Szukaj na tym blogu FAS

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 stycznia 2017

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.

Ten rok to na razie letarg, jakie to przyjemne kiedy niewiele się dzieje.

Ma to pozytywną stronę, mogę więcej posłuchać wiadomości. Ponieważ mój organizm jest bardzo na razie zmęczony, to nie oglądam telewizji, bo i tak nie mogę się skupić, nie czytam za bardzo na razie książek z tego samego powodu.

Jednak to co słyszę mnie denerwuje, bo do czego zmierza polityka i po co taki straszny podział społeczeństwa - tyle złości i agresji.

Tyle lat walczono o demokrację, o uznanie naszego Kraju na arenie międzynarodowej. A teraz wszystko na głowie staje.

Jesteśmy podobno krajem katolickim, a złościmy się i oczerniamy pomoc innym.

Pamiętamy jeszcze przykazanie miłości

 Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. (Mt 22,37-40)

 

I jak tu mówić o miłości do bliźniego, jak jest tyle złości nawet wokół WOŚP. Zamiast być z tego dumni - bo WOŚP to my wszyscy, którzy dajemy na orkiestrę, niezależnie od własnych poglądów politycznych, czy religijnych.

Fundacja robi kawał dobrej roboty i korzystamy też wszyscy z jej pracy, bo chyba nie ma szpitala bez serduszka WOŚP. Więc po co ta agresja.

Dlaczego zmierzamy do zniszczenia wszystkiego co osiągnęliśmy jako Naród.

Niestety te słowa wcale nie są mocne w stosunku do tego co jest w mediach.

Tak w ramach miłości do bliźniego, ostatnio rozmawiałam z panią która mi napisała takie stwierdzenie, z którym sama się zetknęła „ osobom z zespołem FAS nie warto pomagać bo z rynsztoka wyszły i do rynsztoka wrócą”.

Drodzy mądrzy rodacy dzieci z zespołem FAS mogą się urodzić nawet w rodzinie książęcej a co dopiero zwykłej. Nie tylko w patologii się pije, ale w Polsce jest ogólne przyzwolenie na picie, pije się ze smutku, z radości, bo taką mam chęć. 

A tak na koniec w ramach tej miłości dla drugiego, dzieci z FAS nie odbiera się od środowiska które znają, bo robi się im ogromną krzywdę. Należy zrobić wszystko co jest w mocy Sądu, Kuratora, pracownika MOPS żeby dziecko pozostało w środowisku rodziny. Mam na myśli odbieranie z powodu biedy czy braku umiejętności rodzicielskich.
FAS- olki najczęściej nie maja poczucia odległości, czasu, przestrzeni, temperatury, wartości pieniądza.

Dlatego miedzy innymi tak źle znoszą rozstania, czy rozłąkę.

One maja problem zostać same w szpitalu a co dopiero dalej.

A co się dzieje najczęściej - to jest proste wzrasta agresja, złość albo zamkniecie w sobie.

A wystarczy dać odrobinę serca  

wtorek, 9 sierpnia 2016

Więcej już nie można, albo ileż można?

Długo się zastanawiałam czy pisać dalej, dzieje się dużo, jednak dla co niektórych osób jest to polewka do hejtowania. Przykro mi i to bardzo, że poważne problemy można odbierać tak nie dojrzale.


Powtarzam nie opisuję naszego życia, bo nie mam co robić, albo bo się chcę wyżyć.


Opisuje nasze życie i problemy, które nas dotykają, po to żeby innym rodziną było może trochę łatwiej. Ponieważ dla niektórych osób niemożliwe jest przyznanie się że dziecko choruje na Płodowy Zespół Alkoholowy, bo to wstyd.


W takiej kategorii nie można myśleć, bo dziecku stała się już krzywda i trzeba mu pomóc a nie zostawić samemu sobie.


Więc myślenie musi się zmienić i to w różnych środowiskach poczynając od rodziny, lekarzy, nauczycieli, pedagogów, psychologów, kuratorów itd.


