Szukaj na tym blogu FAS

piątek, 18 października 2013

Wiedza teoretyczna a praktyczna.



Zastanawiam się dlaczego "zdrowi " ludzie tak bardzo często lekceważą chorych na FAS.     A jak słyszę " ja wiem" to szlak mnie trafia i myślę człowieku co Ty wiesz to co w sieci  przeczytałeś lub w książce , ja żyjąc z taką osobą przepraszam ale napiszę gówno wiem bo ciągle się uczę ciągle mnie coś zaskakuje. Dla mnie wiedza teoretyczna a praktyczna to dwie różne sprawy. Wiem o tym że są różne problemy i każdy inaczej choruje jest tak zwany FAS pełnoobjawowy i częściowy ( nie pełnoobjawowy ) .Niektóre dzieci nawet jak fizycznie dorosną to psychicznie dalej zostaną dziećmi a będą takie które całkiem nieźle sobie poradzą w dorosłym życiu. Ma na to wpływ wiele czynników. Dlaczego tak zaczęłam bo jak mało kiedy dzisiaj zdenerwowała mnie wychowawczyni Młodego. Zadzwoniła do mnie z pretensjami bo napisałam notkę na temat wychodzenia dzieci na dwór jak jest zimno bez kurtki. Usłyszałam że nikt nie będzie pilnował gimnazjalisty czy się ubrał bo w klasie jest aż dziesięcioro dzieci. Oczywiście idzie z tym do dyrektora bo ja ciągle mam pretensje. Teras to ja się zastanawiam co zrobić bo mam dosyć . Dziesięcioro dzieciaków to za dużo to ile by miało być uczniów w klasie ?Wydaje mi się że to z czym sobie Ona nie radzi zwala na mnie. Mojego syna znam  naprawdę dobrze znam deficyty ,zalety ,wady ,doskonale zdaję sobie sprawy czego się boi ,że trzeba polecenia powtarzać. Kiedy byli na wycieczce Pani miała pretensje że syn stał z boku a nie z klasą zapomniała , albo nie wie że Młody unika tłumu nie dziwię się przy jego wzroście tłum przeraża .W klasie inni rozrabiają ale to Młody się śmieje i to znowu przeszkadza. No cóż śmiech oczywiście może przeszkadzać ale rozrabianie na lekcji chyba przeszkadza nie mniej .Zastanawiam się czy swoje dzieci ta Pani traktowała by tak samo .Proponuję żeby jej dzieci  przy dzisiejszej pogodzie były na boisku nie ubrane przez jedną godzinę lekcyjną i zobaczymy reakcje jaka będzie z jej strony. Mam wrażenie że to początek problemów i się nie bardzo dogadamy przez ten rok szkolny. Zawsze byłam zdania że nauczyciel i rodzic dla dobra dziecka powinni grać do jednej bramki 

 

JednaZwielu

piątek, 11 października 2013

Synchronizują - ciężki tydzień

Tydzień upłynął pod dyktando wizyt lekarskich. Zdarza się to nam przynajmniej dwa trzy razy w roku. Młody człowiek ma nowego lekarza z PZP pani pediatra była zaskoczona jak nam się udało dostać do takiego fachowca. Ja jednak myślę że to lekarz był bardziej zdziwiony ,widział Młodego pierwszy raz a na wizytę przyszła babcia z wnukiem i byłym zięciem a od mamy dziecka ma list i dokumentację medyczną zgromadzoną w grubym segregatorze. Po krótkiej rozmowie przy której Syn przeszkadzał mówiąc na okrągło jest decyzja trzeba się ze mną skontaktować telefonicznie bo tatuś nie pamięta a lekarz potrzebuje znać szczegóły jeśli chodzi o leki, rozmowa jest przyjemna ale bardzo rzeczowa . Po niecałych czterech godzinach wracają do domu wszyscy zmęczeni tym razem włącznie z Młodym.Próba rozmowy w domu na początku spełza na niczym Urwis przekrzykuje wszystkich dopiero po czasie mogę się dowiedzieć o szczegóły i tak oto mamy nowe leki.Lekarz zrobił na wszystkich bardzo pozytywne wrażenie kolejna wizyta dopiero w lutym.Dzisiaj Młody doczekał się wizyty u okulisty. Na kontrole chodzimy tak co dwa lata przy zespole FAS wizyta jest bardzo wskazana , tym razem Syn ubzdurał sobie że chce mieć okulary nie pomagały żadne tłumaczenia On chce i będzie miał, po prostu Mi kupisz . W końcu się poddałam i powiedziałam kupię jak będzie trzeba ale ciekawe czy Ty będziesz chciał je nosić . Dzisiaj w przychodni spędził dwie i pół godziny i rozczarowanie okularów na razie nie będzie .Kolejna wizyta jednak nie za dwa lata tylko za osiem miesięcy bo zaczynają się już drobne zmiany . Niestety FAS-u przechytrzyć się nie da można tylko kontrolować i pilnować.O pozostałych trzech lekarzach pisać nie będę.Wizyty u specjalistów mamy wyznaczane regularnie ale jak się synchronizują jedna za drugą to faktycznie robi się ciężki tydzień



 

Teraz chłopak jest z tatą i wróci dopiero w niedzielę trochę wytchnienia dla mnie.

Ostatnio prowadziłam bardzo dziwną " rozmowę " na FB malutki fragment pozwolę sonie wkleić w tym miejscu i jeszcze raz napisać czemu piszę tego bloga

"A czy jak dorośnie to nie bedzie czul sie stygmatyzowany? JAK bym nie wybaczyła swoim rodzicom, gdyby za decydowali za mnie i założyli mi taki profil. Nawet jeśli bym się zgodziła... To oczywiste, że dzieci robią wszystko dla kochanych rodziców... To przesada?Hahaha..."

Wiem że to co wkleiłam ma błędy ale tak zostało to napisane do mnie.

