Szukaj na tym blogu FAS

piątek, 8 maja 2015

Odwracanie kota ogonem

Są takie rozmowy które niewiele dają niezależnie od ich długości . Moja w szkole z Panią Pedagog właśnie taka była .

Już pisałam że Młody ma problem z zachowaniem ( niestety problem w domu się pogłębia ) i ze szkoły też przynosi jakieś bardzo dziwne wiadomości .

Coraz bardziej zaczęłam się zastanawiać co się dzieje , więc zadzwoniłam do Wychowawczyni żeby się dowiedzieć u źródła czy mój niepokój jest uzasadniony .

Niestety Pani nic nie wiedziała bo syna nie uczy ale powiedziała że się zorientuje i mi da zwrotną informację . Kiedy zadzwoniła i zaprosiła mnie do szkoły to nogi mi się ugięły a niestety nie chciała mi nic powiedzieć oprócz tego że będziemy rozmawiać z wszystkimi nauczycielami oraz z pedagogiem i psychologiem . Kiedy się rozłączyłyśmy mój mózg zaczął szybko pracować , co się dzieje , dlaczego nikt mnie nie powiadomił że jest niepokojąca sytuacja , na co Oni czekali ???

No cóż kiedy wyznaczono termin spotkania okazało się że będę rozmawiać tylko z Pedagogiem . To już wiedziałam że nie będzie łatwo , bo już przecież rozmawiałyśmy ( pytanie czy można było nazwać to wówczas rozmową )

Tak ta rozmowa też okazała się dziwna i nie wiele mi wyjaśniła . Pani Pedagog już zdążyła mnie zaszufladkować - że nie szanuje pracy nauczycieli w tej szkole , że nie mam do Nich zaufania , mało to że nastawiam syna przeciwko gronu pedagogicznemu . Ale to jeszcze nic kiedy usłyszałam że kiedy Młody chodził do klasy na lekcje , zamiast nauczania indywidualnego to przynajmniej rówieśnicy Go wychowywali . Poczułam się jak w matrixe – co ta kobieta do mnie mówi - czy ja jestem nienormalna ?

Moim zdaniem od wychowywania jest opiekun prawny dziecka oraz szkoła a nie rówieśnicy .

Jak tej kobiecie przyszło do głowy żeby oskarżać mnie o nastawienie Młodego przeciwko nauczycielom , to już jest kolejna herezja albo inaczej tworzenie własnej ideologii . Przy godzinnej rozmowie wyszło że  nauczyciele też kłamią albo Pani Pedagog mówi nie prawdę .

Czemu tak myślę o tuż próbowano mi wmówić że rozmawiała ze mną Pani z Polskiego w sprawie sadzenia kwiatów przez syna z Nią . Po pierwsze nikt do mnie nie dzwonił a po drugie co ma polski do sadzenia kwiatów myślę że chodziło o Panią z biologii to bardziej logiczne .

Kiedy powiedziała że syn nie odrabia zadań domowych i rodzic jest od tego żeby pomóc dziecku to już zaczęłam się śmiać pod nosem . Koń by się uśmiał - od zerówki siedziałam z Młodym , uczyłam , tłumaczyłam , razem odrabialiśmy zadania . Napiszę to brzydko ale odwaliliśmy kawał dobrej roboty a tu taka informacja rodzic jest od pomagania . W ramach info dziecko już nie chce żebym Mu pomagała chce robić wszystko sam i owszem przestało się dziecku chcieć ale dostał jedynkę za brak zadania i podziałało znowu odrabia .

Reasumując moje wnioski są następujące Pani Pedagog nie bardzo wie o czym mówi a jeszcze jedno , moim zdaniem ważniejsza sprawa to nie Ona powinna ze mną rozmawiać , tylko konkretni nauczyciele syna bo to Oni pracują z Synem na co dzień i wiedzą dokładnie co się na Ich lekcjach dzieje i złego , i dobrego 

środa, 29 kwietnia 2015

Słowa które potrafią ranić

Na co dzień wypowiadamy mnóstwo zdań nie zawsze zastanawiamy się nad konsekwencją wypowiadanych słów . Czasami niepozorny potok słów potrafi zrobić więcej złego niż stukrotne powiedzenie przepraszam , nie chciałem , nie chciałam . Jest takie powiedzenie że „ mowa jest srebrem a milczenie złotem „

O tym że Młody obraża ludzi wokół siebie pisałam już nie raz , tak jak wielokrotnie pytałam specjalistów czy On wie co robi i mówi . Niestety nikt nie zna odpowiedzi na moje pytanie , a szkoda ( było by łatwiej )

Ponieważ synowi już wcale uczyć się nie chce , to zaczyna szukać wszelkich metod na swoje lenistwo i nie przebiera w słowach niestety.