Na razie niestety mam wrażenie że jest walenie głową w mór. Ponieważ jest powiedzenie, że kropla drąży skałę, to nie przestanę pisać, a może komuś dalej nasze życie pomoże. FAS można zrozumieć jak się chce. ( nie jest to łatwe ale możliwe )


Dla tych co uważają że jestem wymagająca, żądaniowa, roszczeniowa, no cóż każdy ma prawo do własnego osądu, jednak ponieważ nie wszyscy maja chore dzieci i nie potrafią zrozumieć co przeżywamy w różnych urzędach, oraz u różnych specjalistów, proponuje takie trzy przykłady:


 

-         Idziemy do dobrej restauracji z rodziną i zamawiamy podobno bardzo smaczny obiad ( przystawka, zupa, danie główne i jakiś deser ) oczekujemy miłej sprawnej obsługi i pysznego jedzenia. Kelner podaje przystawi z brudnymi rękami, zupę po dłuższym czasie, a co do dania głównego przychodzi z informacją, że może podać, ale wszystko jest surowe bo kucharz ma dzisiaj taki kaprys. 


-         Kupujemy samochód w salonie i zauważamy że producent nie zamontował kierownicy, kiedy pytamy co to za wybrak, w odpowiedzi słyszymy nie to najnowsza moda, taki nowoczesny styl.


-         Robimy remont łazienki, kładziemy glazurę na ścianach, kupujemy piękne nowoczesne wyposażenie, zmieniamy, przestawiamy, jednak po wykonaniu prac okazuje się że, jeden fachowiec na własną rękę nie pomalował jednej ściany, we właściwym kolorze, glazurnik pomylił wzór płytek, kabina stoi w miejscu wanny i w ogóle cała łazienka jest inna niż na projekcie


Jestem ciekawa kto zachował by stoicki spokój, kto powie nic się nie stało, takie jest życie.


Więc zanim kogoś ocenisz, obrobisz mu tyłek, zachowasz się jak hejter zastanów się nad sobą jakie masz wady i zalety, podziękuj Bogu że masz zdrowe dzieci lub wnuki, siostrzenice lub bratanków. Jak nie możesz pomóc, to przynajmniej milcz, jak nie rozumiesz to nie oceniaj bo nie wiesz jak byś się zachował w określonej sytuacji TY


Rodziny z osobami niepełnosprawnymi oczekują, szacunku, zrozumienia, to tak nie wiele, albo aż tak dużo. 

piątek, 25 marca 2016

tablet czy rodzina

W tym tygodniu obejrzałam filmik o dzieciach tabletowych, zrobiło mi się strasznie smutno. Według mnie one są biedniejsze od dzieci których rodzice nie mają pieniędzy .

Teraz ciągle się wszystkim wydaje że najważniejsze są pieniądze i to co można za nie kupić.

To w takim razie ile kosztuje więź rodzinna, miłość, szacunek, przyjaźń, dla mnie te osoby które to mają są najbogatszymi ludźmi, może tego nie doceniają ale są bogaczami bo tego się kupić nie da .

W mojej rodzinie odkąd pamiętam były problemy do rozwiązania, jednak to co łączyło moich rodziców było bez cenne, szczere i do grobowej deski. Może nie miałam ładnych rzeczy ale miałam ciepły szczęśliwy dom pełen miłości, szacunku i tolerancji . Byłam szczęściarą bo nie nosiłam klucza na szyi, zawsze czekał na mnie ciepły obiad na stole, rodzice nigdy nie zlikwidowali stołu i krzeseł.

To przy stole byliśmy wszyscy razem, ( wspólne posiłki, rozmowy i gry ), nie potrzebowałam przyjaciółki bo miałam rodziców.

Mój tata zawsze mówił że mogę dużo ale jak raz zawiodę to już nigdy nie odbuduje tych relacji, te słowa i wiele innych mądrości dźwięczą mi do dzisiaj. Moje koleżanki i koledzy były w klasie i na podwórku, nie w wirtualnym świecie.

Teraz jestem dziwolągiem bo synowi nie pozwalam założyć profilu na FB i ograniczam czas w sieci – no cóż taka ze mnie jędza .