Blog nie ujawnia naszych danych ,ani rodziny, ani znajomych. Zdjęcia które są wklejone na bloga też mają kilka lat i żadne nie pokazuje za bardzo naszych twarzy wybierałam je bardzo starannie więc nie sądzę żebym zrobiła krzywdę Młodemu albo sobie.To co piszę sama nazywam grafomanią bo blog jest prosty i pewnie ma wiele błędów stylistycznych ( ale się bardzo staram żeby dało się czytać ) Jednak najważniejszą sprawą jest mowa o zespole FAS. Nie mam zamiaru uczyć nikogo ale opisuje jak ciężko żyje się z tą chorobą. Istnieje mit że tylko matki alkoholiczki rodzą dzieci chore na zespół FAS .Prawda jest taka że dziecko z tą chorobą może urodzić każda matka która w czasie ciąży spożywa alkohol. Lekarze nie są wstanie stwierdzić jaka dawka powoduje tak nie odwracalne zmiany np. w mózgu.

Jeśli ten blog uratuje choćby jedno dziecko przed tą straszną i lekceważoną chorobą to warto to robić dalej.

Pozdrawiam JednaZwielu

sobota, 5 października 2013

Miałam trójkę dzieci pod opieką

Około dwóch lat temu przez krótki czas opiekowałam się bliźniaczkami dziewczynki miały niecałe dwa lata. Były bardzo rezolutne mądre po prostu śliczne laleczki.Miałam trójkę dzieci pod opieką , w pierwszej chwili pomyślałam ja chyba zwariowałam jak mogłam się zgodzić czy dam radę opanować trójkę.Wstawaliśmy o piątej rano bo Młody nie popuścił i maszerowaliśmy piętro wyżej na dyżur.

Przy takich dzieciach trzeba zrobić bardzo wiele ale nam okazało się że trzeba zrobić wszystko bo nikt nawet mama niczego jeszcze nie zaczęli uczyć.Syn okazał się świetnym starszym bratem pomagał przy karmieniu ,przewijaniu .Bardzo pilnował żeby nie pospadały ,uwielbiały wchodzić na wszelkie wysokości .Dziewczynki nie lubiły mycia bardzo płakały widząc wannę łazienka je paraliżowała. Młody siadał naprzeciwko bliźniaczek i tłumaczył nie ma się czego bać to jest fajne trzeba się myć naprawdę byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jego troską i spokojem w tłumaczeniu czasami to pomagało.Uwielbiali się bawić w pociąg ,w halo halo, rysowali ,jak czytałam trójce bajki to najmniej zainteresowany był Młody.Zajęć było mnóstwo ale zadowolenia jeszcze więcej patrząc na nich widziałam troje szczęśliwych dzieci ich uśmiechy na twarzach. Był czas na wszystko , na zabawę ,mycie , spanie , jedzenie .Ciągle słyszałam że dziewczynki nie chcą jeść ale przy nas jadły wszystko pomoc młodego naprawdę była bardzo potrzebna.Uczyliśmy bliźniaczki się rozbierać , ubierać ,korzystać z nocników , i samodzielnie  jeść.Bawiło mnie jak Młody pokazywał jak ubrać skarpetki albo jak trzymać łyżeczkę ,byłam naprawdę z Niego bardzo dumna .Zawsze nam mówił że chce rodzeństwo i przekonałam się że naprawdę był by świetnym bratem.Z mamą bliźniaczek pomimo naszych starań i tak na dłuższą metę dogadać się nie dało zawsze miała coś źle. Miałam pomagać niecałe trzy miesiące a powiedziałam co myślę po miesiącu.Szybko wyszło szydło z worka to nie chodziło o to jak my się zajmujemy dziećmi tylko chodziło o mojego byłego męża to On nas zastąpił . Syn płakał że tata dla nie Go nie ma czasu że się nie interesuje a bliźniaczkami się zajmuje.Wyglądało to tak jak by byli parą tłumaczyłam synowi i sąsiadom kiedy mówili że mąż przyprawia mi rogi .Był mi jednak naprawdę przykro ze względu na Młodego widział zachowanie taty i został odseparowany od dziewczynek które tak lubił żal było patrzeć na Jego smutne oczy. Czasami teraz wspomina tamten czas

Ja wiem że już nigdy nie pomogłabym w taki sposób po prostu nie warto ludzie nie są tego warci

JednaZwielu

poniedziałek, 30 września 2013

Tradycji staje się zadość.

Tradycji staje się zadość jak zwykle jesienią przy pierwszych brzydkich dniach wszyscy kichamy ...Ja jestem chora już czwarty tydzień a Młody z Mamą też coś złapali jednym słowem szpital. Młody jest zadowolony lekarka za decydowała tydzień w domu uczyć się nie trzeba dodał syn. Młody człowiek na razie nie bardzo polubił swoje gimnazjum zwłaszcza jednego kolegę który mu nie źle dokucza ostatnio rozwiązał mu buty i chodził w rozwiązanych sznurowadłach do końca zajęć. Może to kogoś dziwić ale przy FAS to jest wyczyn nauczyć się wiązać .My się uczymy od siódmego roku niestety bez pozytywnych rezultatów .Wyobraźnia Młodego działa pod innym względem rozbawia  towarzystwo na lekcjach dzwoniąc gdziekolwiek za pomocą piórnika. Najlepsze to że nie ma ochoty nosić podręczników do szkoły bo nie oprawione, (to fakt nie ma jak podjechać do sklepu )to wymówka dla nauczycieli a dla mnie wersja jest następująca bo mi dzieci zniszczą.Niestety jak nie wytłumaczę to na siłę nic nie zrobię ,mam nadzieje że w końcu do się przekonać że warto nosić podręczniki na lekcje .

Wczoraj dowiedziałam się że moje zaparkowane na podwórku  autko znowu komuś przeszkadza .Forma przekazania tej informacji jest fantastyczna. Kartka z zeszytu zapakowana  do worka z niechlujnym pismem  i włożone pod piórka z wycieraczki. Niby nic a ja się zastanawiam czemu inni parkować mogą a mój staruszek ciągle przeszkadza .

Doszłam do wniosku że w dzisiejszych czasach jak się nie walczy o swoje to się stoi na straconej pozycji trzeba mieć łokcie i muskuły ,ale czy mi się uda jeszcze zmienić ? ??? Mam tego uczyć Syna ? ???