Ze szkoły przynosi też jakieś niedorzeczności i żeby wyjaśnić cokolwiek to bez rozmowy z nauczycielem nie da się nic wyjaśnić .

Pewnie można by to wszystko pozostawić , tylko takie pozostawienie nic nie da , bo zrobi się mnóstwo nie porozumień i nerwów .

Zastanawiam się ile lat potrwa wyjaśnianie przeszłości i tłumaczenie że pewnie rzeczy są nie odwracalne

Po mimo upływu lat syn ciągle wraca do już dawno wypowiedzianych słów przez dziadków ( byłych moich teściów ) Działa to tak jakbyśmy ciągle odgrzewali te same kotlety . 

Dzisiaj rozmawiając z wychowawczynią syna odnośnie jego zachowania usłyszałam - czy nie stało się coś w Jego otoczeniu nawet jakiś drobiazg .

No tak drobiazg , ładny drobiazg jak Młody żyje ciągle sprawami dorosłych , a tatuś Mu to ułatwia opowiadając o swoich problemach i o tym co się dzieje z babcią .

Kiedy zwracam dobitnie uwagę byłemu , to On się tłumaczy że młody podsłuchuje jak On rozmawia z kimś przez telefon .

To że syn jest ciekawski to wiem od dawna , na to jest tylko jeden sposób nie rozmawia się o poważnych sprawach jak Młody słucha .

Podsumowując trzeba zważać co się mówi i komu . 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Oto tajemnica udanego związku : Słuchać siebie wzajemnie A nie wszystkich wokół

Jak stworzyć związek po ciężkim związku czy to się da ?

Tego jeszcze nie wiem , mam nadzieję że się da . Na pewno jest to bardzo trudne . Każdy ma już swoje doświadczenia i dmucha na zimne . Z jednej strony trudno być samemu a z drugiej z tyłu głowy jest czerwone światło zważaj żeby nie było powtórki . I to nie są tylko moje strachy ale wielu osób z którymi rozmawiałam i dotyczy tak jednej jak i drugiej płci . Wiadomo że oprócz zalet każdy ma swoje wady a do tego nawyki . Zdarza się że przyjaciele też próbują dopomagać w podejmowaniu decyzji – tylko czy są na pewno naszymi przyjaciółmi . ( dobrze że moi mówią trzymam kciuki albo trzymamy kciuki )

Ja zawsze powtarzam że nie można zmienić dorosłego człowieka ale On sam może się zmienić jak Mu zależy . Nawet jak kumpel albo kumpelka mówi nie przejmuj się jesteś wolny , wolna przecież znacie się tylko kilka ....

Bardzo często zapominamy że ludzie potrafią zazdrościć i cieszyć się naszym nieszczęściem . Nie dopuszczamy takich myśli jak kogoś znamy dłużej . Bo co zrobić kiedy kumpela zadzwoni bo musi ..... a tu mamy iść na spotkanie ?

Jedno jest pewne doświadczenie w tym przypadku nie pomaga raczej paraliżuje .

A czy ja jestem w związku ??? 

 


piątek, 17 kwietnia 2015

z dnia na dzień

Co u nas słychać ?

Młody coraz mniej chętnie chodzi do szkoły z uczeniem jest różnie ( zależy od dnia ) .

Zdarza się że nie odrabia zadań domowych . Ja się denerwuję a syn się śmieje że Pani nie dała Mu jedynki , kiedy nauczy się połowę też jest chwalony w szkole . Ostatnio się zapytałam czy jeszcze umie czytać i co dostałam za odpowiedź – no przecież inni czytają gorzej .

W domu nie należy wymagać niczego , kto by tam śmieci wynosił albo kurze pościerał ?

Za to można słuchać muzyki od rana do wieczora . Do mamy też można się odnosić źle i wieczorem koniecznie odstawić teatrzyk jednego aktora .

Oczywiście próbuje nad tym wszystkim panować ale nie jest to łatwe . W święta jak zaczął obrażać dostał reprymendę i pierwszy raz ubrał kurtkę i buty i wyszedł , po chwili wrócił zdziwiony że nikt za nim nie wyszedł .

