotyczyła kilku rodzin i żadna nie przewidziała takiego obrotu sprawy, to geniusze pozamieniali się kluczami, zaczęli remontować mieszkanie zanim podpisali wszystkie dokumenty u notariusza.
To znaczy w naszym mieszkaniu nowy właściciel nic nie robił tylko poustawiał  swoje meble, zawiesił  firanki i zamieszkał, chociaż jeszcze zadzwonił że mu jeden hak nie pasuje na szafkę w kuchni. Zaczęłam się śmiać i powiedziałam że zaraz przyjedziemy z wiertarką ;)  Nasze mieszkanie remontowało kilka osób w tym firma a i tak trwało to parę miesięcy. 
Po początkowym zamieszaniu zainteresowane strony doszły do porozumienia,  albo tak nam się tylko wydawało.
Bo zaczęła nas straszyć była właścicielka naszego mieszkania . Problemów w tym czasie było tak dużo że sama nie wiem jak to wszystko przeszliśmy.
Widząc to nasi koledzy i koleżanki z pracy przygotowały nam wielką niespodziankę.
Pamiętam jak dziś Panią Helenkę która mnie zawołała i powiedziała do mnie  - wiemy wszyscy jakie macie problemy chcemy wam pomóc i ustaliliśmy że zrobimy zrzutkę żebyście spłacili tą Panią  - Pani Helenko jaką zrzutkę nie mogę tego przyjąć my mamy więcej długów i problemów niż włosów na głowie. 
Jednak do Helenki przychodzili inni i każdy kładł na stów tyle ile umiał nam pożyczyć -  Usłyszałam macie problemy a zawsze byliście w porządku my chcemy wam pomóc tak jak potrafimy i nie dyskutuj tylko bierz a oddasz jak będziesz miała.
Nie umiałam powiedzieć w tym momencie nawet dziękuję bo łzy leciały mi strumieniem po policzkach.
Na kartce zapisywałam imiona i kwoty pożyczki różną od malutkich kwot do dużych i okazało się że w pięć minut miałam potrzebną kwotę żeby oddać prześladowczyni.
Oczywiście jak mi wrócił głos to wszystkim podziękowałam.
Cała sprawa toczyła się dwa lata, wszystkie pieniądze odzyskaliśmy włącznie z odsetkami kosztami sądowymi  itd.
Długi wszystkie po oddawałam i nigdy nie zapomnę co dla mnie i mojej rodziny zrobiła ta niesamowita załoga . Brakowało mi wtedy słów i brakuje mi ich na dal

JednaZwielu

niedziela, 18 maja 2014

pogodzić się z chorobą - czy jest to możliwe ?

Jak byłam koło dwudziestki na mojej drodze spotkałam lekarza ,który chciał mi bardzo pomóc, był młodym lekarzem dla niego jeszcze nie było rzeczy niemożliwych. Chcieć to móc  :)  Kiedy zetknęliśmy się w przychodni pierwszy raz , zaczęło się od kłótni w końcu trzasnęłam drzwiami ( wkurzył mnie bo flirtował z pielęgniarkami a ja czułam się jakbym przeszkadzała ). Musiałam Mu zaimponować w każdym razie już nie byłam przeźroczysta .Bardzo wiele mi pomógł starał się konsultować mnie z różnymi specjalistami . Któregoś razu w szpitalu ( bardzo znanym w kraju ) pani doktor bardzo mi pojechała po psychice praktycznie mnie zgniotła i jeszcze jaki miała uśmiech na twarzy , ta jej satysfakcja  taka radość :-) Kiedy wyszłam przestało mi się chcieć  nawet nie można było się ze mną dogadać łzy leciały mi tylko po twarzy . Widząc co się dzieje moja D ( przyjaciółka ) od razu zawiozła mnie do mojego młodego lekarza , znalazł do mnie czas nie kazał nam czekać . Potrafił mnie uspokoić i dowiedzieć się co się stało jak poszły konsultacje . Na koniec  powiedział co myśli o swojej starszej koleżance, a mi bardzo ważne zdanie " nie ważne na co kto choruje i jak wygląda tylko jakim jest człowiekiem i zapamiętaj sobie jedno nigdy nie pozwól się obrażać nikomu z powodu choroby czy stanu zdrowia " za parę godzin prawie to samo powiedział mi tata . Dodał tylko że mam brać z życia ile się da i że nie ma rzeczy niemożliwych szkoda czasu na łzy i smutki . Nigdy nie byłam traktowana jak osoba chora, bardzo wiele lat ukrywałam w pracy i w rodzinie swoje problemy zdrowotne. Teraz kiedy już jest któryś rzut i regres to już nie da się mówić że nic się nie dzieje i niestety potrzebuję pomocy w drobnych sprawach ale jednak najwięcej pomaga mama i moja kuzynka z czego jestem bardzo zadowolona i bardzo im dziękuję . Czy pogodziłam się z chorobą to jest jak sinusoida ale z przewagą na TAK  . Życie trzeba brać jakie jest a nie zastanawiać się co by było gdyby albo dlaczego ja odpowiedzi się nie znajdzie a czas ucieknie bezpowrotnie .  Z chorobą syna trudniej  się pogodzić , dlaczego to tak wygląda , do czego zmierza , ile jeszcze zniszczeń poczyni po mimo tylu starań , ciągle mam nadzieją że w końcu będzie lepiej

