Szukaj na tym blogu FAS

środa, 20 kwietnia 2016

Już mnie ku..... bierze

Młody człowiek kończy kolejny etap swojego życia, normalnie ludzie mają powody do radości a ja mam strach w oczach.

Od kilku tygodni chodzimy „za papierkami”, robimy badania – wszystko po to żeby podjąć dobrą decyzję co do jego przyszłości.

Problem polega na tym że miejsc w których mógłby być od pierwszego września nie ma za dużo.

Tylko że nawet jak by jedni nieba przychylili to drudzy mają wszystko gdzieś. Bo w naszym przypadku przy podejmowaniu decyzji jest potrzebne prawidłowe orzeczenie, z PPP a żeby ono mogło być wypisane prawidłowo to jest potrzebne parę zaświadczeń od specjalistów to takie małe drobiazgi. Osoby co nie mają z tym do czynienia pomyślą że to takie proste a rzeczywistość to droga przez rozżarzone węgle. Taka decyzja to na kilka lat i dotyczy prawidłowego rozwoju i rehabilitacji.

Kiedy dziecko ma więcej niż jedną chorobę to wszystko powinno się znaleźć w orzeczeniu a, moja pani generał dzisiaj po jedenastu latach leczenia przeszła samą siebie.

Ponieważ następną wizytę u laryngologa mamy dopiero w czerwcu a, potrzebuję zaświadczenie o nie do słuchu syna, poprosiłam żeby wyznaczyła mi wcześniejszy termin na wypisanie dokumentu i co spuściła mnie na drzewo - mam sobie iść gdzie chcę do psychiatry , neurologa albo gdzie mi się podoba.

No to dopiero jest ciekawe bo to Ona ma wyniki badań w kartotece a nie psychiatra.

Moim zdaniem to psychiatra to jej by się przydała - bo to co zrobiła jest karygodne.

I dzięki takiemu podejściu wszystko stanęło w zawieszeniu 

niedziela, 17 kwietnia 2016

Ot takie opowiadanie o przeklętej polisie która świat obraca do góry nogami

 
Ona kobieta po przejściach trochę zmęczona i osamotniona.
On mężczyzna po przejściach, walczący o każdy dzień .
Oboje mocno poobijani, jednak każdy z nich wierzy że los się odmieni, bo przecież po nocy przychodzi dzień.
 
Spotykają się nagle, nieoczekiwanie, z logiki wynika że spotkać się nie powinni, bo każdy chodzi innymi drogami.
Tym razem los im sprzyja i w jesienną pogodę trafia w nich strzała zauroczenia.
Zaczynają się spotykać, rozmawiać, wymieniać doświadczeniami, łączy ich coraz więcej, oboje czują że są szczęśliwi.
Jej znajomi trzymają kciuki cieszą się ich radością, jego nie dowierzają że coś może się zmienić.
Ona o problemach mówi, że są po to żeby były rozwiązywane.
On patrzy i słucha z niedowierzaniem.
Czas mija a Oni razem przy stole, na zakupach, na wyjeździe i przed telewizorem, w kuchni on rządzi ona ma inne zadanie.
Rozmowy, szacunek, wzajemne zrozumienie, nawet wzajemne milczenie sprawiają wiele radości.
Wszystko ich łączy a jedno dzieli – ciągle mieszkają oddzielnie bo na ten krok jeszcze nie są gotowi.
Mijają miesiące i nic się nie zmienia, aż nadchodzą kolejne problemy, jak lawina sypią się na głowę, Ona jak zwykle damy radę kto jak nie My musi się udać, a On z dnia na dzień gaśnie, gryzie się przejmuje. Zaczyna szukać sam nie wie czego, zamiast rozmowy jest dogryzanie.
W pewnym momencie słów pada za dużo, słów które ranią, działają jak brzytwa.
 
Ona się pyta – dlaczego tak mówisz dlaczego niszczysz
On odpowiada to twoja wina
Ona Mu mówi - ja jaj nie chciałam, to twoja decyzja, dlaczego niszczysz to co zbudowaliśmy.
On odpowiada - tyś mnie zmusiła.
Ona Mu  mówi - co Ty opowiadasz człowieku, zastanów się dobrze - ja i pieniądze przecież nigdy mi na nich nie zależało. Dobrze się zastanów co mówisz i jak ranisz.
 
Efekt końcowy niewiadomy bo nikt nie chce być oskarżany o to czego nie zrobił. Teraz sprawy w Jego rękach, czy ją przeprosi, czy zrozumie swój błąd, jakie wyciągnie wnioski z zaistniałej sytuacji
 
Ot takie opowiadanie o przeklętej polisie która świat obraca do góry nogami  

piątek, 15 kwietnia 2016

Zakręty, zakręty i co po nich ?

Od jakiegoś czasu dzieje się za dużo moim skromnym zdaniem.