JednaZwielu

sobota, 21 września 2013

Przyjażń

Wiele razy pisałam o tym że mam grono przyjaciół którzy żyją zupełnie inaczej niż ja dzieli nas prawie wszystko a jednak  możemy na siebie liczyć.Mojej przyjaciółce ostatnio przysporzyłam wiele zmartwień moją chorobą i niedyspozycją Syna. Dzieli nas od siebie 300 km więc możemy kontaktować się tylko telefonicznie.Moja D jest po farmacji i pracuje w zawodzie więc w sytuacjach podbramkowych to Ona pomaga rozwiązać problemy zdrowotne.Sytuacja z tego tygodnia to D rozpoznała odwodnienie Młodego , dawała zalecenia i w pewnym momencie słyszę wyślij mi co brakuje tobie w apteczce zrobię paczkę i wyślę. Oczywiście się nie zgadzam przecież masz swoje wydatki i tłumaczę dalej że jak tylko stanę na nogi to uzupełnię braki.Nic nie pomogło wyślij SMS i tyle.Po zakończonej rozmowie miałam doła.Postanowiłam że się zastanowię i napiszę co potrzebuję najbardziej niezbędnego.W poniedziałek przyszła koleżanka i pyta się mnie czy widziałam jej akcję na FB pomocy dla 7 miesięcznego chłopca, odpowiadam nie bardzo kojarzę ale o co chodzi.Po wytłumaczeniu wpadłam na pomysł ja sobie apteczkę uzupełnię a moja D zrobi paczkę dla chorego chłopca i tak też zostało zrobione ktoś powie co w tym niezwykłego. Moim zdaniem bardzo dużo bo poprzez różne zbiegi okoliczności dostanie dziecko które naprawdę potrzebuje a po drugie moja przyjaciółka wraz z rodziną pokonała te 300 km i przywiozła te lekarstwa osobiście.Myśmy mogły się chociaż przez chwilę widzieć i jeszcze na pewno ktoś się ucieszy. Moim zdaniem to się nazywa bezinteresowna przyjaźń

JednaZwielu

poniedziałek, 16 września 2013

Czara goryczy

Powoli wracam do zdrowia najgorsze na jakiś czas za mną.Miniony tydzień był dosyć ciężki dla mojego zdrowia ale też trudny logistycznie.Młody chodzi do szkoły ale niestety nie jest samodzielny trzeba Go zaprowadzić i przyprowadzić w domu też za bardzo nie pomoże a to co potrafi zrobić to z niezadowoleniem.Oczywiście wiele obowiązków spadło na moją mamę . We wtorek pomagał znajomy było mi bardzo głupio prosić Go o pomoc ale nie miałam wyjścia, musiałam się złamać prze zemnie Młody nie mógł opuszczać szkoły.Michał zgodził się bez problemów dzięki mu wielkie za to.Nadszedł czwartek i okazało się że trzeba zaangażować tatusia bo syn ma wizytę lekarską i wywiadówkę w szkole.Kiedy Młody zobaczył tatę to znowu go "diabeł "dopadł zachowywał się okropnie tatuś nie reagował albo jeszcze zwalał że to moja wina.Zdenerwowana bez wielu słów wstałam z łóżka obolała i z gorączką ubrałam się i wyszłam z domu.Kiedy wróciłam ich już nie było pojechali do lekarza. A kiedy wrócili był już spokój , po wywiadówce tatuś zadzwonił z informacją tam były same głupoty, jak dla mnie to już była czara goryczy.Odpowiedziałam człowieku co ty opowiadasz na pewno ważne rzeczy dla nas tylko Ciebie nie interesują skończyło się na tym że się wyłączył.Kiedy przyjechał w sobotę to poprosiłam żeby Syn został u niego do niedzielnego wieczoru.Porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę bardzo poważnie o Młodym, tłumaczyłam po raz tysięczny to samo jak zwykle pewnie z tym samym skutkiem .Efekt rozmowy był już w niedzielny poranek ,dzwoni telefon i słyszę co Mu podajesz On od szóstej ma problem z brzuchem kupiłem Stoperan ,powiedziałam co ma podać i się rozłączyliśmy. Leżałam i się zastanawiałam przecież jest babcia i ona nie wie co ma robić. Stan Młodego mnie niepokoił zadzwoniłam za jakąś godzinkę nie wiele się dowiedziałam oprócz tego że troszkę przesadzam bo przecież dziecku nic nie jest i że Go przywiezie koło trzeciej. Za chwilę dzwoni tata a co oni mają mu dać jeść, ciśnienie mi rosło ale powiedziałam dodając pojedź z nim do lekarza. Moja była teściowa zawsze wszystko wie najlepiej mnie wiecznie krytykuje a tu nie wie jak ma pomóc choremu dziecku.Tatuś dostarczył syna po osiemnastej bladego i sinego. Oczywiście do lekarz nie pojechali bo kiedy dziecko wymiotowało to tatuś mi tłumaczył że przecież mu nic nie ma efekt rozmowy był taki że wyrzuciłam byłego z domu.Tłumaczenie ROKU musiałem Młodego przywieźć bo jutro rano zawożę mamę w góry.Kiedy sprawdziłam co się dzieje podałam leki ,postanowiłam zadzwonić do Przyjaciółki  mówię co się z synem dzieje że ma temperaturę jaką ma skórę itd. Okazało się że mój diabełek jest odwodniony kazała mi zrobić letnią wodę z solą i cukrem i podawać po łyżeczce ,  faktycznie podziałało skóra w krótkim czasie wróciła do normy a Młody przestał się uskarżać na zawroty głowy.Na to że przy wymiotach nie uzupełniali dziecku minerałów ja bym nie wpadła jest to dla mnie tak oczywiste że  tym bardziej babcia powinna wiedzieć.Przez głupotę mogło to się zakończyć o wiele gorzej.Dzisiaj moja mama poszła z wnukiem do lekarz zostało stwierdzone zatrucie a pani doktor za głowę się trzymała słysząc co chłopak zjadł w sobotę oraz jak tatuś z babcią załatwił sprawę.Moja Przyjaciółka już rano dzwoniła jak minęła noc jak się czujemy. Były zadzwonił po południu do Syna z informacją że był z babcią na grzybach i teraz je czyszczą, oraz że w sobotę zabierze go w góry.Znowu ja będę tą jędzą bo w żadne góry Syna nie puszczę po prostu się boję co znowu tych dwoje wymyśli i czym się to zakończy.