JednaZwielu

wtorek, 13 maja 2014

Jek to z tymi nauczycielami bywa ?

Młody człowiek kiedy miał pięć lat powędrował do przedszkola  ;) a właściwe zaczął jeździć . Ponieważ większość przedszkoli pracowało krócej niż ja,  i nie miał syna kto odebrać . Moje osiem godzin to oficjalne  od ósmej do szesnastej a placówki oświatowej do piętnastej :( Tak dowożąc syna piętnaście kilometrów odbierała pociechę babcia. Synuś biegał jak się patrzy :)  któregoś razu postanowiłam porozmawiać z wychowawcą i dowiedzieć się jak moja pociecha się sprawuje . Pani nie bardzo wiedziała jak ze mną rozmawiać przebiera nogami , wykręca palce - bo wie pani pani syn bardzo odbiega od pozostałych dzieci . Uspokoiłam kobietę że wiem , jednak nie wiem na ile, tłumaczę że już próbowałam diagnozować syna ,ale mnie tylko wyśmiano i wyzwano , postanowiłam poczekać a Pani tylko potwierdza moje obserwacje . Ustaliłyśmy co robimy , taki wstępny plan działania . To co przechodziłam w domu z Młodym można spokojnie nazwać piekłem , kiedy miał kolorować , malować po śladach krzyk był taki że całe osiedle Go słyszało . Wrzask był taki że bębenki w uszach miały popękać . W przedszkolu też pracować nie chciał , rozrabiał specjalnie bo jedyną karą jaką dostawał było siedzenie koło pani Magdy a dla syna to była nagroda On był szczęśliwy :)  Kiedy miał iść do pierwszej klasy wychowawczyni poprosiła żeby zrobić badania w PPP bo z jej testów wynika że nie nabrał dojrzałości szkolnej . Tak zamiast do pierwszej klasy poszedł do szkolnej zerówki. Uważam że po kolejnym roku dalej dojrzałości nie miał , ale już do pierwszej klasy musiał iść . Pani Renata okazała się bardzo wymagającym nauczycielem i kiedy się zorientowała co Młody potrafi była załamana .W domu były kolejne awantury,  jednak syn zaczął się starać i rywalizować z kolegami z klasy . Zadania domowe robił godzinami , ale robił pod warunkiem że siedziałam koło niego . Przez trzy lata najgorszą oceną z zadań domowych było pięć minus . Uczyliśmy się czytać z karteczek po jednym zdaniu książki Go przerażały. Pod koniec pierwszej klasy udało mi się kupić książkę z dużymi literami,  dwukolorową  wyrazy były po sylabizowane i całe wakacje czytaliśmy . Efekt był nie samowity Pani Renata nie wierzyła własnym uszom . Kiedy opanowane było czytanie można było się skupić na pisaniu,  pierwsze dyktando było na mniej niż zero :( na koniec trzeciej klasy to już były piątki . Systematyczna nasza praca i praca wychowawczyni konsekwencja w dążeniu do celu spowodowała bardzo dobre efekty Młody  mógł spokojnie iść do czwartej klasy . Przeniosłam dzięki pomocy dyrektorki syna do szkoły integracyjne . Wiadomo czwarta klasa nowe przedmioty a tu jeszcze nowa szkoła ,koledzy ,nauczyciele . Na szczęście