Pomimo że stracił pełną rodzinę to ma uśmiechniętą mamę (nareszcie) na którą zawsze może liczyć, fajnego wujka i babcie która stara się jak potrafi żeby Go zrozumieć.

O pozostałej rodzinie nie napiszę bo z przykrością stwierdzam że nie ma o kim, pozostali są tylko w drzewie genealogicznym.

 

Wszystkim życzę zdrowych, spokojnych świąt w rodzinnej atmosferze, smacznego jajka i mokrego lanego poniedziałku.

czwartek, 25 lutego 2016

A może być inaczej .

 

Zwykłe wakacje u nas odpadają. Udręka dla nas i dla Synka. Nie mówiąc o krytycznych spojrzeniach ludzi z "normalnymi" dziećmi. Przerabialiśmy różne opcje.
Chcemy spotkać się z rodzicami Fasolek ,pogadać po prostu ,wypłakać się i pośmiać Chcemy ,żeby nasz synek poczuł się swobodnie wśród takich jak on " 

 

Tą wypowiedź przekopiowałam z jednego z portali i zrobiło mi się bardzo smutno że ciągle inność jest tak piętnowana że nawet na urlop nie można zwyczajnie pojechać

 

Ja miałam te szczęście że wszędzie przez lata mogłam z Młodym iść i jechać . Spędzaliśmy kiedyś mnóstwo czasu poza domem, na dłuższych i krótszych wyjazdach i zawsze było wszystko w porządku, to wręcz rodzice tak zwanych  zdrowych dzieci mieli powody do wstydu .

Moje dziecko było ze mną w różnych urzędach, włącznie z sądem i nigdy się za Niego nie wstydziłam .

Byłam przez lata bardzo dumną mamą teraz też jestem pomimo zmian bo teraz też jak wiecie zdarza mi się wstydzić za zachowanie syna .

Różnica moim zdaniem polega na tym że ja byłam autorytetem dla Młodego .

Pierwszą osobą którą widział po przebudzeniu to byłam ja, a Jego uśmiech na twarzy był taki od ucha do ucha. To było dziecko radosne i bardzo pogodne . Razem jeździliśmy do przedszkola , szkoły, na spacer i przy lekcjach, na zakupach i w przychodni . Razem gotowaliśmy, sprzątaliśmy. Kiedy robiliśmy zadanie to ja słuchałam Jego krzyków że nie potrafi, że ma już dosyć a kiedy przełamał kolejną barierą to ja miałam Go z promiennym uśmiechem na rękach dałem radę „Mama ja umiem !”

To były cudowne lata, odkąd pamiętam był bardzo pedantyczny i uparty w pokonywaniu swoich barier i dysfunkcji. Nauka zawsze była wyzwaniem ale to co osiągnął w pewnym momencie przekraczało wyobrażenia moje i nauczycieli .

FAS może być chorobą w miarę ujarzmioną kiedy jesteśmy mądrymi rodzicami, bo oprócz prawidłowego leczenia i rehabilitacji, właściwego podejścia nauczycieli to My rodzice mamy olbrzymi wpływ.

Ja mam te porównanie i własne doświadczenie, że kiedy wmieszała się była rodzina i pojawił się kochający tatuś, do tego Sąd podszedł do sprawy tak jak podszedł „dla dobra dziecka” , efekt jest mizerny żeby nie powiedzieć opłakany .

Teraz jest na lekach, kiedyś nie było takiej potrzeby. Ponieważ nie piszę tego bloga od dziś można we wcześniejszych wpisach przeczytać jak to wygląda kiedy każdy gra do innej bramki 

czwartek, 21 stycznia 2016

dzień babci i nie tylko

Dzień Babci z tym dniem mam bardzo wiele wspomnień i nie babcia jest głównym bohaterem  - tylko moja siostrzenica .

Babcia zawsze była bardzo konserwatywna . To jest dziwne ale nie pamiętam żeby umiała się śmiać za to zawsze miała jakieś ciasto w spiżarce bądź lodówce . Czasy mojego dzieciństwa były bardzo siermiężne i pączek u babci zawsze smakował .