Na razie cały ten rok jest dosyć nerwowy i ciągle się coś wydarza.

Od ostatniego wpisu Mojemu XXX zalało mieszkanie :cry: zniszczeń mnóstwo, a co za tym idzie kłopoty, nerwy i stres.

W mieszkaniu piętro wyżej puściła instalacja wodna i zalało aż po piwnice ( tsunami na budynku )  :oops:

W ubiegłym tygodniu byłam załatwić 500+ ale miałam ubaw, :lol:

Dookoła się słyszy jakie to proste, można nie ruszając się z domu :lol: , w przypadku pierwszego dziecka to papier goni papier, ksero do ksera aż zbierze się pełna teczka a na pieniądze pewnie poczekam do czerwca.

Z kolei ten tydzień to najpierw bieganina po przychodniach z synem, najdziwniej było w poradni pedagogicznej.

Okazało się że to ja wymusiłam na poradni orzeczenie żeby syn z upośledzeniem umiarkowanym chodził do gimnazjum – wiecie co mało z krzesła z wrażenia nie spadłam.

Powiedziałam kobiecie ze już dawno nie słyszałam takich bzdur i za kogo Ona mnie uważa, to ja złożyłam wniosek o badania w celu przesunięcia syna do klasy zet. No nie bardzo kobieta wiedziała jak ma wybrnąć z tego co powiedziała.

Badanie syna trwało bardzo długo i po powrocie do domu zasnął ze męczenia. No cóż okazało się że jest znowu znacznie gorzej, mózg znowu się cofa :cry:  o dalszym kształceniu nie mam mowy. Do września muszę załatwić dobrą rehabilitację na pobycie dziennym, tak zwaną szkołę życia.

Dzisiaj pakuje syna na zieloną szkołę, Młody to tak przeżywa że ciągle słyszę te same zdania, „mamo a ten czas szybko przeleci jeszcze nie wyjadę a już wrócę do domu”

Tym razem pakuje Młodego na ostatnią chwilę i nie bardzo mi się to podoba, jednak czasu ciągle brakuje.( a spakować trzeba rzeczy na wszystkie pory roku bo jedzie w wysokie góry ) 

W poradni PzP pani doktor była z syna zadowolona i następną wizytę mamy dopiero we wrześniu, leki bez zmian.

Między czasie zaczęłam planować coś po konferencji, żeby działać dalej, byłam się już pytać co i jak i może mój pomysł wypali.

A żeby wszystkiego było mało, to jeszcze trudno zaczyna się nam rozmawiać z XXX, za dużo się nam pozwalało na głowię i pogubiliśmy się.

Mam nadzieje że z tych zakrętów wyjdziemy w całości, tylko silniejsi bogatsi o nowe doświadczenia .

Ps,  zapomniałam jeszcze że jest szansa że w końcu odbędzie  się rozprawa co do mojego mieszkania taki mały drobiazg,

ponad dwa lata przestawiania dokumentów po biurkach  :mrgreen:

piątek, 25 marca 2016

tablet czy rodzina

W tym tygodniu obejrzałam filmik o dzieciach tabletowych, zrobiło mi się strasznie smutno. Według mnie one są biedniejsze od dzieci których rodzice nie mają pieniędzy .

Teraz ciągle się wszystkim wydaje że najważniejsze są pieniądze i to co można za nie kupić.

To w takim razie ile kosztuje więź rodzinna, miłość, szacunek, przyjaźń, dla mnie te osoby które to mają są najbogatszymi ludźmi, może tego nie doceniają ale są bogaczami bo tego się kupić nie da .

W mojej rodzinie odkąd pamiętam były problemy do rozwiązania, jednak to co łączyło moich rodziców było bez cenne, szczere i do grobowej deski. Może nie miałam ładnych rzeczy ale miałam ciepły szczęśliwy dom pełen miłości, szacunku i tolerancji . Byłam szczęściarą bo nie nosiłam klucza na szyi, zawsze czekał na mnie ciepły obiad na stole, rodzice nigdy nie zlikwidowali stołu i krzeseł.

To przy stole byliśmy wszyscy razem, ( wspólne posiłki, rozmowy i gry ), nie potrzebowałam przyjaciółki bo miałam rodziców.

Mój tata zawsze mówił że mogę dużo ale jak raz zawiodę to już nigdy nie odbuduje tych relacji, te słowa i wiele innych mądrości dźwięczą mi do dzisiaj. Moje koleżanki i koledzy były w klasie i na podwórku, nie w wirtualnym świecie.

Teraz jestem dziwolągiem bo synowi nie pozwalam założyć profilu na FB i ograniczam czas w sieci – no cóż taka ze mnie jędza .

Pomimo że stracił pełną rodzinę to ma uśmiechniętą mamę (nareszcie) na którą zawsze może liczyć, fajnego wujka i babcie która stara się jak potrafi żeby Go zrozumieć.