Po mimo leków i rehabilitacji oraz moich starań agresja kwitnie a co będzie dalej czas pokaże .

Ja mażę o zrzuceniu kilku zbędnych kilogramów i nie widzeniu lekarza przez dłuższy czas . Bardzo bym chciała się zmienić stać się bardziej nieprzewidywalna , żebym mogła bardziej skupić się na własnych potrzebach , móc zrealizować kilka szalonych pomysłów a może nie szalonych ale moich .

Bardzo źle jest jak wiemy jak druga osoba się zachowa , bo więcej możemy i mniej się liczymy z nią ( bo się nie skarży , bo nic nie mówi , bo przecież musi być zadowolona ) .

Tak się od jakiegoś czasu zastanawiam czemu najtrudniejsze jest to co wydaje się najprostsze np. kompromis ? 

wtorek, 14 kwietnia 2015

przypadkowa rozmowa

Nie dawno po wielu latach spotkałam koleżankę , która jest pielęgniarką i przez wiele lat pracowała w szpitalu dziecięcym.

Oczywiście jak przy takich okazjach było cześć jak miło cię widzieć i mnóstwo pytań . Niestety  Baśka zadawała ich dużo , nie na wszystkie miałam ochotę odpowiadać . W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy Ona ma jakiś hamulec ?

Kiedy rozmowa przeszła na dzieci zrobiło się jeszcze ciekawiej i bardziej niegrzecznie .

Jak słuchałam co mówi o swoim zawodzie i Jej podejściu do niego to już mi się słabo robiło .

Na jakim poziomie jest Jej wiedza medyczna tego nie wiem ale wiem jedno , mam nadzieję że jej długo nie spotkam i nadzieję że nie trafię na Nią w żadnym szpitalu .

Obawiam się że pomimo że się znamy nie byłoby mnie na nią stać . A kiedy poruszyłam temat Fas i usłyszałam że to nie choroba jedyne co trzeba to odtruć dziecko , to moje kolana się ugięły .

Ciągle mnie przeraża poziom wiedzy na temat picia alkoholu w ciąży i konsekwencja tego dla dziecka . Jednak cóż powiedzieć o polskiej służbie zdrowia .

Wiem nie wolno wkładać wszystkich do jednego worka , jest jednak jedno drobne ale moja koleżanka nie jest wyjątkiem , nie raz słyszałam nawet od lekarzy a co to jest ten Fas . Niektórym wystarcza podanie polskiej nazwy ale są tacy co i to im nic nie daje . 

Nie wiem ale może my rodzice i opiekunowie Fasolek powinniśmy robić pogadanki na temat z czym nasze dzieci mają problem jakie mają deficyty ilu specjalistów się nimi opiekuje itd.

Myślę że jednak byłby z tym duży problem bo po pierwsze który lekarz czy pielęgniarka albo nauczyciel  chciał by poświęcić na coś takiego swój czas a po drugie ilu opiekunów by się zgodziło opowiedzieć o swoim prywatnym życiu 

niedziela, 12 kwietnia 2015

ten artykuł mnie powalił

Odkąd pamiętam zawsze miałam koło siebie chore osoby , zresztą sama też jestem poważnie chora . Nie znoszę jednak jak traktuje się mnie litościwie , jestem dojrzałą kobietą i tak chcę być postrzegana i zawsze tak chciałam . Oczywiście nie wszystkie dni są radosne też mam swoje dołki . W życiu spotkałam się nie raz z chamstwem innych osób , ale ten artykuł mnie powalił

http://foch.pl/foch/1,132906,15687497,Z_jakiej_racji_moje_podatki_maja_byc_pensja_dla_rodzicow.html

Za czasów nazizmu ta pani mogła by być kapo w obozie . Wiem że to są ostre słowa ale takie są moje wnioski po przeczytaniu Jej listu .

Jestem ciekawa co by sama zrobiła jakby była chora albo dziecko by zachorowało albo płód by się rozwijał nie prawidłowo , - no tak płód by usunęła zapomniałam .

Sama mam 25 lat pracy i kolejne reformy emerytalne całkiem nieźle mi pozjadały składki reforma pana Buzka pobiła wszystkie pozostałe i do kogo mam mieć pretensje droga Pani .