Kiedy musiałam po mieszkać z dziadkami przez kilka dni byłam bardzo nieszczęśliwa , siedziałam z nosem w szybie czekając na mamę kiedy po mnie przyjedzie . Nikt nie potrafił mnie rozweselić , konserwatyzm dziadków powodował  że czułam dystans . Czułam się u Nich dobrze tylko z rodzicami .

Dziadkowie umieli dzielić rodzinę na tą lepszą i gorszą i tak zostało do dzisiaj , tylko może nie zdawali sobie sprawy że szkrab może być takim dobrym obserwatorem .

Wbrew pozorom do dzisiaj bardzo szanuję babcię i pozytywnie myślę o dziadku . Dla mnie ich zachowanie wynikało z tego że mieli dużo dzieci i wnuków pewnie każdego z nas kochali tylko na inne sposoby .

Babcia żyje i zaskakuje nas i pewnie jeszcze bardziej lekarzy , zawsze była hardą osobą i taka zostanie pewnie do ostatniego tchnienia .

Jest powiedzenie że rodzice są od wychowywania a dziadkowie od rozpieszczania . Moich dziadków to nie dotyczyło - nigdy , zawsze byli wymagający i z perspektywy lat uważam że byli cudowni bo nie zwichrowali mi psychiki . Dzisiaj narzekamy na różne sprawy - co się zmieniło - a przecież to My powodujemy te zmiany .

A co do mojej siostrzenicy to urodziła się w dniu babci i jak była małą Smerfetką  to swoimi powiedzonkami potrafiła nas powalić ze śmiechu

Monika otwiera nam drzwi i wita nas takim zdaniem

-         tak późno , a w dupie mam takich gości

dziadek mówił 

-        no to Moniczko mam jechać do domu 

a Monika 

-       nie , nie dziadku ja tylko żartowałam  :-)

Brzdąc był przedszkolakiem i miał metr z hakiem w kapelusiku .

W jej ustach i z jej minką nogi się uginały , śmiech sam pojawiał się na ustach .

Młoda miała mnóstwo dziwnych pomysłów które zawsze Jej uchodziły płazem

 Wszystkim solenizantom życzę dużo zdrowia szczęścia i radości . 

czwartek, 22 maja 2014

Jak dwóch wariatów wpadło po uszy .