O pozostałej rodzinie nie napiszę bo z przykrością stwierdzam że nie ma o kim, pozostali są tylko w drzewie genealogicznym.

 

Wszystkim życzę zdrowych, spokojnych świąt w rodzinnej atmosferze, smacznego jajka i mokrego lanego poniedziałku.

piątek, 18 marca 2016

Jestem osobą roszczeniową

Wczoraj po wielo tygodniowych przygotowaniach odbyła się konferencja „ Dziecko z Fas w życiu, domu i szkole „

Mój dzień rozpoczął się bardzo wcześnie , po mimo że gro potrzebnych rzeczy i dokumentów było już wcześniej przygotowanych .

Nie lubię zostawiać niczego na ostatnią chwilę , za to uwielbiam mieć wszystko pod kontrolą, po dopinane do perfekcji .

Tak jestem perfekcjonistką .

Jak weszłam na salę konferencyjną po dziewiątej rano, to prace jeszcze trwały ale większość prac była już wykonana . Dwieście trzydzieści krzeseł robiło wrażenie, nawet się ucieszyłam że muszę być wcześniej bo mogę się oswoić z otoczeniem i nabrać trochę pewności .

Po chwili każdy z nas już miał coś do zrobienia .

Pan Jakub z Fundacji Fastryga rozkładał banery , Pani Sonia jeszcze wypisywała ostatnie kartki i pomagała Jakubowi , Krzysiek pieczętował dokumenty a ja z Kasią przyklejałyśmy prace plastyczne dzieci , pracownicy Centrum Kultury też jeszcze wykonywali swoje ostatnie prace . Okazało się nagle ze mamy już po jedenastej i nikt nie wiedział kiedy ten czas przeleciał . Zaczęli przychodzić uczestnicy konferencji i ruszył sekretariat , w oka mgnieniu mieliśmy już  rozpoczęcie .

Uczestników przywitał Pan Jakub, przybliżając powstanie Fastrygi i mówiąc że sam ma rodzeństwo adopcyjne chorujące na zespół FASD.

Pierwszym tematem był wykład pani doktor Małgorzaty Kleckiej  i zarazem założycielki i prezesa Fundacji Fastryga .

Pani doktor tłumaczyła przyczyny powstawania FAS i bardzo skrótowo przybliżyła uczestnikom 4 Cyfrowy Kwestionariusz Diagnostyczny który powstał w USA ponieważ tam też zdiagnozowano pierwszych chorych .

Tłumaczyła jak ogromnym zagrożeniem jest stres w czasie ciąży,a nie tylko alkohol.

Na przerwie wysłuchałam kilku komplementów i że się podoba,oraz że takie szkolenia są bardzo potrzebne  - nie ukrywam że było miło takie słowa słyszeć .

Drugą część rozpoczęliśmy filmikiem pokazującym co się dzieje kiedy zachowania pierwotne a może lepiej, niemowlęce nie zanikają u dorosłego człowieka. Jego życie staje się koszmarem, no i nadszedł czas na mnie . Czy sobie poradziłam ?  Nie wiem .

Mówiłam o adopcji o problemach ze zrozumieniem i to w każdej dziedzinie . O potrzebie zastanawiania się co mówimy, podając dosyć drastyczny przykład ze środowiska lekarskiego ( na tym blogu jest opisany więc nie będę przytaczać ) , powiedziałam że jest ciągle brak dużej ilości specjalistów w dziedzinie FAS. Przecież nasze „ GÓRU ŚLĄSKA „ jakim bez wątpienia jest pani doktor Małgorzata Klecka nie jest w stanie zająć się każdą Fasolką i jej rodziną , bo bardzo często zapominamy że my rodzice też  potrzebujemy wsparcia . Opowiedziałam o nie przygotowaniu oświaty na nasze dzieci, podając za przykład dwa zadania domowe . Bardzo pozytywnie przybliżyłam dwie nauczycieli od syna z przeszłości, we wcześniejszych wpisach też o nich piszę .

O obecnej szkole Młodego i nauczycielach nie powiedziałam ani jednego słowa i zrobiłam to specjalnie , doskonale sobie zdaję sprawę że to co jednym się podoba drugim nie koniecznie .

Poruszyłam jeszcze temat węglowodanów i codziennej rehabilitacji tej w domu , szkole i na ulicy .

Po tym co powiedziałam rozgorzała dyskusja, kiedy jedna pani zarzuciła mi że mam postawę roszczeniową i tylko wymagam i ganię, czepiam się tych biednych lekarzy i nauczycieli. Okazało się za chwilę że nie ma dziecka chorego i że zamierza kręcić film. O de mnie oczekiwała usłyszeć o zaletach takich dzieci i gotowych sposobów postępowania.

Co do zalet nie ma problemu ale z tym gotowcem to jak go opracuję to zdobędę moje mistrzostwo świata. Bo gotowca po prostu nie ma każdy jest inny .