wychowawczyni była super , już w pierwszym dniu wymieniła ze mną telefon , oprowadziła nas po całej szkole ,  miałyśmy wiele do powiedzenia :)  Nauczycielkę interesowało wszystko , co tyczyło Młodego . Wszyscy nauczyciele byli bardzo wymagający,  na okrągło klasówki , sprawdziany zadania domowe ,cała sterta lektur . Co dziennie kilka godzin nauki w domu, czasu starczało tylko na spacer i na jedzenie . Współpracowałam ze wszystkimi nauczycielami ponieważ z każdym przedmiotem był inny problem . Nie było to pokonywanie himalajów ale dopilnowywanie braków. Jednak historia była zupełnie z kosmosu uczył się jej na pamięć i jak tylko pytanie na klasówce było mniej zrozumiałe to od razu nie napisał nic , to samo było z przyrodą . Ponieważ Młody dużo chorował to żeby nie tracił lekcji Pani Aneta robiła ksera, ja przyjeżdżałam i je odbierałam żeby Młody przepisywał do zeszytu i jeszcze tłumaczyłam każdy jeden przedmiot .Kiedy po chorobie przychodził prawie nie miał zaległości mógł od razu pisać sprawdziany . Pani Aneta była tak niezwykła, że jak tylko się coś działo niepokojącego to zaraz miałam telefon , lub ja dzwoniłam , nic nie było odkładane na później, ile myśmy godzin przegadały ,pomimo że ja byłam codziennie w szkole . W piątej klasie musiała się zmienić wychowawczyni i to było dziwne kiedy nauczycielka wmawiała mi że Młody w szkole matematykę rozumie a ja mówiłam że w domu nic nie wie . Rozmowa już na dzień dobry była niemiła kiedy się dowiedziałam co mój syn robi w tej szkole bo Ona Go tu nie widzi  :twisted:   Sprawa się tak za ogniła że Pani Aneta pokonała kilka kilometrów do nas,  w dziewiątym miesiącu ciąży żeby porozmawiać i dowiedzieć się kto ma rację . Tej kobiecie się naprawdę chciało ( od wakacji była już na urlopie i nic nie musiała )  , relacja z przebiegu spotkania była przekazana dyrekcji szkoły i tak pracowaliśmy dalej systematycznie i do przodu pokonując koleje nie możliwości . W szóstej klasie przeniosłam Młodego do szkoły specjalnej i od razu zaczęliśmy od nauczania domowego . Jedna nauczycielka była taka że lepiej nie mówić za to druga co miała mniej godzin była super , wymagająca ,konkretna , z uśmiechem,  syn próbował rządzić ale mu nie pozwoliła . W tej szkole jest inaczej muszę się tego nauczyć bo to inny świat . Jedno co jest pocieszające że Młody lubi nauczycieli i mówi pozytywnie o Nich a w domu jest zadowolony bo się nie musi uczyć może się bawić .  Tą zabawą bez końca to ja już nie jestem zadowolona . Teraz wystarczy zeszyt informacji zamiast rozmowy , faktycznie też jest wszystko załatwiane chociaż dla mnie to duża  różnica. Teraz mogę się pochwalić , że wychowawczyni wpisała do zeszytu że Młody będzie zwalniany na zajęcia OREW . :) Super :)


JednaZwielu

 