Mieszkaliśmy już parę lat w naszej malutkiej kawalerce , dla dwóch osób była wystarczającym przytulnym azylem. 
Kiedy rodzina się powiększyła zaczęliśmy się przewracać przez własne rzeczy, a to wózek przeszkadzał, to znów nosidełko. 
Prosiłam męża i tłumaczyłam że na dłuższą metę nie damy rady, jednak nic nie docierało tym bardziej że teściowie stali za nim murem.
Jednak nastąpił taki piękny dzień kiedy nie można było wejść do mieszkania, ja zostawiłam w przedpokoju wózek a synuś dowiózł skrzynkę z zabawkami i tatuś nam z pracy do domu nie mógł wejść :-)  
Efekt był piorunujący bo zaczęło się szukanie mieszkania takie na wariackich papierach, znowu nic do męża nie docierało, w końcu mi powiedział kobieto czego ty właściwie chcesz.
W końcu kupiliśmy upragnione trzy pokojowe mieszkanie a przynajmniej tak nam się wydawało.
Bo okazało się że biuro nieruchomości zmalwersowało nasze pieniądze, zanudzać nie będę sprawa trafiła na policję do prokuratury  dwóch sądów, cywilnego i karnego, a że sprawa dotyczyła kilku rodzin i żadna nie przewidziała takiego obrotu sprawy, to geniusze pozamieniali się kluczami, zaczęli remontować mieszkanie zanim podpisali wszystkie dokumenty u notariusza.
To znaczy w naszym mieszkaniu nowy właściciel nic nie robił tylko poustawiał  swoje meble, zawiesił  firanki i zamieszkał, chociaż jeszcze zadzwonił że mu jeden hak nie pasuje na szafkę w kuchni. Zaczęłam się śmiać i powiedziałam że zaraz przyjedziemy z wiertarką ;)  Nasze mieszkanie remontowało kilka osób w tym firma a i tak trwało to parę miesięcy. 
Po początkowym zamieszaniu zainteresowane strony doszły do porozumienia,  albo tak nam się tylko wydawało.
Bo zaczęła nas straszyć była właścicielka naszego mieszkania . Problemów w tym czasie było tak dużo że sama nie wiem jak to wszystko przeszliśmy.
Widząc to nasi koledzy i koleżanki z pracy przygotowały nam wielką niespodziankę.
Pamiętam jak dziś Panią Helenkę która mnie zawołała i powiedziała do mnie  - wiemy wszyscy jakie macie problemy chcemy wam pomóc i ustaliliśmy że zrobimy zrzutkę żebyście spłacili tą Panią  - Pani Helenko jaką zrzutkę nie mogę tego przyjąć my mamy więcej długów i problemów niż włosów na głowie. 
Jednak do Helenki przychodzili inni i każdy kładł na stów tyle ile umiał nam pożyczyć -  Usłyszałam macie problemy a zawsze byliście w porządku my chcemy wam pomóc tak jak potrafimy i nie dyskutuj tylko bierz a oddasz jak będziesz miała.
Nie umiałam powiedzieć w tym momencie nawet dziękuję bo łzy leciały mi strumieniem po policzkach.
Na kartce zapisywałam imiona i kwoty pożyczki różną od malutkich kwot do dużych i okazało się że w pięć minut miałam potrzebną kwotę żeby oddać prześladowczyni.
Oczywiście jak mi wrócił głos to wszystkim podziękowałam.
Cała sprawa toczyła się dwa lata, wszystkie pieniądze odzyskaliśmy włącznie z odsetkami kosztami sądowymi  itd.
Długi wszystkie po oddawałam i nigdy nie zapomnę co dla mnie i mojej rodziny zrobiła ta niesamowita załoga . Brakowało mi wtedy słów i brakuje mi ich na dal

JednaZwielu

czwartek, 9 stycznia 2014

Bajka czy życie ?



Za górami za lasami za siedmioma rzekami była sobie para młodych ludzi którzy postanowili założyć rodzinę. Nie mieli nic oprócz swojej miłości zbiegiem czasu dorobili się mieszkania dzieci .Powoli zmieniali dobra na lepsze , większe dostosowane dla rodziny. Marzyli i planowali byli jeszcze młodzi więc pracowali ponad normę żeby dzieciom było lepiej .Powoli dzieci dorastały, nie zwracały uwagi na starzejących się rodziców. Rodzice czasami pamiętali o swojej miłości ,ale przede wszystkim myśleli dalej o swoich dzieciach zaczęli chorować , jednak ich pociechy nie bardzo to dostrzegały. Upłynęły kolejne lata dzieci na swoim ,jak całe lata rodzicami się nie przejmowali tak też dalej się nie przejmują. Żyją swoim życiem, takie życie pokazując swoim dzieciom . A rodzice pozostali sami ze sobą i swoją miłością do siebie i dzieci. Od taka sobie bajeczka a może nie ?

Ta bajeczka częściowo przypomina mi pewną rzeczywistość sprzed lat, jak do mojego taty po latach przyjechał syn (ze swoją rodziną ) który latami o nim nie pamiętał. Tata był tak szczęśliwy że nawet nie jestem w stanie tego opisać. Zapomniał wszystko bo syn go odwiedził. W tedy nie mogłam tego zrozumieć. Tata tylko powiedział mi jak zostaniesz matką to sama zrozumiesz. Braciszek jak nagle się pojawił tak szybko znowu zerwał kontakt. Odezwał się po kolejnych latach, kiedy dowiedział się że tato jest umierający przyjechał się pożegnać . Tego co się po spotkaniu działo nie zapomnę nigdy mój Ojciec twardy facet nie przypominał siebie dość długo dochodził do siebie po tym spotkaniu. Zdarzył się cud , ten kryzys został zażegnany tata przeżył. Potem ja zostawałam wysyłana z misją do brata w końcu relacje ojca z synem powiedzmy że były poprawne. Tata zmarł nagle z nikim nie zdążył się pożegnać zgasł jak świeczka.