Jednak to nie ja musiałam bronić mojej wypowiedzi, tylko to mnie bronili, uczestnicy konferencji a Pani Kasia bo tak ma na imię dostała parę informacji do przemyślenia .

Żeby wszyscy mieli chwilę oddechu zrobiliśmy króciutką przerwę , po której już część osób nie wróciła, a szkoda dalszy wykład był bardzo ciekawy i nawet jak się wszystkiego nie zapamięta to podane przykłady zapamiętam do końca życia, były przynajmniej dla mnie bardzo obrazowe a mam na myśli pracę części naszego mózgu nazywanego gadzią . Jeśli o mnie chodzi nie wiem na ile zapamiętałam wykład, ale kiedy przypominam sobie przykłady z życia zaraz wiem o czym była mowa i za to bardzo pani Małgorzacie dziękuję 

Po zakończonej konferencji podchodziły osoby i po rozmowach z nimi wiem że odwaliłam kawał dobrej roboty i te spotkanie było bardzo potrzebne nawet jak się znajdą osoby inaczej myślące .

Mój tata zawsze powtarzał jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził .

 

Wiem ze ten wpis zrobił się tragicznie długi ale chciała bym podziękować

Uczestnikom za przybycie i za tą dużą ilość dobrych słów

 

Pani Małgorzacie za naszą rozmowę, przeprowadzoną nie cały rok temu, która była przyczynkiem tego wydarzenia .

Dyrektorowi Szkól Specjalnych nr 2 i Pani Dyrektor OREW za pomoc i potwierdzenie potrzeby takich inicjatyw .

Wice prezydentowi miasta Chorzów  za zgodę na bezpłatne wynajęcie sali

Prezydentowi Chorzowa za honorowy patronat

Starochorzowskiemu Centrum Kultury za przyjęcie nas u siebie i tak perfekcyjne przygotowanie sali na konferencję

Pani Doktor  Małgorzacie Kleciej za darmowe szkolenie

Fundacji Fastryga za pomoc przy organizacji i objęcie patronatem konferencji

Mojemu przyjacielowi że mi tak dużo pomógł przy organizacji, że się za mnie denerwował i tak zwyczajnie był

Kasi za poświecony czas na wolontariat

Oraz Panu Jakubowi i Pani Soni za współpracę przez te kila tygodni .

środa, 9 marca 2016

Jak można dać się upodlić za 250 zł

Moje dziecko wyjeżdża po raz drugi na zieloną szkołę , ja jestem z tego faktu bardzo zadowolona . Nareszcie zmienia się jego podejście do rówieśników , i nie jest to tylko wyjazd, ale i chęć uczestnictwa w zajęciach pozaszkolnych ( tenis , kręgle ) marzy jeszcze o basenie, jednak na razie nie ma miejsc . Jakby tak jeszcze przestał chorować to byłoby fanie ( w tym roku kalendarzowym zalicza już trzecią infekcję )

Jednak wracając do wyjazdu, okazało się że tym razem należy mi się częściowe dofinansowanie do zielonej szkoły, na samą tą informację doznałam szoku .

Nauczona już doświadczeniem że należy najpierw zadzwonić i się dowiedzieć co i jak zamiast jeździć po próżnicy i się denerwować kilka dni temu zadzwoniłam .

Wynik rozmowy zaskakujący tak należy się dofinansowanie w wysokości 250zł i należy przywieść następujące dokumenty, po wysłuchanej informacji mówię - ale te papiery już u was są bo to wy je wystawiliście. Odpowiedź krótka muszą być, z nimi proszę przyjechać .

No cóż dzisiaj zabrałam teczkę z papierami i pojechałam , no jak ktoś myśli że coś załatwiłam, to jest w dużym błędzie .

Załatwiłam sobie wysokie ciśnienie z nerwów nic więcej .

O dziwo pod właściwym pokojem nie było osób oczekujących, ku mojemu zaskoczeniu -  no to wchodzę. Przy biurkach siedzą urzędnicy zajęci a jakże piciem kawy , czyszczeniem paznokci – a tu Im przeszkodził taki delikwent, jak on może zakłócać Ich pracę.

Mówię co przyszłam załatwić i co słyszę – proszę panią to się trzeba umówić koleżanki nie ma jest w terenie. Jak pani się umówi z koleżanką to pani tu przyjedzie wypełni stosowne papiery i umówi się na wywiad środowiskowy .

Patrzę na urzędnika z niedowierzaniem – ale ja jestem, mam papiery przy sobie a wniosek może Pan odebrać o de mnie. Nie, nie mogę to musi koleżanka to jej rejon.

Wyszłam z kartką na której łaskawie urzędnik napisał jak koleżanka pracuje i tyle załatwiłam.

Zastanawiałam się nawet czy nie zawitać do dyrektora tej instytucji – jednak po namyśle zrezygnowałam, bałam się żeby mi nie puściły nerwy.

