Świat zaczął się zmieniać kiedy syn zawitał do przedszkola, uwielbiał swoją panią Magdę, ale nie lubił nauki - nawet jak była przez zabawę. W tym momencie nie było osoby która by widziała dlaczego i jak mu pomóc. Czuł się dobrze za to na basenie, po mimo braku koordynacji nie miał poczucia strachu i lęku przed wodą. Z przedszkole zamiast do pierwszej klasy powędrował do szkolnej zerówki i tam pani Beata nic innego nie robiła tylko chwaliła. Jednak nie chciał chodzić z klasą na wycieczki lub do kina, pani Beata stanęła na wysokości zadania dawała mu poczucie bezpieczeństwa.
Początek pierwszej klasy to przerażenie wychowawczyni, mój ogromny lęk co to będzie jak mu pomóc, przecież nie możemy więcej razy Młodego odroczyć od obowiązku szkolnego.
Po czasie okazało się ze pani Renata była naszym ANIOŁEM na szkolnej drodze, odkryła że syn musi pracować na kartkach, książki i zeszyty przerażają i paraliżują, co powodowało u syna patrzenie w sufit i brak współpracy. Do tego ważny jest kształt ołówka, kredki czy pióra a nie obrazek lub kolor – nic nie mogło być okrągłe. W ten sposób małymi kroczkami syn przy dobrej współpracy – mama , pani i uczeń osiągał coraz większe sukcesy, zdał do czwartej klasy bez problemu, z bardzo dobrymi wynikami.
Kolejne dwa lata, to szkoła integracyjna i cudowna pani Aneta, dobra, wyrozumiała ale i bardzo konsekwentna, przy niej rozwinął skrzydła. Ale wychodziły kolejne dysfunkcje pracy mózgu, widać to było na historii, która dla syna była zupełnie nie zrozumiała, zdawał ją bez problemu, ale pod warunkiem, że to co się nauczył pani egzekwowała nie zmieniając pytania.
Szósta klasa i gimnazjum to już szkoła specjalna – okazuje się, że to zupełnie inna bajka, świat którego oboje musimy się uczyć. Początki to mój płacz po kątach i syna przerażenie, to nie był łatwy czas jednak drugie półrocze szóstej klasy to nauczanie indywidualne w domu, dla mnie i syna wielka ulga. Pierwsza klasa gimnazjum to nauka w szkole i nasze piekiełko na ziemi, współpraca moja ze szkołą praktycznie nie istniała. Młody też się pogubił, co wolno a co nie, a dlaczego to było najczęstsze pytanie. Druga i trzecia klasa to nauczanie indywidualne w szkole które było najlepszym rozwiązaniem.
W tej szkole Młody jednak poczuł się dobrze po czasie, nauczył się samodzielności, zaakceptował rówieśników, nie zdobył większej wiedzy z matematyki, polskiego czy chemii ale stał się szczęśliwszy. Zaczął doceniać sport - zajęcia pozalekcyjne z tenisa i kręgli były super, Młody był zadowolony przez jakiś czas. Dopiero w maju tego roku po zielonej szkole nie chciał w nich uczestniczyć. Co dokładnie się stało tego nie wiem do dzisiaj, jednak przypuszczam, że miała na to wpływ też zmiana mieszkania ( Młody jest bardzo ciekawskim człowiekiem, a tu tyle się działo )
Przywiózł dużo pozytywnych wspomnień z dwóch pobytów na zielonej szkole.
Egzaminu gimnazjalnego nie pisał, bo uznałam ze nie ma to sensu, jak praca mózgu ciągle się pogarsza.
A czy szkoła zaakceptowała mnie jako rodzica ?????
Szukaj na tym blogu FAS
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioł. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 lipca 2016
poniedziałek, 23 lutego 2015
Jak z faceta robi się mięczak to już tragedia .
Większość kobiet ma instynkt macierzyński , ale dobrze jest jak jest we właściwym czasie i trwa nie za długo . Masakrą jest kiedy przychodzi koło sześćdziesiątki . Kiedy dzieci są już dorosłe powinny żyć własnym życiem a nie mieć mamuśkę za plecami (za uchem ) .
No tak do czego zmierzam ?
Ciągle uważam że dla dobra dziecka można wiele zrobić ale czasami nawet „ wiele” nie wystarczy .
Kiedy między mną a byłym dochodzi do poważnej rozmowy na temat syna i ustalimy jakiś konkret , to za chwilę On rozmawia z mamuśką i już wszystko odwrócone do góry nogami .
Oczywiście najbardziej cierpi Młody .
Od jakiegoś czasu syn chce spędzać dużo czasu z tatą ,nie bardzo wiem o co chodzi bo kiedy przyjeżdża od ojca to jest lista skarg i narzekań .
Pewnie mogłabym zabronić jeździć tylko co by to dało – oprócz tego że miał by do mnie pretensje .
Problem polega na tym że Młody z tatą, pomimo pobytu nawet kilku dniowego ,spędza bardzo mało czasu a pozostaje z babcią ( a tych dwoje samych nie należy zostawiać ) . Moje dziecko ma daleko do anioła chyba że z rogami a o ex teściowej to już lepiej pomilczę bo i ręce opadają i głowa od jej zachowań boli . A tatuś nie widzi żadnego problemu .