Też płaciłam podatki i to całkiem niezłe bo miałam całkiem niezłe zarobki .

Nie życzę żeby musiała Pani nie spać po nocach zastanawiając się co robić czy zająć się dzieckiem chorym czy dalej dobrze zarabiać i robić to co się lubi , to naprawdę nie jest łatwy wybór .

Ze względu na własną chorobę nie chciałam mieć sama dzieci zbyt duże ryzyko dla dziecka .

Adopcja wydawała się najlepsza i po latach okazało się że Młody jest poważnie chory to co według Pani powinnam teraz zrobić ?

Ciężko chorując też można mieć swoje pasje też można się realizować zawodowo , gdybym nie zrezygnowała z pracy to w tym roku miałabym 31 lat pracy .

Droga Pani ja niczego nie żałuję w życiu ( może za wyjątkiem ustaw emerytalnych poszczególnych rządów ) wychodzę z założenia „ co nas nie zabije to nas wzmocni „

A Pani też nie ma prawa próbować decydować za innych bo sama Pani nie wie co Panią spotka w życiu . Pozdrawiam JednaZwielu 

wtorek, 24 marca 2015

Dzięki „dobrym ludziom „

Dzięki „dobrym ludziom „ mój charakter zaczyna się zmieniać. Na razie nie bardzo mi się ta zmiana podoba . Nigdy „ nie szłam po trupach „ dla wielu to było głupie zachowanie,  bo jak można próbować się dogadać ze wszystkimi nawet z tymi co jawnie nas nie znoszą a co dopiero takim osobą pomagać  . Przez mój charakter nie raz płakałam np.  z powodu niektórych współpracowników , a moja była rodzina to już przeszła samych siebie w wykorzystywaniu mnie.

Jakieś dwa miesiące temu rozbawiłam pielęgniarkę w przychodni zamawiając termin u specjalisty dla swoich najbliższych i dla swojej byłej teściowej . Pielęgniarka kiedy podawała datę dla nas zaczęła się śmiać -  dam jeden termin i jedną godzinę żeby Pani nie musiała cztery razy jeździć . Na co ja zareagowałam nie , nie dla teściowej inny ja nie chcę się z nią spotkać , na co pielęgniarka wybuchła śmiechem .

No tak jak można być takim głupim jak ja - tym bardziej że jak się domyślałam słowo dziękuję nie zostanie powiedziane , wręcz odwrotnie .

Teraz kiedy kolejne problemy zdrowotne dopadły byłą teściową , ja mam znowu wszystko rozumieć , iść na ugodę może jeszcze pomóc . Tym razem pierwszy raz powiedziałam kategoryczne NIE .

Niestety nie interesuje mnie ani stan zdrowia , ani nic innego . Były mąż jest wściekły że nie mam zamiaru rozumieć , wręcz odwrotnie alimenty mają być płacone w terminie a i do formy odwiedzin ma się dostosować dla dobra Młodego .

Koniec ciągłego próbowania żeby było dobrze , mam już dosyć , chociaż na razie nie jest mi z tym fajnie .

Wiem że to On powinien mieć wyrzuty sumienia a czemu mam je ja ???  

czwartek, 19 marca 2015

różności

Odkąd była teściowa zachorowała ( a to już trzy tygodnie ) tatuś widział się z synem tylko jeden raz i telefonicznie też aż raz rozmawiali .

Jak to wpływa na Młodego - no niestety różnie od złości i agresji po obojętność . Cierpimy na tym wszyscy , trudno znieść ciągłe marudzenie , nagłe ataki agresji .

Niestety Młody jak się domyślam jest pogubiony i wyżywa się na najbliższych nigdy nie umiał w normalny sposób okazywać swoich emocji .

Raz mówi że nie chce widzieć taty a to znowu za nim tęskni i o nim mówi .

No niestety nie wieżę że były nie ma w ogóle czasu , raczej bawi się psychiką syna ( co jest bardzo smutne )

Potwierdza się moje przypuszczenie że to byli teście pilnowali regularnych wizyt tatusia ( szkoda że nie dali nam świętego spokoju było by zdrowiej dla Młodego ) na siłę nic się nie uda .