Niestety nie potrafię zrozumieć mentalności urzędniczej takiej buty, bo gdybym nie rozmawiała i nie pytała to owszem moja wina , ale myśmy rozmawiały a ja się dopytywałam co należy, tak trudno rzetelnie wykonywać swoje obowiązki. Postawa tych osób w biurze  dla mnie też jakaś masakra, siedzą nic nie robią i robić nie zamierzają , jednak pensje zbierają – to Im się należy. Wywiad środowiskowy do wypłacenia 250 zł do zielonej szkoły, te pieniądze nawet nie idą na moje konto tylko od razu na konto szkoły – to jest jakaś kpina.

Poczułam się tam jak śmieć tu program „ Rodzina 500+ „ a tu takie podejście, czy Ci urzędnicy z własnych pieniędzy to wypłacają. Poczułam się jakbym o jałmużnę prosiła.  


poniedziałek, 7 marca 2016

Dyplomy rozdane

Jak pamiętacie w szkole syna był konkurs „ Zdrowie kobiety w ciąży „ prace dzieci zrobiły duże wrażenie, między innymi na moich i XXX znajomych .

Dzięki temu mieliśmy fantastycznych sponsorów na upominki dla konkursowiczów .

Moja przyjaciółka ufundowała dziewczęce drobiazgi, mnie się bardzo podobały, sama chętnie bym skorzystała. Prawie każda z nas lubi błyskotki. ( każda dziewczynka dostała inny upominek )

Chłopakom sama kupiłam nagrody, jednak chyba nie do końca szczęśliwie, bo niektórych poniosła energia i nauczyciele niektórym osobom byli zmuszeni zarekwirować upominki. No cóż energia młodych ludzi nie zna granic .

A znajomy od XXX zafundował bardzo ładne dyplomy które zostały zrobione z prac konkursowiczów , pomysł zrobił duże wrażenie na kadrze szkoły i na nas też a dzieciaki szukały swoich prac na dyplomach .

W czwartek na króciutkim spotkaniu klas gimnazjalnych na którym wręczyliśmy nagrody, mnie zaskoczyła wicedyrektor szkoły mówiąc że na drugi rok zostanie ogłoszona druga edycja konkursu „ Zdrowie kobiety w ciąży”

czwartek, 25 lutego 2016

A może być inaczej .

 

Zwykłe wakacje u nas odpadają. Udręka dla nas i dla Synka. Nie mówiąc o krytycznych spojrzeniach ludzi z "normalnymi" dziećmi. Przerabialiśmy różne opcje.
Chcemy spotkać się z rodzicami Fasolek ,pogadać po prostu ,wypłakać się i pośmiać Chcemy ,żeby nasz synek poczuł się swobodnie wśród takich jak on " 

 

Tą wypowiedź przekopiowałam z jednego z portali i zrobiło mi się bardzo smutno że ciągle inność jest tak piętnowana że nawet na urlop nie można zwyczajnie pojechać

 

Ja miałam te szczęście że wszędzie przez lata mogłam z Młodym iść i jechać . Spędzaliśmy kiedyś mnóstwo czasu poza domem, na dłuższych i krótszych wyjazdach i zawsze było wszystko w porządku, to wręcz rodzice tak zwanych  zdrowych dzieci mieli powody do wstydu .

Moje dziecko było ze mną w różnych urzędach, włącznie z sądem i nigdy się za Niego nie wstydziłam .

Byłam przez lata bardzo dumną mamą teraz też jestem pomimo zmian bo teraz też jak wiecie zdarza mi się wstydzić za zachowanie syna .

Różnica moim zdaniem polega na tym że ja byłam autorytetem dla Młodego .

Pierwszą osobą którą widział po przebudzeniu to byłam ja, a Jego uśmiech na twarzy był taki od ucha do ucha. To było dziecko radosne i bardzo pogodne . Razem jeździliśmy do przedszkola , szkoły, na spacer i przy lekcjach, na zakupach i w przychodni . Razem gotowaliśmy, sprzątaliśmy. Kiedy robiliśmy zadanie to ja słuchałam Jego krzyków że nie potrafi, że ma już dosyć a kiedy przełamał kolejną barierą to ja miałam Go z promiennym uśmiechem na rękach dałem radę „Mama ja umiem !”

To były cudowne lata, odkąd pamiętam był bardzo pedantyczny i uparty w pokonywaniu swoich barier i dysfunkcji. Nauka zawsze była wyzwaniem ale to co osiągnął w pewnym momencie przekraczało wyobrażenia moje i nauczycieli .

FAS może być chorobą w miarę ujarzmioną kiedy jesteśmy mądrymi rodzicami, bo oprócz prawidłowego leczenia i rehabilitacji, właściwego podejścia nauczycieli to My rodzice mamy olbrzymi wpływ.