Brat ma dużą rodzinę mam nadzieję że szczęśliwą, ja jednak do niej nie należę zostałam ponownie wyrzucona poza nawias.


Tato jestem matką i dalej nie rozumiem, tak chciałeś żebyśmy byli jedną wielką rodziną, niestety jak w tej bajce nic z tego nie wyszło, pozostała tylko pamięć o twej niesamowitej dla mnie ojcowskiej miłości.


Mam nadzieję że brata dzieci i wnuki nie są takie jak On


Po co to napisałam na pewno nie po to żeby kogokolwiek oceniać każdy żyje jak chce , a napisałam żeby każdy się zastanowił kim są rodzice osoby które dały coś najcenniejszego ŻYCIE 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

FAS a rodzina i otoczenie


Czy może małżeństwo rozpaść się z powodu zespołu FAS? Moim zdaniem nie. Ktoś powie że jestem po rozwodzie i na pewno to choroba była przyczyną  -  rozczaruję ale nie . Kiedy ludzie się kochają i szanują i chcą być ze sobą to żadna choroba tego nie zmieni . Kiedy potrafimy rozmawiać i rozwiązywać problemy to każda przeszkoda jest do pokonania . Jednak kiedy coś zaczyna zawodzić to każda kropla drąży skałę i na pewno taką kroplą też jest FAS . Życie z osobą chorą na zespół jest na pewno bardzo trudne, czasami nawet męczące są dni kiedy psychika siada, żyć się nie chce, jednak to nie powód żeby się odwracać od osoby chorej . Specjalnie nie piszę dziecka ponieważ każde dziecko kiedyś stanie się dorosłe i nie przestanie chorować .Kiedy ludzie się pobierają i oboje są odpowiedzialni to wtedy jedno może pomóc drugiemu w opiece oraz innych problemach można się nawzajem wspierać. Jednak jak się jest samemu to wszystko pozostaje tylko na jednej głowie i do tego dochodzi myśl dlaczego tak się pomyliłam. Oczywiście odpowiedzi nie ma .


Problem największy przy zespole FAS polega na braku efektów rehabilitacji , a leki tylko są doraźne. Kiedy przychodzi regres to nigdy nie wiadomo kiedy się zakończy i jakie zachowania zniszczy a co zostanie spotęgowane. Tak naprawdę upośledzenie umysłowe to najmniejszy problem. Ja twierdzę że największym są zaburzenia zachowania i emocji . To jest prawda ta choroba niszczy na swój sposób chorego i otoczenie. Ja niestety nie jestem tolerancyjna wobec choroby alkoholowej ( może dlatego że nie potrafię zrozumieć jak można samemu sobie fundować chorobę ) uważam że kobiety rodzące notorycznie dzieci z zespołem FAS powinny być pociągnięte do odpowiedzialności . Do tej pory to dzieci cierpią a nie ów mamuśki. Dzieciom zdrowia się nie wróci ale pora zrobić porządek prawny z notorycznymi alkoholiczkami w ciąży niech zaczynają odpokutowywać swoje winy i za nie płacić.


 


JednaZwielu.

sobota, 2 listopada 2013

Nostalgia Wszystkich Świętych.....