niedziela, 11 maja 2014

szantaż i strach

Jest pogodny dzień okno w biurze jest otwarte na oścież koleżanka pali papierosa. Tak kiedy okno było otwarte pozwalałam koleżance palić była w tedy lepsza praca bo mniej przerw. Dzwoni telefon na moim biurku - zgłaszam się zgodnie z procedurami i to co słyszę powoduje że brakuje mi oddechu . Po chwili odzyskałam mowę i tłumaczę - proszę tak nie mówić tak nie można myśleć kobieta jednak odkłada słuchawkę a ja jeszcze raz przetwarzam co usłyszałam . Ela patrzy na mnie co się stało co to za telefon  - wiesz muszę jechać natychmiast do dyrektora zadzwoń do kierownika i zapytaj się czy muszę wracać do biura albo jutro przyjechać wcześniej . Dobra nie martw się usłyszałam . Między czasie dzwonię do sekretariatu czy jest szef bo muszę się jeszcze dziś z nim widzieć i porozmawiać , po chwili słyszę odpowiedź dyrektor na panią czeka czy potrzebny jest kierowca . Podziękowałam i powiedziałam dotrę sama już wychodzę . Za godzinę dotarłam do szefa jak mnie zobaczył to powiedział od razu do sekretarki dwie kawy i wodę co - się stało pani jest przeźroczysta. Kiedy już usiedliśmy zaczęłam tłumaczyć Dyrektorze zadzwoniła do mnie Pani .... i jak nie znajdziemy jej pracy to Ona zagroziła że popełni samobójstwo . Za chwilę byliśmy oboje przeźroczyści sekretarka wchodząc z kawą od razu się zapytała czy nie potrzeba pogotowia . Zaczęliśmy się zastanawiać co zrobić i czy ta osoba jest to w stanie zrobić . Doszliśmy do wniosku że nie ma sensu ryzykować i mieć kobietę na sumieniu . W krótkim czasie szef znalazł nowe miejsce pracy . Oboje byliśmy zadowoleni że się udało , a ja byłam dodatkowo zadowolona że się nie pomyliłam co do ludzkiej twarzy szefa . Wydawałoby się że sprawa jest załatwiona  i kobieta powinna też być zadowolona . Za około miesiąc dzwoni kobieta i mnie opiernicza z góry na dół że jej w niczym nie pomogłam i ona się ze związków wypisuje a ja jestem do niczego . Kiedy odłożyłam słuchawkę moja Ela mówi czy ja dobrze zrozumiałam - tak tak dobrze .
Moja koleżanka się zapytała mnie czy było warto - siedziałaś po godzinach żeby wykonać swoją pracę  , jeździłaś tyle kilometrów do dyrekcji , obroniłaś kobietę i ci podziękowała :lol:   Odpowiedziałam było warto i zrobiła bym drugi raz

JednaZwielu  

piątek, 9 maja 2014

Pełne zaskoczenie tego się nie spodziewałam

Wczorajszy dzień był trochę ciężki , może dla tego że jeszcze dobrze nie zregenerowaliśmy się po środzie . Rano pojechaliśmy na badania jak zwykle była kolejka i nużący czas oczekiwania sprawiał że bardzo się nam nudziło . Młody był bardzo zdenerwowany i nawet przerażony cały czas mówił jak katarynka . W końcu jak było po wszystkim odetchnął z wielką ulgą - no nic nie bolało byłem dzielny . Mówiąc szczerze ja też byłam zadowolona z Jego zachowania . Kiedy przyjechaliśmy do domu syn zjadł i  zażył swoje leki , zdziwiłam się kiedy stwierdził że się trochę zdrzemnie . Musiał być bardzo zmęczony bo prawie resztę dnia przespał i nawet z tatą nie miał ochoty rozmawiać zapytał się tylko - sobota jest za niedługo to się będę z tatą widział ?

Kiedy Młody spał ja poszłam do sklepu na małe zakupy i wykorzystując że nie ma klientów zaczęłam przepraszać właściciela za wczorajsze zachowanie mojego nastolatka . Moje zdziwienie było niesamowite kiedy usłyszałam - ja się nie gniewam On miał gorszy dzień i wyładował swoje emocje . Ja Go bardzo lubię i znam a za chorobę nikt nic nie może . Podziękowałam za zrozumienie i w tym momencie się jeszcze bardziej zdziwiłam bo Pan mi wręczył mały upominek to dla Pani i Syna

Pierwszy raz się spotkałam z taką reakcją

JednaZwielu

środa, 7 maja 2014

czy można pogodzić dwie strony medalu ???