Wracając do szkoły Pan Dyrektor zmienił plan lekcji. Dopasowany został do  zajęć w ośrodku.Bardzo dziękuję

 

JednaZwielu

wtorek, 10 września 2013

Nieoczekiwane zmiany w zachowaniu

Dzisiejszy wpis może być napisany mało logicznie przepraszam ale jestem chora i ciężko mi się myśli.

Od początku pisania bloga narzekałam na zachowanie Młodego zastanawiałam się co się dzieje z czego to wynika aż zdarzył się jakiś cud.Rozpoczęcie roku szkolnego Młody wstaje grzecznie ,ubiera się ,je śniadanie , bez problemów i awantur czesze się i myje zęby patrze i nie wierzę wrócił mój Synuś ,po szkole bez zarzutu dalej spokój wieczorem idzie grzecznie się kąpać i spać. Rano sytuacja się powtarza do szkoły zabiera drugie śniadanie. Kiedy odbieram Go po lekcjach też spokój ale jak zadzwoniła po południu nauczycielka to już doznałam szoku " muszę pani powiedzieć On jest nie te dziecko na lekcjach nie przeszkadza dobrze pracuje , słucha ,z dziećmi też inaczej ". Zastanawiamy się obie co Go tak odmieniło. Sielanka trwała do piątku wieczora i nagle w Syna "piorun strzelił " zrobił trzygodzinną jazdę zanim zasnął a w sobotę rano od nowa .Okazało się że zgubił kawałek papierka który był na kalendarzu i to wytrąciło Młodego z równowagi.Po południu już przyjechał od taty spokojny i zadowolony ale papierek dalej po głowie chodził.Ten tydzień na razie też jest OK nie może tylko doczekać się kiedy będę zdrowa.

JednaZaielu

czwartek, 5 września 2013

Jazda po bandzie w życiu codzienny.

Mam wrażenie że czasami świat mi się na głowę zwali a ja nawet nie wiem komu powiedzieć dziękuję. Ostatni czas to jakieś piekiełko na które nie mam wpływu albo już oberwałam albo za chwilę oberwę .

W lipcu byłam z Młodym u psychologa ( pierwsza wizyta u tej pani ) pozbierała dane zaproponowała pewne rozwiązania i umówiła nas na kolejne spotkanie za miesiąc. Kiedy po miesiącu przyjechaliśmy dowiedziałam się że nic z tego Syn jest za trudnym przypadkiem i ona się tego nie podejmuje. Zaproponowała a co tam albo pobyt dzienny w ośrodku albo szpital .

Moje zdziwienie na pewno wymalowało się na twarzy i tak w szoku podziękowałam i wyszłam. Cóż można więcej powiedzieć skoro jedyny umotywowanie był trudny przypadek , zrozumiałam że ów psycholog pomaga tylko w lekkich przypadkach trochę dziwne przynajmniej dla mnie .

W ostatnim tygodniu wakacji jak już pisałam byliśmy w naszym Ośrodku Rehabilitacji i jak to tam powiedziałam to był szok i absolutnie nigdzie proszę syna nie oddawać powiedziała nasza pani psycholog zrobi się Młodemu tylko krzywdę On się nie pozbiera . Odpowiedziałam też tak myślę i nie miałam zamiaru tego robić .( obie Panie miały współpracować w pracy z Synem )

W dniu rozpoczęcia roku szkolnego mieliśmy do ośrodka zawieść plan lekcji celem ustalenia kiedy będziemy przychodzić na ćwiczenia i inne zajęcia a tu klapa i jazda po bandzie ze strony dyrekcji szkoły planu brak .Pan dyrektor dumnie kroczy z nosem podniesionym do góry bo jakbyśmy nie wiedzieli to on jest PANEM , przywitanie króciutka akademia przedstawienie wychowawców , rozchodzimy się do klas kolejne informacje i do domu . Pierwszy dzień zaliczony a dalej nie wiadoma . Po trzech dniach nasz Władca zmienia klasie wychowawcę oczywiście bo do grafiku lepiej pasuje . Tydzień się kończy bajzel trwa planu dalej nie ma . TO SIĘ NAZYWA ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Z ośrodka dzwonili kilka razy a ja ciągle tłumaczę się tak samo aż mi wstyd . Dzisiaj zadzwoniła Pani i oznajmiła Młody ma zajęcia od 13 : 30 raz  w tygodniu i nic się nie da zmienić ,a jak się nie podoba możemy zrezygnować dzieci czekają bo miejsc jest za mało i jest kolejka oczekujących.

Rozumiem Ośrodek i tak był cierpliwy przecież nie jesteśmy jedyni ale czy Dyrektor szkoły rozumie że świat nie kręci się tylko wobec jego osoby i sposobu pracy .

Przypuszczam że będziemy mieli wątpliwą przyjemność ze sobą porozmawiać tylko ja nie królik raczej lew zwłaszcza jeśli chodzi o Syna .To się Pan Dyrektor zdziwi

 PS to nie wszystko resztę napiszę następnym razem

JednaZwielu

sobota, 31 sierpnia 2013

Czym dla mnie jest adopcja?

W pierwszym poście rozbawiłam na pewno parę osób a może kogoś nawet wkurzyłam zdaniem.

Chcąc nie chcąc muszę poinformować was drodzy blogowicze o jednym – z powodów osobistych (piszę to tylko raz i nie pytać o to proszę) MÓJ SYN jest adoptowany a pisze to po to żebyście mnie nie ocenili.

Teraz po czasie na pisałabym  inaczej ten wpis , ale czy mądrzej ?

To przytoczone zdanie  na pewno jest bezsensowne od pewnych rzeczy uciec się nie da .

Czym dla mnie jest adopcja ?