Ja mam te porównanie i własne doświadczenie, że kiedy wmieszała się była rodzina i pojawił się kochający tatuś, do tego Sąd podszedł do sprawy tak jak podszedł „dla dobra dziecka” , efekt jest mizerny żeby nie powiedzieć opłakany .

Teraz jest na lekach, kiedyś nie było takiej potrzeby. Ponieważ nie piszę tego bloga od dziś można we wcześniejszych wpisach przeczytać jak to wygląda kiedy każdy gra do innej bramki 

sobota, 20 lutego 2016

jedno mówi ”hetta” drugi „prry”

Tak się utarło że dzieci z zespołem FAS są niedobre , mają same wady i w ogóle są trudne w wychowaniu . Kiedyś przeczytałam, że nigdy nie adoptowałbym dziecka z zespołem FAS .

Nie chcę w tym miejscu pisać - ani na tak, ani na nie, jednak moim zdaniem należy się zastanowić nad jeszcze innymi czynnikami wpływającymi na to jacy jesteśmy .

Owszem zespół FAS ma swoje deficyty i problemy zdrowotne , jednak nie decyduje o całości wychowania .

Nasze dzieci też obserwują i wykorzystują nasze słabości, i po moim synu mogę powiedzieć że jest dobry w punktowaniu moich błędów. Młody doskonale potrafi wykorzystać sytuację panującą miedzy mną a moim byłym , kiedy jedno mówi ”hetta” drugi „prry” , Niestety nie jest to dobre dla wychowania , podam może dwa przykłady:

1)      ja ograniczam picie słodkich napoi i jedzenia słodyczy , a Młody wraca od taty z hasłem – a tata mi pozwolił jeść cukierki i słodzić herbatę .

2)      ja nie chodzę do pijalni piwa, ani letnich ogródków piwnych, za to tatuś nie widzi problemu, chodzi z nim regularnie kiedy są razem . Tłumacząc żeby tego nie robił, w odpowiedzi słyszę co się czepiasz jemu się tam podoba , oprócz pijących jest tam bilard . I tak w tym tygodniu usłyszałam od syna - za niedługo będę dorosły więc będę pił i palił a ty mi nic nie zrobisz.

Niestety kiedy osoby mające wpływ na wychowanie dziecka mówią różnymi językami nie współpracując ze sobą, robią dziecku ogromną krzywdę, i to nie tylko dziecku choremu, jak również zdrowemu też.

W taki sposób nie da się wykształcić prawidłowych zachowań i zasad . Za to można spowodować wszystko co najgorsze .

Zapominamy jeszcze o genach, ciągle za całe zło obwiniamy kobiety, bo to one rodzą dzieci. Jednak dziecko to też nasienie tatusia który przekazuje swoje geny , a co jak przyszły tatuś nadużywa alkohol i jest despotą dla otoczenia i nie panuje nad sobą .

Moim skromnym zdaniem na to kim jesteśmy ma tak wiele czynników wpływ że FAS nie może być wyrocznią dla wychowania czy adopcji. 


środa, 17 lutego 2016

Nie ma jak kombinacje

Przygotowanie do konferencji na ostatniej prostej -fajna sprawa .

Nasze życie to nie tylko ważne spotkanie w marcu ale też codzienność .

Niestety Młody ma problem z nabraniem odporności po przebytych chorobach , no cóż mnie to nie dziwi, nie pierwszyzna , tylko reguła . Do tego babcia też nam chwyciła jakiegoś wirusa , a ja serie antybiotyków już mam też za sobą , wujek też się nie najlepiej czuje.

Młody ma wakacje i powinien być u tatusia , tak synowi obiecał były jeszcze w październiku nie zapominając przypomnieć w święta . I tu nie wiadomo czy się śmiać czy płakać bo znowu Młodego wystawił do wiatru , syn miał być czternaście dni a jest po parę godzin . Można to porównać paczka odebrana , paczka wraca .

Jednak nie wiem czy ku mojemu zaskoczeniu ( mogłam się tego spodziewać ) synuś ma pretensje do mnie nie do niego . Tatuś dalej jest bez wad . 

Teraz Młody na trzecim miejscu bo na pierwszym wylądowałam nowa partnerka , potem mamusia , no i synek huraaaaaa.

Stary zadowolony i dumny z siebie że hoho . Więcej nie ma sensu pisać bo sama muszę jakiś  patent na ten cyrk znaleźć .

Na razie mam ochotę wyjechać w góry choćby na 48 godzin żeby odetchnąć , zmienić otoczenie , wszystkim nam się czyste powietrze przyda 

Kolejne prace dzieci tak jak obiecałam 

czwartek, 4 lutego 2016

Szkoło DZIĘKUJĘ

Kiedyś napisałam na tym blogu że rodzice opiekujący  się  dziećmi z zespołem Fas powinni się dzielić swoimi wiadomościami na temat tej choroby.  Żeby nie być gołosłowną sama zabrałam się za to . Poprosiłam o pomoc Fundację Fastryga i w ten o to sposób 17 marca mój pomysł się zrealizuje w postaci konferencji .