Maj jest moim ulubionym miesiącem przynajmniej tak było do tej pory . Spacery wśród zieleni , jazda Młodego na hulajnodze albo rowerze , jednym słowem dużo przyjemności . Jednak do przyjemnych rzeczy doszło kilka wizyt lekarskich a niestety wszędzie trzeba odstać i nigdy nie wiadomo co się usłyszy , jeszcze testy w poradni pedagogiczne . Tymi dodatkowymi zajęciami mamy zajęty maj i czerwiec . Już się cieszę ;)  , dzisiaj tylko trzy godziny u otolaryngologa chwila przerwy na dojazd i rehabilitacja . Kiedy wróciliśmy do domu to już nic się nie chciało , gdyby syn jeszcze cały czas nie marudził a na koniec nie obraził człowieka w sklepie to może i by było nie źle , a tak w sklepie mało zawału nie dostałam , marudzenia wszyscy mieli serdecznie dosyć . Jutro powtórka z rozrywki bo trzeba pojechać na badania .

Pani doktor dzisiaj wyjaśniała że nie kupujemy do uszu żadnych czyszczących preparatów - rozmowa wzięła się z tego że pani w szkole tłumaczyła synowi jak ma czyścić uszy i co mama ma kupić. Lekarka była zdziwiona że szkoła wchodzi w jej kompetencje i zamiast zajmować się zdrowiem musi tłumaczyć takie rzeczy .

Mówiąc szczerze ja dalej nie rozumiem pracy tej szkoły :( nie bardzo wiem na czym się skupia . Nie rozumiem dlaczego wchodzi w role rodzica , do tego nie współpracuje z rodzicami a przynajmniej ze mną , i jeszcze rozwala mi plan zajęć z dzieckiem .  No cóż jak nazwać któryś już plan lekcji w ciągu jednego roku szkolnego , tym razem jest tak ustawiony że ani jedna rehabilitacja nie pasuje . Nie bardzo wiem o co chodzi bo szkoła ma zgłoszone że syn chodzi na zajęcia do OREW i nie wiem czy mam napisać kolejne pismo czy zrezygnować z rehabilitacji . Jak będę miała prawo wyboru to zwolnię Młodego za szkoły ,bo załatwienie OREW po przerwie graniczy z cudem . Nie wiem kto zmienił mi wizytę w poradni pedagogicznej gdzie sama ustalałam termin i na majowy się nie zgadzałam , informacja została podana w zeszycie od syna przez wychowawczynię . Kto jest autorem zmian nie wiem jednak znowu muszę rezygnować z rehabilitacji żeby zgłosić się do poradni , przecież to tak nie powinno być o co tu w tym wszystkim chodzi . Ze szkoły mój nastolatek przychodzi wiecznie z jakimś problemem , a to włosy są za długie a to za tłuste , to znowu z paznokciami coś nie tak , teraz jeszcze doszły uszy . Może ja jestem głupia ale to chyba moja rola żeby dziecko było zadbane a nauczycieli żeby było wyedukowane . Przykro mi ale na temat umiejętności szkolnych nie bardzo mogę się wypowiedzieć , a bardzo bym chciała . Młody przez cały rok szkolny nie wiem czy aby miał dziesięć zadań domowych , do ani jednej klasówki też się nie uczył , a oceny są różne . Mam nie odparte wrażenie że siedem lat ciężkiej pracy syna , nauczycieli z poprzednich szkół i mojej jest marnowane . Młody za to po szkole zachowuje się tak jak jego koledzy w szkole , kiedyś mi powiedział Im wolno to dlaczego mnie nie wolno . Moja odpowiedź bo Ty nie jesteś Oni była mało przekonująca, a jak się zachowuje w szkole nie wiem do tej pory było nie źle.

Moim zdaniem nie byłoby tylu pytań, jak by współpraca była właściwa , bo to wszystko jest do rozwiązania , jak dwie strony są ZA

Ten wpis nie jest chęcią oszkalowania  szkoły tylko pokazania jak widzi rodzic edukację szkolną .

Moja prośba do nauczycieli uczących dzieci chore na zespół FAS  , One potrzebują dużo zrozumienia ta choroba u każdego dziecka może przebiegać inaczej jednak większość jest bardzo wrażliwa na słowa , gesty, nie podważajcie autorytetu rodziców bądź lekarzy . Na pewno nikt by nie chciał żeby był podważany autorytet nauczyciela więc niech to działa w dwie strony

JednaZwielu