Im jestem starsza tym szybciej płynie mia czas. Dzień Wszystkich Świętych zawsze napawa mnie refleksją. Jako dziecko tak się złożyło, że za bardzo nie miałam bliskich na grobach. Jednak nastąpił taki czas, kiedy groby bliskich zaczęły "rosnąć jak grzyby po deszczu".
Jednych osób bardziej brakuje, drugich mniej. Jednak rodzina zaczęła się coraz bardziej rozdzielać, rozjeżdżać po świecie. Kiedyś wszystkie drogi prowadziły do dziadków(jak byłam dzieckiem). Obojętnie czy było się na spacerze albo w kawiarni lub na boisku sportowym to zakończenie zawsze było u dziadków. Wydaje  mi się że nikt z nikim się nie umawiał to była tradycja i potrzeba spotykania się. Dzisiejszy świat jest zupełnie inny, rodzina liczy się coraz mniej natomiast liczy się pieniądz i gadżety. Przedwczoraj byłam na pogrzebie starszej Pani  znajomej moich rodziców. Pani Jadwiga była bardzo dobrą, ciepłą osobą, życzliwą ludziom a do tego bardzo pracowitą niezależnie od swojego wieku. Całą msze przepłakałam i zastanawiam się jak to jest możliwe że bliskimi staja się "osoby obce", a rodzina przechodzi na dalszy plan. Tata i Dziadkowie zawsze starali  się  żeby rodzina była najważniejsza, życie jednak pokazało swoje  z bratem nie mam już kontaktu od lat. Kiedyś się starałam ale w końcu przestałam bo nie mam ochoty być intruzem. Słyszałam tylko, że podobno został dziadkiem.
Ja jestem gadułą wśród swoich, ale czy to znaczy że rodzina jest mi obca???

 

JednaZwielu

niedziela, 13 stycznia 2013

Zrozumienie

Jak już pisałam jestem po rozwodzie.Decyzja była słuszna, ale Młody im dłużej po wszystkim tym ma większy problem to zaakceptować.Starałam się pewnie nie udolnie żeby w tym bezpośrednio nie uczestniczył. Tłumaczyłam co się stanie przygotowując Go do zmian zgodnie z zaleceniami specjalistów.Okazało się jednak że Młody był bardzo dobrym obserwatorem, dokładnie przypomina każdemu co robił ,mówi kto komu robił na złość kto przez kogo był szkolony.Jest to z jednej strony przykre bo ja najchętniej bym już o wszystkim zapomniała a młody ciągle do tego wraca.Dostaje się najbardziej byłym teściom i byłemu mężowi.Z tego co wiem kończy się to płaczem byłej teściowej i lawiną pretensji skierowanych do mnie podobno się  wybiera z awanturą (mam ją wpuścić ?) Wypytywałam się Młodego co znowu Babci powiedział to co mówi mi to jest prawda.Więc co mam Mu powiedzieć?Okazało się że jednak prawda boli i nawet przekupstwo nie pomoże.Są to bardzo dziwni ludzie ostatnio Dziatki powiedzieli (to potwierdziłam )że jadą w góry ale Młodego nie zabiorą bo takiego wnuka nie chcą. O WREDNOŚCI jak można tak powiedzieć czy można się nazywać dziatkami to trzeba nie mieć sumienia.Myśmy już nigdzie nie byli latami bo po prostu mnie nie stać.I jak to wszystko wytłumaczyć dziecku a co dopiero choremu ja już powoli nie umiem brakuje mi argumentów.

Młody po mimo wszystko jest bardzo związany z rodziną byłego męża.

JednaZwielu

poniedziałek, 22 października 2012

Trudne początki...

W końcu  jesteśmy szczęśliwi – staliśmy się pełną rodziną.


A zaczęło się tak:


Czas biegnie nieubłaganie, Młody ma już 2 latka. Jak każda matka trzęsę się nad swoja pociechą aczkolwiek zauważam coraz bardziej niepokojące mnie zachowania:


- nadruchliwość,


-nieposłuszeństwo (nagminne – młody nie jest rozpieszczony!),


- zero zainteresowania jakimikolwiek bajkami czy książkami,


No to jako nadwrażliwa mama udałam się więc do psychologa dziecięcego porozmawiać o mich niepokojach. No i tak moje zachowanie zostało odebrane jako przesadne. W związku z tym posłuchałam rad psychologa, abym się uspokoiła ale w zachowaniu mojego dziecka nie było nadal żadnych zmian. I tak dotrwaliśmy w tej wierze psychologa  do czasów przedszkola. Mój mały ma już 5 lat. No i zaczęło się! Wychowawczyni była przerażona, wręcz bała się mnie poinformować, że cytuje : „z dzieckiem jest coś nie tak”.