Mój były mąż jest z nieodciętą pępowiną i liczy się tylko zdanie mamuśki ,nie ukrywam że na pewno jest Mu z tym bardzo wygodnie , tylko gdzie w tym wszystkim jest Młody ?
Na feriach był u nich kilka dni przyjechał chory ( znowu ) i co usłyszałam że Oni nie są niczemu winni a ja ciągle mam pretensje a to jest po prostu pech . No cóż można pechem nazwać wstawanie wczesne i chodzenie z tatą do pracy gdzie i owiać może i przemarznąć zimową porą można , chodzenie po lesie kiedy odwilż w butach zamszowych , to faktycznie jest pech – bo pogoda sprawiła figla i nikt nie pomyślał , a cóż powiedzieć o basenie kiedy się człowiek nie do suszy bo już pędzi nie wiadomo gdzie i po co . No ale to ja się czepiam a Oni nie winni . Tylko urwis był przeziębiony a ja się śmieję ale przez łzy że przez szesnaście lat na syna bakterie się nie uodporniłam bo teraz to i ja leżę ze świszczącymi oskrzelami i rozwalonymi migdałami . Tylko jest jedno ale komu mama ma dać L4 ? chyba sama sobie a obowiązki i tak trzeba wykonać .
Do tej pory starałam się iść na ugodę ale chyba pokaże byłemu że mogę być wredna - tylko czy to do niego dotrze ?
Co do młodego On jest jak sinusoida z jednej strony potrafi być bardzo mądry i grzeczny , widząc co się wokoło dzieje ( rozróżnia dobro od zła ) , a z drugiej potrafi bardzo dopiec po obrażać , nie liczyć się z nikim - zachowywać się tak jak by świat kręcił się tylko wokół jego osoby . Raz anioł raz diabeł wcielony
Teraz w piątek maszeruje na stadion kibicować i sam już o tym przypomniał .
Zrobił mu się dodatkowy problem bo jak wie co mamy zaplanowane to nie zawsze wie gdzie chce być czy u taty czy w domu – a nie modę być i tu i tu ?
No tak do czego zmierzam ?
Ciągle uważam że dla dobra dziecka można wiele zrobić ale czasami nawet „ wiele” nie wystarczy .
Kiedy między mną a byłym dochodzi do poważnej rozmowy na temat syna i ustalimy jakiś konkret , to za chwilę On rozmawia z mamuśką i już wszystko odwrócone do góry nogami .
Oczywiście najbardziej cierpi Młody .
Od jakiegoś czasu syn chce spędzać dużo czasu z tatą ,nie bardzo wiem o co chodzi bo kiedy przyjeżdża od ojca to jest lista skarg i narzekań .
Pewnie mogłabym zabronić jeździć tylko co by to dało – oprócz tego że miał by do mnie pretensje .
Problem polega na tym że Młody z tatą, pomimo pobytu nawet kilku dniowego ,spędza bardzo mało czasu a pozostaje z babcią ( a tych dwoje samych nie należy zostawiać ) . Moje dziecko ma daleko do anioła chyba że z rogami a o ex teściowej to już lepiej pomilczę bo i ręce opadają i głowa od jej zachowań boli . A tatuś nie widzi żadnego problemu .
Mój były mąż jest z nieodciętą pępowiną i liczy się tylko zdanie mamuśki ,nie ukrywam że na pewno jest Mu z tym bardzo wygodnie , tylko gdzie w tym wszystkim jest Młody ?
Na feriach był u nich kilka dni przyjechał chory ( znowu ) i co usłyszałam że Oni nie są niczemu winni a ja ciągle mam pretensje a to jest po prostu pech . No cóż można pechem nazwać wstawanie wczesne i chodzenie z tatą do pracy gdzie i owiać może i przemarznąć zimową porą można , chodzenie po lesie kiedy odwilż w butach zamszowych , to faktycznie jest pech – bo pogoda sprawiła figla i nikt nie pomyślał , a cóż powiedzieć o basenie kiedy się człowiek nie do suszy bo już pędzi nie wiadomo gdzie i po co . No ale to ja się czepiam a Oni nie winni . Tylko urwis był przeziębiony a ja się śmieję ale przez łzy że przez szesnaście lat na syna bakterie się nie uodporniłam bo teraz to i ja leżę ze świszczącymi oskrzelami i rozwalonymi migdałami . Tylko jest jedno ale komu mama ma dać L4 ? chyba sama sobie a obowiązki i tak trzeba wykonać .
Do tej pory starałam się iść na ugodę ale chyba pokaże byłemu że mogę być wredna - tylko czy to do niego dotrze ?
Co do młodego On jest jak sinusoida z jednej strony potrafi być bardzo mądry i grzeczny , widząc co się wokoło dzieje ( rozróżnia dobro od zła ) , a z drugiej potrafi bardzo dopiec po obrażać , nie liczyć się z nikim - zachowywać się tak jak by świat kręcił się tylko wokół jego osoby . Raz anioł raz diabeł wcielony
Teraz w piątek maszeruje na stadion kibicować i sam już o tym przypomniał .
Zrobił mu się dodatkowy problem bo jak wie co mamy zaplanowane to nie zawsze wie gdzie chce być czy u taty czy w domu – a nie modę być i tu i tu ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)