 

Nie dawno byłam na zaległej wywiadówce syna wychowawczyni miała bardzo dużo czasu , ( w szkole szaleje jakiś wirus i nie ma całych klas a nauczyciele też zdziesiątkowani ) dowiedziałam się że zachowanie jest bardzo dobre , zero zastrzeżeń , oceny na razie same piątki oby tak dalej . Zdecydowałam że wyślę syna na zieloną szkołę w czerwcu mam nadzieję że już psychicznie do tego dorósł . Pani zaproponowała żeby syn wziął udział w konkursie plastycznym i dzisiaj przyniósł dyplom i nagrodę . Współpraca ze szkołą i wychowawczynią dalej układa się bardzo dobrze co mnie naprawdę cieszy  :-)

 

Rozmawiałyśmy też na temat piłki nożnej i kibicowania a w zasadzie Pani zapytała czy to prawda bo chłopcy z klasy opowiadają i Młody też się chwali że chodzi na mecze .

Nie zdziwiłam się tym że padło takie pytanie bo wiem że Młody i inne dzieci mówią różne rzeczy w szkole nauczycielom . Potwierdziłam tylko i usłyszałam mnóstwo pozytywnych słów 

niedziela, 1 marca 2015

życie weryfikuje

Jak często nam się wydaje że możemy wszystko , a to przecież nam się należy , a to że jesteśmy bezkarni . Jakie mamy wysokie mniemanie o sobie i nagle życie weryfikuje kim jesteśmy i co możemy .

Kiedyś sama planowałam , marzyłam , wysoko postawione cele były moją drugą naturą , co nie znaczyła ambicja .

Życie zweryfikowało bardzo wiele w moim przypadku , moje plany obecnie sprowadzone są do minimum .

Tak w życiu udowodniłam sama sobie ile mogę , ale też zrozumiałam że już nic nie muszę tylko wszystko mogę .

Od jakiegoś czasu nie lubię wracać do przeszłości , wolę żyć przyszłością , jednak ta przeszłość nie może mi dać spokoju wraca jak bumerang .

Dwa lata temu zmarł mój były teść i po mimo że oględnie mówiąc był mi ten człowiek obojętny i tak próbowano mi narzucić co mam robić , a to czemu nie poszłam na pogrzeb , dla czego nie puściłam syna na pogrzeb dziadka , były mąż prosił o radę co ma jak zrobić . Ze względu na szacunek dla zmarłych nie odwróciłam się od ex męża ( ale tylko na zasadzie porady ) A dlaczego nie poszliśmy na pogrzeb ja nie miałam takiej potrzeby a i rodzina mogła sobie tego nie życzyć zwłaszcza ex teściowa , syn nie poszedł bo nie ogarniał tego co się działo zaczął się dziwnie zachowywać i sam potrzebował pomocy specjalistów .

Teraz znowu przeszłość próbuje wrócić , chociaż ja jej nie chcę - od piątkowego  wieczora była teściowa leży w poważnym stanie w szpitalu . Były mąż znowu sobie o mnie próbuje przypomnieć i to co o de mnie słyszy nie bardzo Mu się podoba , a mnie się przypomina takie powiedzenie „ jak bieda to do żyda a jak po biedzie to mam cię w du... żydzie „

Jeszcze nie tak dawno był taki rozbawiony jak się ze mną o wszystko wykłócał a teraz ...

Mnie martwi jedynie psychika Młodego czy jest w stanie zrozumieć co się dzieje , czy były nie obciąży Go nadmiarem informacji na temat babci i co za tym idzie nie będzie powtórki z przed dwóch lat ( bo wtedy też tłumaczyłam byłemu że synowi za dużo nie powinien opowiadać bo to się może źle skończyć )

poniedziałek, 23 lutego 2015

Jak z faceta robi się mięczak to już tragedia .

Większość kobiet ma instynkt macierzyński , ale dobrze jest jak jest we właściwym czasie i trwa nie za długo . Masakrą jest kiedy przychodzi koło sześćdziesiątki . Kiedy dzieci są już dorosłe powinny żyć własnym życiem a nie mieć mamuśkę za plecami (za uchem ) .

No tak do czego zmierzam ?

Ciągle uważam że dla dobra dziecka można wiele zrobić ale czasami nawet „ wiele” nie wystarczy .

Kiedy między mną a byłym dochodzi do poważnej rozmowy na temat syna i ustalimy jakiś konkret , to za chwilę On rozmawia z mamuśką i już wszystko odwrócone do góry nogami .

Oczywiście najbardziej cierpi Młody .