Wielkim darem jakim jest  pokochanie jeszcze obcej osoby a już naszej, ze wszystkimi jej zaletami i wadami bezwarunkowo, nie oczekując nic w zamian. Wielką radością przebywania razem, patrzenia jak dorasta ,uczy się , bawi ,pokonuje trudności. Możliwością odkrywania i pokazywania  jemu świata .Dziecko w domu to tak jak ptaki w lesie.Najpiękniejszy las bez ptaków jest martwy a dom bez dzieci jest smutny szary , to dzieci dają radość i chęć życia.

Proces adopcyjny rozpoczyna się w momencie kiedy zdecydujemy się czy chcemy być rodzicami czy jesteśmy na to gotowi we własnej głowie oczywiście razem z mężem lub żoną . Zgłaszamy się do Ośrodka Adopcyjnego gdzie zaczyna się weryfikacja . Potrzebne są różne dokumenty celem pierwszej decyzji, następnie kilka spotkań z psychologiem i innymi fachowcami. Kiedy wszystko przejdziemy pozytywnie mamy zgodę na adopcję.W naszym przypadku cała procedura została zamknięta w kilkunastu tygodniach.

Następuje w tym momencie radość z którą myśmy dzielili się z rodziną , przyjaciółmi , współpracownikami. Nasz zakład dudnił na temat tej wiadomości między innymi dlatego że była potrzebna opinia pracodawcy i z sekretariatu już wypłynęły pewne fakty.

Ludzie otaczający nas zaczynają wypytywać -

chcecie chłopca czy dziewczynkę

starsze czy niemowlaka

ale na pewno zdrowe

I gdzieś tam w oddali od kolegi z pracy słyszę Ja bym tam czyjegoś bachora  nie wychowywał.

Pamiętam że z uśmiechem na ustach podeszłam do niego i bardzo grzecznie powiedziałam przecież nikt Ci nie każe moim mężem też nie jesteś więc w czym Masz problem , a dzieci to nie bachory , już się nie odezwał.

Myśmy adoptowali pierwsze dziecko zgodnie z tym co żeśmy oboje z mężem ustalili.Nasz tok myślenia był taki nasze też nie wiadomo czy byłoby dziewczynką czy chłopcem ,czy zdrowe , czy chore .

Mamy chorego syna i tylko się zastanawiam co jeszcze mogę dla Niego zrobić jak Mu pomóc czy jestem dobą matką ?

Nigdy nie podeszłam do adopcji jak do salonu z drogimi gadżetami na zasadzie mam złotą kartę i teraz mogę wybierać kupować.Moim zdaniem to tak nie powinno działać , dziecko nie jest dodatkiem do wystroju domu albo samochodu dopasowanym do mamusi i tatusia w markowych ciuchach którzy za chwilę wybiorą mu szkołę , karierę zawodową a następnie partnera ,a na koniec się dowie jak to ma być im dozgonne wdzięczny za wszystko bo gdyby nie oni to skończyłby w domu dziecka.

Pamiętajmy o tym żebyśmy podejmowali decyzje nie krzywdząc siebie i innych

JednZwielu

sobota, 24 sierpnia 2013

Euforia i dodatkowe bodźce

W tym tygodniu trochę spraw ruszyło z miejsca jestem zadowolona nie lubię stagnacji .Młody za to ma za dużo bodźców dodatkowych i mówi na okrągło buzia się nie zamyka.Wszystko opowiada co się w domu dzieje mama zrobiła to ... a mama kupiła to ...a ten pan co naprawiał ... Wytłumaczyć nie potrafię Synkowi że to nasze sprawy słyszę takie złe dobrze dobrze a za chwilę to samo.Pani w piekarni się śmieje Młody zadowolony że mu pani łóżko zmieniła patrzymy na siebie i się śmiejemy już obie znowu poopowiadał i słyszę odpowiedź przecież On jest taki słodki .Faktycznie musi to być prawdą bo nawet od pani z piekarni prezent urodzinowy dostał .Kupiliśmy już część wyprawki szkolnej tak się cieszył jakby pierwszy raz zeszyty widział kredki czy farby skakał , piszczał ,śpiewał. Marzyłoby mi się żeby ta euforia trwała cały rok .Byliśmy w ośrodku rehabilitacyjnym już po wakacyjnej przerwie na początku był bunt a później nie bardzo chciał do domu jak zaczął opowiadać to znowu końca nie było.Pojechaliśmy wyjaśniać sprawę do MOPS u dotyczącą dyskietki do lekarza trwało to dosyć długo zaczął się nudzić ale jakoś daliśmy radę jednak dalej jesteśmy nie ubezpieczeni ale to detal jest pani z synem na liście wszystko po załatwiamy powiedziała pani urzędniczka przemiłym ciepłym głosem widocznie koleżanka nie zdążyła.Dostał od Cioci i Wujka nową hulajnogę szczęścia mamy moc. Pierwsza służyła kilka lat i się w końcu rozleciała z nadmiernego użytkowania z tą pewnie będzie podobnie. Jednak widzieć radość młodego jak szaleje na hulajnodze bezcenne ;-) .Ciociu i Wujku DZIĘKUJEMY :) .Dzisiaj przywieźli nowe łóżko i okazało się grzyb nam meble w przedpokoju zjada i teraz Młody nie bardzo wie czy się cieszyć czy złościć bo jedna szafka z przedpokoju stoi teraz w łazience , dla mojego Pedancika to straszny problem. Odpowiedziałam już dzisiaj na mnóstwo pytań dotyczących łóżka nawet bym nie pomyślała że w tak prostej sprawie można tyle wymyślić. Przez trzy dni spał u babci mama mi opowiadała jak wieczorami u niej płakał i sam starał się pocieszać że to krótko że panowie przywiozą ...Mama powiedziała wiesz on Cię tak źle traktuje na co dzień a jak tylko Cie parę godzin nie widzi to żyć bez Ciebie nie może . Dzisiaj zrobił łóżka i oczywiście znowu jak coś nie wychodziło był zły nawet bajek oglądać nie chciał  ciekawe ile będzie trwać euforia nowego spania . Przyszły tydzień też będzie trudny i Syn będzie miał mnóstwo dodatkowych bodźców ciekawe jak to przeżyjemy oby na wesoło.