Na szczęście pomimo początkowego przerażenia przedszkole zaczyna się interesować i pomagać. Bardzo mocno w „problem” poza wychowawczynią zaangażowała się również Pani  Dyrektor.  Po interwencji Pani Dyrektor odbyła się kolejna, a dla mojego dziecka pierwsza wizyta u psychologa. Potwierdziły się moje obawy. Psycholog stwierdza u mojego syna nadpobudliwość- psychoruchową, w związku z czym zostaliśmy odesłani do ośrodka rehabilitacyjno-edukacyjno- wychowawczego, gdzie rozpoczynamy terapię (a było to w 2005 roku- czyli mija już rok od przyjęcia do przedszkola). W ośrodku Pani Psycholog przebąkuję  czy to nie jest zespół FAS- gdzie tak naprawdę sama nie wierząc w to do końca stara się to wykluczyć. Wszystkie badania trwały latami, człowiek aż nie ma sił wyliczać ile tego było.  I w końcu kiedy młody ma skończone 10 lat pojawiła się ostateczna diagnoza – ZESPÓŁ FAS.


Po usłyszeniu diagnozy pojawił się z jednej strony żal i płacz, lecz z drugiej w końcu wiemy na czym stoimy. Automatycznie nasz świat wbrew  pozorom zaczął się normować– wszystko trzeba było dostosować do niepełnosprawnego syna - szkoły, dom, podejście, zrozumienie i niestety co się okazało po czasie walka z nietolerancją i niechęcią ludzi oraz oceną ludzi wedle stereotypów!


Chcąc nie chcąc muszę poinformować was drodzy blogowicze o jednym - z powodów osobistych (piszę to tylko raz i nie pytać o to proszę) MÓJ  SYN  jest adoptowany a pisze to po to żebyście mnie nie ocenili.


Co to zespół FAS?


FAS - Płodowy Zespół Alkoholowy ,jest zespołem umysłowych i fizycznych zaburzeń, które mogą wyrażać się jako opóźnienie umysłowe, dysfunkcja mózgu, anomalie rozwojowe, zaburzenia w uczeniu się i zaburzenia psychologiczne. FAS jest skutkiem działania alkoholu na płód w okresie prenatalnym. Alkohol powoduje więcej szkód w rozwijającym się płodzie niż inne substancje. Efekty mogą być groźne lub średnio nasilone i wyrażają się obniżeniem IQ, zaburzeniami uwagi i zdolności uczenia się, aż do wad serca, dysfunkcji mózgu i śmierci włącznie. Wiele dzieci doświadcza poważnych zaburzeń zachowania i funkcjonowania społecznego, które trwają całe życie. Na świat przychodzi więcej dzieci z FAS, niż z Zespołem Downa . Większość przypadków pozostaje nie zdiagnozowana lub zdiagnozowana niewłaściwie. Niestety do tego przyczyniają się zarówno jeden jak i drugi  rodzic. Nie zawsze winna jest „pijąca” mama, wystarczy że „wypity” tata.


Nie znam biologicznej rodziny syna i nie chce jej poznać. Natomiast każdy musi wiedzieć dlaczego stworzyłam ten blog dopiero teraz. Moje dziecko ma już 13 lat, dojrzałam psychicznie do tego, że potrafię już o tym mówić. Wiem, że nie ja jedna mam w Polsce taka sytuacje. Chce się podzielić swoimi odczuciami i refleksjami, jeżeli będę mogła również poradzę ale na pewno tej porady będę potrzebować też sama. Chciałabym nawiązać jak najwięcej kontaktów z rodzicami pokrzywdzonych dzieci ( nikogo nie oceniając) po to abyśmy mogli wspierać się nawzajem i aby ta choroba ujrzała światło dzienne i żeby zniknął  strach przed chorymi FAS olkami.


JednaZwielu