Od jakiegoś czasu syn chce spędzać dużo czasu z tatą ,nie bardzo wiem o co chodzi bo kiedy przyjeżdża od ojca to jest lista skarg i narzekań .

Pewnie mogłabym zabronić jeździć tylko co by to dało – oprócz tego że miał by do mnie pretensje .

Problem polega na tym że Młody z tatą, pomimo pobytu nawet kilku dniowego ,spędza bardzo mało czasu a pozostaje z babcią ( a tych dwoje samych nie należy zostawiać ) . Moje dziecko ma daleko do anioła chyba że z rogami a o ex teściowej to już lepiej pomilczę bo i ręce opadają  i głowa od jej zachowań boli . A tatuś nie widzi żadnego problemu .

Mój były mąż jest z nieodciętą pępowiną i liczy się tylko zdanie mamuśki ,nie ukrywam że na pewno jest Mu z tym bardzo wygodnie , tylko gdzie w tym wszystkim jest Młody ?

Na feriach był u nich kilka dni przyjechał chory ( znowu ) i co usłyszałam że Oni nie są niczemu winni a ja ciągle mam pretensje a to jest po prostu pech . No cóż można pechem nazwać wstawanie wczesne i chodzenie z tatą do pracy gdzie i owiać może i przemarznąć zimową porą można , chodzenie po lesie kiedy odwilż w butach zamszowych , to faktycznie jest pech – bo pogoda sprawiła figla i nikt nie pomyślał , a cóż powiedzieć o basenie kiedy się człowiek nie do suszy bo już pędzi nie wiadomo gdzie i po co . No ale to ja się czepiam a Oni nie winni . Tylko urwis był przeziębiony a ja się śmieję ale przez łzy że przez szesnaście lat na syna bakterie się nie uodporniłam bo teraz to i ja leżę ze świszczącymi oskrzelami i rozwalonymi migdałami . Tylko jest jedno ale komu mama ma dać L4 ? chyba sama sobie a obowiązki i tak trzeba wykonać .

Do tej pory starałam się iść na ugodę ale chyba pokaże byłemu że mogę być wredna - tylko czy to do niego dotrze ?

Co do młodego On jest jak sinusoida z jednej strony potrafi być bardzo mądry i grzeczny , widząc co się wokoło dzieje ( rozróżnia dobro od zła ) , a z drugiej potrafi bardzo dopiec po obrażać , nie liczyć się z nikim - zachowywać się tak jak by świat kręcił się tylko wokół jego osoby . Raz anioł raz diabeł wcielony

Teraz w piątek maszeruje na stadion kibicować i sam już o tym przypomniał .

Zrobił mu się dodatkowy problem bo jak wie co mamy zaplanowane to nie zawsze wie gdzie chce być czy u taty czy w domu – a nie modę być i tu i tu ? 

niedziela, 15 lutego 2015

Pierwszy mecz

Chociaż mieszkamy blisko stadionu piłkarskiego to Młody nigdy nie był na żadnym wydarzeniu sportowym . Czemu się tak stało ? 

Ja niestety boję się chodzić sama na stadion , do tego od czasów kiedy chodziłam na mecze upłynęło bardzo dużo czasu i dużo się pozmieniało.

Tatuś nie interesuje się sportem , liczy się tylko muzyka.

Mój obecny partner za to jest prawdziwym kibicem i postanowił swoja pasją zainteresować Młodego . Jaki efekt ?

Obecnie do kibicowania trzeba się przygotować pozałatwiać kartę kibica i w naszym przypadku wejściówki na wiosenną część sezonu . Trzeba przyznać że załatwia się to w miarę szybko i całkiem sprawnie .

Syn oczywiście rozmawiając z tatą musiał od razu się pochwalić i zdać relację , trzeba przyznać że był z jednaj strony podekscytowany z drugiej przestraszony . A co zrobił tatuś ? No niestety zamiast dodać Młodemu odwagi , to się wyśmiał i jeszcze się zapytał czy się nie boimy po głowie dostać .

Znowu powiedziałam byłemu co myślę na jego temat, a syna podbudowywałam na duchu że będzie fajnie , że to nie to samo co mecz w telewizji . Moja mama też pomogła w pozytywnym nastawieniu Młodego , sama pierwszy raz słyszałam historię z jej kibicowania .

I tak to syn wybrał się z wujkiem na swój pierwszy mecz , ja nie poszłam stwierdziłam że niech to będzie czas dla Nich .