 

JednaZwielu ;-)

środa, 21 sierpnia 2013

Wspomnień czar

Kończę szkołę średnią i mam ostatnie praktyki już w moim przyszłym miejscu pracy. Dojeżdżam kilka przystanków pociągiem i zaczynam wpadać w przerażenie tak ma wyglądać całe moje życie ?Pocieszam się że najpierw dwa miesiące wakacji a dopiero później szarość dnia.Po wakacjach spędzonych na Mazurach (ale to już inna historia ) wracam już do pracy mam po załatwiane już wszystko w kadrach ( poznałam  fantastycznego kadrowca Mariana ) po paru godzinach płakać mi się chce nic a nic mi się to nie podoba , ten hałas , ludzie całe otoczenie nic tylko uciekać. Tak ma wyglądać moje życie do emerytury ( tak mi się wtedy wydawało ) ja tego nie zniosę myślałam na dworcu PKP siedząc na ławce w słoneczku czekając na pociąg w kierunku domu.Kolejne dni pracy mijają powoli sytuacja w moich oczach się pogarsza od połowy miesiąca wchodzę na zmiany a przecież podjęłam dalszą naukę do szkoły strasznie daleko a tu popołudniówki , nocki nie mam szans żeby sobie poradzić ale kierownika nie przekonałam ani w sposób grzeczny ani niegrzeczny.Ten niegrzeczny polegał najpierw na kłótni a na następnie trzasnęłam drzwiami tak mocno że ściana pękła.Współpracownicy zwątpili i stwierdzili że mam charakterek nie dam se w kaszę dmuchać.Dyżury na zmianie były dwu osobowe , okazało się że będę na zmianie z facetem to mnie jeszcze bardziej przeraziło bo na dodatek nie cieszył się zbyt dobrą opinią.Na pierwszej nocce pokazał mi na czym polegają poszczególne badania na co zwrócić uwagę jak odbierać telefony co jest bardzo ważne a co mniej jedno co mi się na pewno podobało to mniejszy hałas , zajęć nie brakowało ale było spokojniej.Spędzając ze sobą tyle czasu zaczęliśmy się poznawać, rozumieć zmieniła się opinia o moim koledze.Kierownik znowu się zastanawiał co ma zrobić zaczął przychodzić na krótkie kontrole na nockach i popołudniówkach jak nie mógł wejść drzwiami (miałem za daleko ) to wchodził oknem.Bawiło mnie to bardzo ale kiedy już był całkiem wściekły bo nie było plotek z naszej zmiany to powiedział hasło które rozbawiło całą załogę i przeszło do historii " Prywatnie to ja Was bardzo lubię ale służbowo nienawidzę "

Na jednej z pierwszych nocek robiąc rutynowe badania urządzeń zwróciłam uwagę na coś niezwykłego krzyknęłam  do Mirka żeby przyszedł , kiedy zobaczył co jest  stwierdził sieć tu i pilnuj najlepiej nie oddychaj od tego zależy ludzkie życie . Zrozumiałam wtedy dlaczego wybrałam taką szkołę i że to nie była pomyłka i te moje zworki , dzwonki , alarmy , są ważne a ja jeszcze muszę się wiele nauczyć żeby być jedną z najlepszych ale już nie w tym miejscu.Do pracy przychodziłam coraz bardziej zadowolona z większą radością powoli widząc sens tego co robię. Spędzając tyle czasu z Mirkiem zrozumiałam że te złe opinie były powodowane zazdrością i nie wiele miały wspólnego z rzeczywistością. Okazał się być koleżeński , opiekuńczy żeby nie powiedzieć czuły . Rozmawialiśmy z biegiem czasu na wszystkie tematy , samochodowe ,polityczne , techniczne , rodziny , dzieci, itd , przynosił na dyżury kanapki z szynką pomidorami cytrusy i inne frykasy nie do dostania w sklepie nawet na kartki . Dbaliśmy o siebie jak tylko potrafiliśmy najlepiej jak jedno chorowało to drugie się przejmowało ja w swojej szafce miałam Jego lekarstwa nasercowe nikt inny nie wiedział że jest chory ,jak ja się źle czułam to On dbał o mnie i odwoził do domu. Z naszej zmiany nic już nie wychodziło na zewnątrz skończyły się plotki. Nauczył mnie dużo interesował się elektroniką i sprzętem RTV sam składał między innymi" wierzę " po jakimś czasie ja też mu pomagałam jedną złożył dla mnie którą mama niedawno komuś dała, nie muszę dodawać że w sklepach taki sprzęt był nie do dostania .Nastał taki czas że rozumieliśmy się już bez słów.Pewnego dnia dzwoni koleżanka ze szkoły z informacją że u niej w pracy jest potrzebny konserwator urządzeń i że mam duże szanse na to stanowisko usłyszał tą rozmowę Mirek i się wściekł nie rozmawiał już ze mną nie dał sobie już nic wytłumaczyć . Ostatnie słowa jakie do mnie powiedział o to że on beze mnie tu nie zostanie i że jeszcze wszystkich zaskoczy. Było mi bardzo przykro i byłam zła zapomniał że chcę się rozwijać i umieć więcej a w tym miejscu było to niemożliwe kierownik nie znosił kobiet uważał że jesteśmy od rodzenia dzieci pilnowania pieluch i garów .Faktycznie zaskoczył bo rano złożył wypowiedzenie umowy z miesięcznym okresem wypowiedzenia a ja przeniesienie do innego zakładu . Zaskoczyliśmy wszystkich na zakładzie huczało oboje odeszliśmy z dniem pierwszego września nie odzywając się ani słowem do siebie . Tyle przebywając ze sobą i rozmawiając nie umieliśmy powiedzieć jak bardzo jesteśmy sobie bliscy słowo kocham oczywiście też nie padło nasza miłość została platoniczna. Spotkaliśmy się po jakimś czasie na ulicy nie mogąc wydusić słowa z siebie tylko nasze oczy miały iskierki byliśmy jak sparaliżowani , po chwili kiedy On odszedł mi poleciały łzy . Mój syn ma tą samą datę urodzenia co Mirek przypadek albo tam na górze ktoś chciał żebym zawsze pamiętała.Spotkałam Mirka jeszcze raz kiedy byłam dopiero co po ślubie siedziałam w samochodzie a On przeszedł obok mnie nie widząc mojej osoby wyglądał kapitalnie miał na sobie ciemny flauszowy płaszcz i wsiadał do ciemno zielonego mercedesa oczywiście jako kierowca serce mi waliło jak młot bałam się żeby mąż się nie zorientował .Do dzisiaj pamiętam jego imię i nazwisko oraz numer telefonu stacjonarnego .Chciałabym wiedzieć co u Niego słychać wiem jednak że jest to niemożliwe bo jeśli jest szczęśliwy to nie chciałabym niczego zniszczyć mnie zostają fajne wspomnienia musi starczyć ;-)


