Diagnozować czy nie diagnozować ???
Pytanie na które nie wszyscy umieją dać sobie odpowiedź .
Mam koleżankę która we wszystkich tematach jest mądrzejsza od specjalistów w danych dziedzinach . Ona oczywiście twierdzi że nie ma sensu po pierwsze po co jej ta wiedza i czemu ma się denerwować a po drugie lekarzom nie można wierzyć .
Ja jestem przeciwnego zdania - moim zdaniem muszę wiedzieć z czym się zmagam i co się z daną chorobą wiąże.
W przypadku zespołu Fas twierdzę że jest to niezbędne , bo to nie tylko problemy z pracą mózgu ,ale tak naprawdę z całym organizmem .
Kiedy kobieta w ciąży pije alkohol a do tego dziecko powstało z plenników pod wpływem alkoholu to nie tylko może być uszkodzony mózg ale i serce , przewód pokarmowy , układ kostny . Może ucierpieć wzrok czy słuch . To nie tylko niskorosłość i zniekształcona twarz czy brak rynienki podnosowej .
Jak nazwa wskazuje to jest zespół chorobowy więc mogą być różne warianty chorobowe i tak np. dziecko nie będzie autystykiem tylko będzie chorować na Fas z cechami autystycznymi .
Laryngolog czy gastrolog albo inny specjalista nie będzie się zastanawiać co jest przyczyną choroby , jak się dowie że jest diagnoza Fas będzie mu o wiele łatwiej leczyć pacjenta .
Do tego dochodzi prawidłowa rehabilitacja im wcześniej zaczęta i prawidłowo dobrana tym lepsze efekty .
Diagnozować można pewnie na wiele sposobów znam dwa albo przez wykluczenie i jest to długa droga albo u specjalistów od Fas , znam trzy nazwiska . Jednak nie polecę w tym miejscu nikogo ani nie powiem która droga jest lepsza . Każdy powinien zadecydować sam co bardziej pasuje i do kogo ma zaufanie .
Wiem że tak naprawdę najtrudniej jest zaakceptować to co się usłyszy od lekarza – jak to moje dziecko miało być zdrowe a tu taki wstyd .
Właśnie odbieramy to jako wstyd .
Pamiętam jak dziś kiedy usłyszałam diagnozę nogi mi się ugięły i pomyślałam „ Panie Boże ale mi numer wywinąłeś ja co nie piję alkoholu mam dziecko chore na płodowy zespół alkoholowy „
Ps oto ceny jednej z fundacji https://sites.google.com/site/osrodekwledzinach/o-nas/cennik
Ciągle żyję nadzieja że zespół FAS przestanie być zamiatany pod dywan . A osoby które mają pomagać będę wiedzieć jak to robić , bo będą miały właściwą wiedzę ( i to nie powierzchowną ) .Kiedy sama pracowałam ciągle musiałam się dokształcać żebym mogła pracować w swoim zawodzie i nikt mnie do tego nie zmuszał .Co do osób z którymi się spotykam ze względu na Młodego nie odnoszę takiego wrażenia . Skończyli studia zdobyli wiedzę za którą mają zapłacone i na tym koniec .Dzisiaj rozbawiła mnie lekarka z PzP , a czy rozbawiła ? Sama nie wiem bo raczej to bardzo smutne L . Po dwóch słowach syna stwierdziła – jaki Ty jesteś fajny chłopak - kontaktowy .Ponieważ powiedział jaka jest prognozowana pogoda na dziś . Nie zadała z tym zagadnieniem ani jednego pytania . A dla Młodego to tylko cyferki .Dalsze zalecenia to rano rower na rozładowanie złości i agresji bo tabletek to nie będziemy zmieniać . Ja z mojej strony to uważam że leków i tak jest za dużo , ale czy rower już o ósmej albo dziewiątej rano pomoże wątpię , bo jak się zmęczy to dopiero będzie złośliwie agresywny i co wtedy ? Następna dobra rada jak syna denerwuje telewizor to proszę wyłączyć , na to odparłam że telewizor jest włączony po cichu i jak lubię czytać a to Go też denerwuje to mam przestać ? W tym miejscu już odpowiedzi i dobrej rady nie było . A