Ponieważ uważam że wiedzy nigdy nie ma za dużo , to o współpracę i pomoc poprosiłam szkołę do której chodzi mój syn . Pytając się dyrektora czy dzieci mogły by zrobić plakaty o tematyce „ Zdrowie kobiety w ciąży „ w perspektywie zespołu FAS , miałam drżący głos z nerwów , czy moje pomysły nie są zbyt szalone i bez sensowne . Okazało się jednak że pomysł był trafiony w dziesiątkę dyrektor zaakceptował go bardzo pozytywnie i od razu przydzielił mi osobę do pomocy . W zasadzie to do jakiej pomocy to nauczyciele zrobili kawał dobrej roboty – od wymyślenia tematu konkursu plastycznego do wytłumaczenia dzieciom co to jest FAS i pomoc w wykonywanych pracach .

Tematem konferencji jest „ Dziecko z FAS – w życiu , szkole i w domu „ ale dzieciom tak nie można było podać tego tematu , nauczyciele dostosowani go do możliwości dzieci i wyszło wspaniale . Przy okazji dzieci dowiedziały się że przyszła mama żeby miała zdrowe dziecko nie może pić alkoholu . SAME PLUSY

Dzisiaj odebrałam prace plastyczne , są fantastyczne dla mnie wszystkie są bardzo ładne . Po wakacjach zimowych wręczymy wszystkim konkursowiczom dyplomy i malutkie upominki .

Na tym blogu często piszę trudne i mało sympatyczne wpisy twardo stąpając po ziemi a dzisiaj z wielką radością napisałam tak miły wpis o szkole i dzieciach z deficytami które też widzą świat swoimi oczami , do tego bardzo często są nie doceniane bo są chore i co one tam . Zapominamy że każdy ma jakiś talent i każdego trzeba umieć cenić za to że jest a nie za to kim jest . Postaram się wszystkie prace dzieci na blogu umieścić i oczywiście wszystkie zabiorę na konferencję .

Szkoło DZIĘKUJĘ  


poniedziałek, 1 lutego 2016

życie dalej w tempie

Młody człowiek dopiero co wyleczył anginę a tu znowu jakiś wirus się przyplątał .

Potężny katar i okropny kaszel Go męczy , w nocy spać nie bardzo może . Pierwszy raz dzisiaj powiedział że On zostaje w domu a ja mam sama pozałatwiać sprawy . Musi być bardzo zmęczony , bo nie zostaje samodzielnie w domu .

W czwartek byłam na wywiadówce w szkole jak zwykłe była krótka i konkretna . Dzieciaki będą miały malowaną swoją klasę przez ferie zimowe – fajnie bo już nowa farba się przyda . Pani zadowolona z uczniów a ja zdziwiona z ocen syna . Tak ciągle się zastanawiam jak On te oceny osiągnął średnia ocen 4,2 . Dziwny ten mój uczeń , upośledzenie umiarkowane trzecia gimnazjum , w domu problemy z zadaniem domowym a tu takie oceny . Zapytałam o to i w odpowiedzi usłyszałam że mnóstwo ocen ma za pracę na lekcji . Dla mnie to zrozumiałe , ma też podnieść samo ocenę , wszystko logiczne ale nie wiem na ile sprawiedliwe .

Dowiedziałam się też , że dyrektor powiedział na radzie pedagogicznej o konferencji , którą organizuję oraz że spotkamy się na niej , no to moja trema rośnie .

W piątek pozałatwiałam mnóstwo spraw i byłam sama z siebie dumna HAHA samo chwała w kącie stała . Czasami tak jest że na coś czekamy i nagle ruszamy z miejsca jak z armaty .

Dzisiaj byłam znowu w szkole , rozmawiałam z dyrektorem i z panem z WF , dostałam książeczkę „ Książeczka Zawodnika Olimpiad Specjalnych „ i chociaż wydawało mi się że nie będzie problemu z wypełnieniem jej , rzeczywistość pokazała zupełnie coś innego . Próbowałam dzisiaj umówić syna z lekarzem ale nie jest to niestety proste .

Wszystkie zajęcia syna z tego tygodnia odwołałam , a badania lekarskie przełożyłam na inny termin . Młody ma tylko jeden problem – nie pójdę na tenisa ? No niestety tenisa też nie będzie w tym tygodniu . Za to zdecydowałam że będziemy jeszcze chodzić na kręgle .

Tak w szkole jak i ja zauważamy zmiany Młodego jeśli chodzi o integracje z rówieśnikami .

Potwierdza to moją teorię że nic na siłę ale wszystko w odpowiednim czasie .