 

JednaZwielu

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Proza życia strach się bać

Tyle myśli w głowie kołacze że trudno je poukładać, rok szkolny się zbliża wielkimi krokami. Wyprawka do przygotowania już do gimnazjum ciekawe ile sklepów odwiedzę i ile wydam.  Po oglądałam zeszyty w markecie i jakość jest straszna owszem tanie ale pisać się nie bardzo da , książki kupimy dopiero na początku roku szkolnego damy radę nie mamy wyjścia.

Koszmar z  mieszkaniem  myślałam że już będzie po wszystkim a  tu jeszcze nie zaczęłam.Podobno mamy bezrobocie i walkę o klienta a ja czekam na kosztorys oceny mykologicznej już od czerwca tak się lekceważy klienta. Kiedy się to wszystko skończy nie mam najmniejszego pojęcia i ile nerwów jeszcze przy tym będzie,a miało być tak pięknie.To mieszkanie ma więcej wad niż zalet  ( źle wprawione okna , wilgoć na ścianach , źle zainstalowany piec gazowy do CO , drzwi antywłamaniowe w rzeczywistości to antywłamaniowe wydmuszki )

Moje stopy dalej bolą czasami jak diabli. Cały czas mam opatrunki a do września tyle dodatkowych zajęć.

Po dwóch miesiącach odebrałam całkowity wypis Młodego ze szpitala i oczywiście zdziwienie połączone ze zdenerwowaniem.Szpital wypisał całą biografię zdrowotną syna od urodzenia (spisał to z dokumentów które musiałam im dostarczyć ) po co to zrobiono nie mam pojęcia , ale to co ważne zrobione w połowie i odesłano do poradni klinicznej . Gdzie tu sens tych działań dlaczego nie zrobiono badań w całości ???

Zachowanie Młodego pogarsza się z dnia na dzień, załatwiłam wizytę u psychologa znalazł czas nawet tatuś , niestety nie wiele z tej pierwszej wizyty wynikło. Tata zapomniał że nie jest w sądzie tylko w gabinecie lekarski a sprawa dotyczy syna a nie jego osoby.Pani psycholog poprosiła żeby między czasie przyjechał na spotkanie z babcią Młodego ale niestety z tego co wiem nie pojechano na tą rozmowę .Bardzo żałuję że nie posłuchałam w sprawie syna ani adwokata ani lekarza ,bo i tak okazuje się że tylko mi zależy a cała reszta to pozory

Problem polega na tym ile jeszcze dam radę przecież jestem naprawdę już zmęczona i za niedługo to mi będzie potrzebny psychiatra a co z Młodym

Wizyta lekarska goni wizytę a tu okazało się że syn ma zablokowaną kartę czipową do lekarza i znowu trzeba wyjaśnić kolejną sprawę .

Pomyślał by kto że to sezon ogórkowy i wakacje , jakoś nie odpoczęłam i pewnie już nie odpocznę .

JednaZwielu 8-)

sobota, 10 sierpnia 2013

Złodziej w domu

Młody ósmego skończył czternaście lat , cieszył się  bardzo  już kilka dni wcześniej, ja natomiast miałam problem czym poczęstować gości w takie upały, lecz to co odkryłam nawet nie śniło by mi się w najgorszym horrorze . Dwie godziny przed przyjściem gości zajrzałam do mojej szkatułki z biżuterią i po chwili zamarłam nie było moich pamiątek ze złota.Serce najpierw przestało mi bić a następnie waliło jak młot patrzyłam i nie wierzyłam w to co widzę.Do przyjścia gości zaczęłam przeszukiwać całe mieszkanie i niestety bez efektu.Syn widział moją zmianę nastroju i zaczął mnie pocieszać nie mogłam Mu pokazać jaka jestem wściekła czułam się strasznie ale urodziny odbyły się normalnie. Wczoraj poszukiwań był ciąg dalszy ale niestety biżuterii brak. Ten co ukradł moje pamiątki widzi tylko złoto a ja straciłam coś więcej coś co nie da się kupić za żadną cenę. Ukradziono mi dobre chwile z czasów młodzieńczych kiedy dostałam swój pierwszy pierścionek od rodziców , fantastyczną chwilę zaręczyn bądź rocznic ślubu czy urodzin ,z tego ten wstrętny złodziej nie zdawał sobie oczywiście sprawy.Ktoś sobie pomyślał prowadzi dom otwarty dobrze jej tak  ale to o nie prawda nie prowadzę domu otwartego na liczyłam tylko siedem osób które były w moim mieszkaniu od początku roku i ja sama tego złodzieja wpuściłam bo jest wśród tej siódemki a myślę tak dlatego że nic innego nie zginęło a włamania też nie było .

Mam nadzieję że moja strata  temu komuś szczęścia nie przyniesie , odbije mu się czkawką  a złoto do mnie na  " piechotę wróci ". Na policję tego nie zgłoszę bo co powiem ( nie wiem kto mnie okradł i kiedy ) przecież pomyślą jakaś wariatka .

Udało się złodziejowi coś więcej NAPLUŁ mi w twarz i udowodnił że pomimo że mam ograniczone zaufanie do ludzi jemu się udało wywieść mnie w pole i zrobić na szaro.

ZŁODZIEJU  DZIĘKUJĘ  CI  ZA  KOLEJNĄ  LEKCJĘ  ŻYCIA   na pewno wyciągnę wnioski z tego co się stało.