Po dwóch godzinach przyszli zadowoleni i pierwsze co usłyszałam to wynik spotkania „mama tylko dwie bramki szczelili „ i za chwilę zdawał relacje co robił jak Mu się podobało. Dzisiaj rano wstał i się zapytał kiedy kupię Mu szalik i trąbkę , a kiedy jest znowu mecz na stadionie , a teraz pójdziesz z nami .

Czy pójdę nie wiem , a jakieś atrybuty kibica trzeba będzie kupić bez dwóch zdań skoro się spodobało .

Jak tata nie namiesza to Syn będzie miał kolejne zainteresowanie co mnie bardzo cieszy. A panowie będą mieli o czym rozmawiać

piątek, 6 lutego 2015

Już po wizycie

Już  po wizycie u lekarza w PzP .

Jak rano wstałam i zobaczyłam co się dzieje za oknem to się odrobinę przeraziłam . No cóż przecież 20km na godzinę  też morza jechać,  kiedy dotarliśmy w ostatniej chwili na miejsce okazało się że do lekarza jest poślizg . Młody tradycyjnie zaczął  marudzić i zwracać na siebie uwagę . Kiedyś się denerwowałam a teraz siedzę i nie reaguję sam się uspokaja po czasie.

Po jakiejś dłuższej chwili zostaliśmy poproszeni do gabinetu , siedziała pani w średnim wieku , wyglądając na bardzo stanowczą i oschłą osobę . Po chwili rozmowy moje pierwsze wrażenie się potwierdziło . Pani doktór jest bardzo konkretna żadnych zbędnych słów , pytanie - odpowiedź . Wizyta trwała krótko ,następna z trzy miesiące i  mam przynieść formularze na nauczanie indywidualne na następny rok szkolny i na orzeczenie o niepełnosprawności .

Lekarka zmieniła część leków inne zostawiła i dokładnie wysłuchała jak podaje leki nie zwiększając Młodemu dawki , była dosyć zdziwiona moim pomysłem ale go nie skrytykowała , tylko stwierdziła skoro działa to będziemy tak robić dalej .

No cóż może ta zmiana lekarza wyjdzie nam na dobre

środa, 28 stycznia 2015

Podsumowanie pierwszego półrocza .

 

Pól roku szkolnego już mija oceny już znane i co z tego wynika ?

Nauczanie indywidualne w szkole jest dla mojego syna najlepszym rozwiązaniem .

-         dużo chętniej chodzi do szkoły

-         jest bardziej wypoczęty

-         chętnie sam odrabia zadania domowe

-         oceny na półrocze są rewelacyjne

Niestety dużym mankamentem jest to że nie ma wszystkich przedmiotów tak jak jego rówieśnicy.

Jest ich aż o sześć mniej , szkoda mi np. angielskiego , chemii czy fizyki . Moim zdanie nawet dzieciom z deficytami podstawy są potrzebne . No ale to tylko moje zdanie :cry:


Syn jeden przedmiot ma z całą klasą tak dla dobra psychiki i uczenia się kontaktów z rówieśnikami .

Niestety z tego przedmiotu ma truje i kiedy się Młodego zapytałam dlaczego , wytłumaczył mi tak – bo pani nie miała kiedy zrobić mi sprawdzianów , bo mam tylko jedną lekcje tygodniowo i dlatego wystawiła taką oceną . :mrgreen:

Niestety nie wiem czy się śmiać czy płakać , bo ocena za wiedzę to jedno a taka jak ta to co sobą reprezentuje , co ocenia – ja niestety nie wiem . :roll:

Tak jak już pisałam ten rak współpracy jest w tej szkole z nauczycielami praktycznie idealny .

Nie mam do czego się przyczepić i bardzo się z tego powodu cieszę , mogę tylko powiedzieć DZIĘKUJĘ

Wywiadówka jest po feriach zimowych to sprawę tej oceny pewnie wyjaśnię .

Młody z większą przyjemnością chodzi do kina i na inne imprezy szkolne , jeszcze nie jest zachwycony ale już nie ma stresu doprowadzającego Go do sensacji jelitowych

Podsumowując jest dobrze i tak poproszę na drugie półrocze 

niedziela, 25 stycznia 2015

Trudne decyzje – czy warto ???

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu a dokładniej do ostatniej części chciałabym pokazać jak to u mnie wygląda , te osoby co czytają regularnie bloga  już bardzo dużo wiedzą ,ale spróbuję to wszystko podsumować .