Syn ma jeszcze jeden problem kiedy zobaczy się z tatą – niestety nie wiem co Mu odpowiedzieć bo w styczniu widział się z ojcem tylko raz i raz rozmawiał przez telefon , a ja nie znam planów swojego byłego , dzwonić też nie mam zamiaru . Wiec odpowiadam pożyjemy zobaczymy , nie nakręcaj się . 

wtorek, 26 stycznia 2016

Samo życie i pozostaje nadzieja

Zaczynam się zastanawiać co to jest za rok , na razie bardzo trudny .

Młodego nowy syrop nie bardzo działa , wychodzi na to że na razie tylko jedne tabletki , mają pozytywne oddziaływanie na niego .

To bardzo źle , bo jak się uodporni to sobie tego nie wyobrażam .

Do tego na jego zachowanie ma wpływ nawet pogoda i ciągle bez zmian jest zachowanie Młodego po jakimkolwiek kontakcie z tatą .

Logicznie myśląc trudno zrozumieć czemu Młody tak fatalnie się zachowuje po kontakcie z ojcem .

On niby wszystko wie a zachowuje się jakby nic nie widział i nic nie rozumiał . Wybacza wszystko i broni na każdym kroku .

Jakby nie miał FAS i jego deficytów to pewnie o ojcu nie chciał by słyszeć i to nie ja była bym przyczyną .

Naprawdę uważam że dzieci powinny mieć oboje rodziców , tylko czasami jakiś nie zasługuje na bycie rodzicem.

Młodego opowiadania są takie że ciągle coś prostuję , rzeczywistość i fikcja to dla Niego to samo . Oczywiście w każdym miejscu to On próbuje mieć najwięcej do powiedzenia , tłumaczenia jak grochem o ścianę

Zaczynam się denerwować czy zdążę przygotować konferencję na jeden dokument czekam już ponad dwadzieścia dni . Niby tylko wszystko pospinać w jedna całość ale czasu zostaje coraz mniej .

Moje ściany schną wychodzą z nich dziwne waciki jak szpilki , ładnie to wygląda ale jest bardzo nie zdrowe , bo to jest grzyb .

A moja babcia z jednej strony jest niesamowita , ma taki wiek , tak mocno zachorowała a organizm ciągle walczy . Już w ogóle nie może się ruszać jest uzależniona od innych we wszystkim , ale sie nie poddaje . 

czwartek, 21 stycznia 2016

dzień babci i nie tylko

Dzień Babci z tym dniem mam bardzo wiele wspomnień i nie babcia jest głównym bohaterem  - tylko moja siostrzenica .

Babcia zawsze była bardzo konserwatywna . To jest dziwne ale nie pamiętam żeby umiała się śmiać za to zawsze miała jakieś ciasto w spiżarce bądź lodówce . Czasy mojego dzieciństwa były bardzo siermiężne i pączek u babci zawsze smakował .

Kiedy musiałam po mieszkać z dziadkami przez kilka dni byłam bardzo nieszczęśliwa , siedziałam z nosem w szybie czekając na mamę kiedy po mnie przyjedzie . Nikt nie potrafił mnie rozweselić , konserwatyzm dziadków powodował  że czułam dystans . Czułam się u Nich dobrze tylko z rodzicami .

Dziadkowie umieli dzielić rodzinę na tą lepszą i gorszą i tak zostało do dzisiaj , tylko może nie zdawali sobie sprawy że szkrab może być takim dobrym obserwatorem .

Wbrew pozorom do dzisiaj bardzo szanuję babcię i pozytywnie myślę o dziadku . Dla mnie ich zachowanie wynikało z tego że mieli dużo dzieci i wnuków pewnie każdego z nas kochali tylko na inne sposoby .

Babcia żyje i zaskakuje nas i pewnie jeszcze bardziej lekarzy , zawsze była hardą osobą i taka zostanie pewnie do ostatniego tchnienia .

Jest powiedzenie że rodzice są od wychowywania a dziadkowie od rozpieszczania . Moich dziadków to nie dotyczyło - nigdy , zawsze byli wymagający i z perspektywy lat uważam że byli cudowni bo nie zwichrowali mi psychiki . Dzisiaj narzekamy na różne sprawy - co się zmieniło - a przecież to My powodujemy te zmiany .

A co do mojej siostrzenicy to urodziła się w dniu babci i jak była małą Smerfetką  to swoimi powiedzonkami potrafiła nas powalić ze śmiechu

Monika otwiera nam drzwi i wita nas takim zdaniem

-         tak późno , a w dupie mam takich gości

dziadek mówił 

-        no to Moniczko mam jechać do domu 

a Monika 

-       nie , nie dziadku ja tylko żartowałam  :-)

Brzdąc był przedszkolakiem i miał metr z hakiem w kapelusiku .

W jej ustach i z jej minką nogi się uginały , śmiech sam pojawiał się na ustach .

Młoda miała mnóstwo dziwnych pomysłów które zawsze Jej uchodziły płazem

 Wszystkim solenizantom życzę dużo zdrowia szczęścia i radości .