 

JednaZwielu  :oops:

 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Zahartowanie i dorastanie , Szczecin a Dni Morza

Tak się jakoś w życiu plecie że jakaś informacja lub zdjęcie powoduje że zaczynamy wspominać.W Szczecinie kończą się Dni Morza jest to dla tych co już oglądali ów święto niesamowite przeżycie i to na lata.Kiedy  byłam dzieckiem z powodu choroby taty przez rok mieszkałam w tym pięknym mieście.Tata przez trzynaście miesięcy leżał no onkologii w szpitalu na Pomorzanach a ja z mamą mieszkałam u wujka.Teraz po latach mogę spokojnie napisać u Niezwykłego człowieka,miał malutkie mieszkanie bo tylko pokój z kuchnią, z ubikacją na korytarzu bez łazienki a przyjął do siebie i to na tak długo kuzynkę z małym dzieckiem.Odstąpił nam swoje łóżko a sam spał na polowym i nigdy nie narzekał.Mama jeździła do taty dwa razy dziennie raz rano ze śniadaniem drugi z obiadem i też nigdy nie słyszałam żeby narzekała .Ten rok życia był z jednej strony normalny a z drugiej stał na głowie a dla mnie jak się okazało był niezwykły okresem.Tata w szpitalu przeżył dwadzieścia sześć operacji (26) nie poddał się ani na minutą był otoczony fantastycznymi lekarzami ,ordynator dbał o personel i pacjentów.Dla mnie szpital stał się drugim domem w tamtych czasach dzieci do szpitala nie mogły wchodzić a ja miałam ekstra przepustkę wystawioną przez ordynatora i dyrektora a i tak zdarzało się że żandarm w spódnicy na portierni nie chciał mnie wpuścić , wtedy i tak lądowałam na oddziale ale jak desant przez różne podziemia szpitalne.Któregoś razu przyłapał mnie ordynator pytając czy już się tak znudziłam że zamiast z ojcem na oddziale jestem w brudowniku i czy wiem jakie to niezdrowe odpowiedziałam że pani portierka nie chciała mnie wpuścić do taty,zrobiło się zamieszanie poleciały głowy ,tata z mamą dostali po uszach a ja już bez przeszkód wchodziłam.Tata żeby nie zwariować jak się dobrze czuł pomagał przy innych chorych miał na to zgodę szefostwa nauczył się zmieniać opatrunki ,podawał kroplówki a do tego stał się masażystą co w późniejszych czasach okazało się bezcenne .Ja w wieku sześciu lat robiłam opatrunki oczywiście nauczyłam się ich z ciekawości, do dziś zrobię każdy rodzaj opatrunku i nie istotne na jakiej części ciała .Kiedyś mama przed wejściem do szpitala w kiosku kupiła mi portfel w kształcie spodni (granatowo czerwony) i powiedziałam tacie że ubiorę Go w nie i porwę z tego szpitala tata się roześmiał a po chwili zobaczyłam łezki w jego oczach.Tata był karmiony przez sąde i potrzebował specjalnie przygotowanego jedzenia. Posiłek dwa razy przemielony przez maszynkę a następnie przetarty przez sitko bardzo drobne wszystko sycące ale w płynie .Mama za dużo czasu dla mnie nie miała ale lubiłyśmy chodzić na spacery na Wały Chrobrego , latem poopalać się z tyłu budynku ,a jak wujek się zgodził zastąpić mamę to parę razy pojechałyśmy na wycieczkę do NRD albo do Świnoujścia były to niezwykłe chwile .Na plaży oczywiście się zgubiłam i sama odnalazłam tylko dzięki mojej dziecięcej ciekawości, miałyśmy koszyk do opalania o numerze 55 i zapamiętałam dwie piątki ,więc jak się zgubiłam to podeszłam do pierwszej pani i poprosiłam o zaprowadzenie do koszyka co ma dwie piątki , taka byłam spryciula .Kiedy niejechałam do taty to zostawałam pod opieką wujka w zakładzie krawieckim bardzo mi się tam podobało albo z kimś innym ale z innymi zostawać nie lubiłam wolałam sama bawić się na podwórku.Przez długi czas dokuczała mi od sąsiadki córka o imieniu Agnieszka nie potrafiłam sobie z nią poradzić i któregoś razu tata zwrócił uwagę na moją smutną minę, kiedy powiedziałam o co chodzi dał mi dobrą radę nie zaczepiaj ale jak ktoś ci dokucza i nie ma zamiaru przestać a zwłaszcza bije to po to masz ręce żeby mu oddać . W ten oto sposób kiedy Agnieszka znowu postanowiła zabawić się moim kosztem po prostu oberwała , ona poszła na skargę do swojej mamy,w skutek czego nasze mamy przeprowadziły poważną rozmowę a w rezultacie Agnieszka dostała drugi raz od ojca a ja miałam już święty spokój. W Szczecinie nauczyłam się grać w paletki ,kapsle , dwa ognie , bawić z dziećmi .Dzięki wilczurowi od wujka szalałam na sankach , biedny pies czasami nie wiedział kogo z nas ma pilnować .Dzięki szaleństwu panującej mody chodzenia w papciach po ulicy spadłam ze schodów rozwaliłam głowę , oczywiście nadawała się tylko do szycia.Zabawne było jak przerzucali na siebie winę kto mi pozwolił ale w efekcie w papciach już z domu nie wyszłam.Był to dla mnie czas niezwykły który zahartował mnie na dalsze życie tam wydoroślałam chociaż byłam dzieckiem, i właśnie wtedy zobaczyłam piękne fregaty na Dniu Morza oraz pierwsze w swoim życiu sztuczne ognie , i ludzi bawiących się przy muzyce . Do Szczecina za witałam jeszcze raz z rodzicami ale to był Stan Wojenny same wyrabianie przepustek to już była sztuka. Ordynator i personel witał tatę z kwiatami chorzy nie wiedzieli o co chodzi ,wtedy dowiedziałam się że tato wygrał z rakiem chociaż na początku miał nikłe szanse.

Szczecin okazał się bardzo szczęśliwym miastem

JednaZwielu :-P