Biorąc rozwód miałam pełne prawo ograniczyć mężowi prawa rodzicielskie . Wiedziałam o tym sama , jednak pani adwokat też mnie o tym poinformowała .

-         mąż nie interesował się synem w żaden sposób ( szkoła , zdrowie , życie codzienne )

-         ponieważ nie mieszkaliśmy razem nie odwiedzał syna

-         nie łożył na niego

Nie namyślając się długo zadecydowałam NIE  zostawiamy Mu pełną władzę rodzicielską .

Adwokatka zrobiła taką minę że jeszcze dzisiaj ją widzę ,a z wrażenia obsunęła się na fotelu i mało nie wylądowała pod biurkiem . Po chwili zapytała czy jestem tego pewna i czy mogę to umotywować . – Od powiedziałam to ja biorę rozwód z tym człowiekiem a nie syn a ja nie mam prawa zabierać mu ojca i kiedy powiedziałam że ma mieć każdą sobotę od rana do wieczora to było znowu – jest pani tego pewna , tak jestem to jest taki czas że można nawet na wycieczkę pojechać . Ustaliliyśmy jeszcze kwotę alimentów i na koniec dowiedziałam się że po mimo Jej już dosyć długiej praktyki jeszcze takiej klientki nie miała

Sąd mężowi alimentów dołożył ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu . Poprosiłam od razu o zmniejszenie tej kwoty o połowę oczywiście musiałam to umotywować przed Sądem

-         ja chcę mieć realne pieniądze a nie kwotę na papierze

-         fundusz alimentacyjny też tyle nie wypłaci

-         były może jeszcze trafić do więzienia a syn będzie miał kiedyś do mnie o to pretensje

Kiedy już rozmawiałam z adwokatką w kancelarii dokończyłam to co nie powiedziałam przed Sądem

-         On i tak alimenty płaci jak chce i kiedy chce więc jak  będzie po podziale majątku , będę zmuszona oddać Go do komornika

-         Komornik nie wiele wskóra a ja będę miała dokument

-         Oddam sprawę do sądu żeby dziadki płaciły za tatusia .

Dla mnie to posunięcie wydawało się najbardziej optymalne a dla czego

      -     ja będę miała zasądzone pieniądze

      -     syn nie będzie odwiedzał taty za kratami

-         problem zostawię byłym teścią

W odpowiednim momencie oddałam sprawę do komornika tak jak przewidywałam , jednak dalsze działania byłej rodziny przekroczyły moje oczekiwania

-         Były w końcu wyprowadził się już z mojego mieszkania

-         Ja z synem po tułaczce mogłam w końcu spokojnie zamieszkać

-         A  dziadkowie sami zaczęli płacić alimenty za syna

Ponieważ były wprowadził się do swoich rodziców to teraz dziadkowie pilnowali kontaktów i to bardzo skrupulatnie

Jaki efekt , niestety nie przewidziany przeze mnie – niestety dziadkowie razem z tatusiem zabrali się za pranie mózgu synowi czego efekty są jeszcze do dzisiaj .

Tylko jest jedno ALE

Młody dojrzewa coraz więcej rozumie, zawsze był bardzo dobrym obserwatorem po mimo deficytów i zaczyna wyciągać swoje wnioski

Wnioski Młodego są takie - babcia kłamie , tata mnie nie chce i jak jestem u Niego to i tak nie spędza ze mną czasu tylko jestem z babcią , przyjeżdża do mnie tylko przy okazji i to na kawę nic ze mną nie robi .

To jednak jeszcze nic dzisiejsza rozmowa powaliła mnie z nóg , zapytałam się Syna za kim tęskni czy za tatą czy za osobą z którą jestem w zawieszeniu . Odpowiedź była dla mnie zaskakująca za xxxx  bardziej niż za tatą

-         zapytałam dlaczego i co usłyszałam bo jesteśmy szczęśliwi jak xxxx jest  i na koniec dodał czy wy się już w końcu ogarniecie

 

Morał dla mnie taki że dzieci mają swój rozum nawet te z deficytami i po pewnym czasie same zrozumieją kto jest ok. a kto tylko wobec nich gra

Moja decyzja kosztowałam mnie wiele zdrowia i kłótni jeszcze  po rozwodzie ale jestem przekonana że była najlepsza z możliwych