co mam zrobić kiedy On nie panuje nad sobą na ulicy i krzyczy , klnie obraża obcych ludzi bo źle idą albo fatalnie zaparkowali samochód , itd. W tym miejscu też była bezradność , a szkoda chciałabym znać odpowiedzi na te pytania .Następne zalecenia też mi się podobały – jak będzie agresywny to proszę się nie denerwować tylko bardzo spokojnie tłumaczyć prawie szeptem żeby się uspokoił .W tym miejscu już miałam ochotę się roześmiać , ale to by było bardzo niegrzeczne , tym bardziej że lubię tą kobietę jest konkretna , spokojna tylko z tym FAS - em ma problem .Niestety moja cicha i spokojna reakcja spowodowała by tylko jedno , złość na kilka godzin i tego to ja bym nie wytrzymała , ja też mam nerwy . Niestety moja reakcja musi być dobitna i konkretna , nikt nie wyłączy światła powoli , robimy to jednym szybkim ruchem . I nie o narzekanie tu chodzi i obrażanie , lekarzy czy nauczycieli tylko o chore osoby i o właściwą opiekę dla Nich
Jakiś czas temu wróciłam po trzech latach do czytania książek , niby nic takiego . Ja w czytaniu mam wiele przyjemności a mój syn dostaje wścieklizny . Nie wiem czemu ale odkąd pamiętam Młody nigdy nie znosił czytania . Poczytaj mi mamo w naszym domu nigdy nie miało racji bytu . Synek płakał kiedy tylko widział gazetę czy książkę , kiedyś nawet jedną wszechwiedzącą ciotkę uderzył w twarz i to tak mocno że miała ślad na policzku . Bo co to znaczy żeby nie chciał słuchać jak Mu się czyta . Na niestety nie chciał za żadne skarby . Kiedy poszedł do szkoły znowu zaczął się problem czytania , nauki pisania itd. Na szczęście wychowawczyni była bardzo mądrą osobą i stwierdziła że będzie się uczył czytać po jednym zdaniu i to z kartki a nie z książki , a do tego nawet na głowie może stać byle zaczął czytać . Nasz nie typowy sposób zdał super rezultat , mnie udało się kupić też fajną książkę do nauki .Po wakacjach kiedy przyszedł już do drugiej klasy i na lekcji zaczął przy całej klasie czytać Pani nie wierzyła że to właśnie Młody i to do tego przez wakacje zrobił takie postępy . Ale odkąd przeszedł do obecnej szkoły to od trzech lat nie widział lektury szkolnej MASAKRA . Niestety moim skromnym zdaniem coś jest nie tak , a ja sama nie zmotywuję syna do czytania chociaż bardzo bym chciała . I tak po latach mama czyta a syn się piekli i przeszkadza
Nie dawno Leptir zapytała się mnie co się stanie z Młodym jak zabraknie mi sił . No cóż sił powoli zaczyna już brakować i niestety ale przeraża mnie to . Syn jest ze mną na okrągło i mój wypoczynek jest tylko wtedy kiedy On śpi .Ja też nie jestem zwolennikiem nadmiernego podawania leków ( obecnie podaje już i tak trzy razy dziennie ) a lekarz zalecił co trzy godziny , czyli pięć razy na dobę .Jak nie uda mi się młodego człowieka odpowiednio wy-rehabilitować i nauczyć samodzielności to niestety czeka Go DPS . Mnie sama myśl przeraża a po Młodym wszystko spływa jak po kaczce .Może robię nie najlepiej , ale tłumaczę Mu jak zachowanie Jego się nie zmieni to będzie źle i będzie musiał zamieszkać gdzie indziej .Ponieważ teraz odwiedzam starszą osobę w domu opieki mogę spokojnie przypatrzeć się jak to wygląda . Z przykrością stwierdzam ale niestety jest to fatalne dla pensjonariusza miejsce . Mnie kojarzy się tylko z beznadzieją , pustką i wegetacją . W tym miejscu nie ma życia jest tylko smutek . Większości z nas szpital kojarzy się źle , ale szpital to jeszcze super miejsce ,w porównaniu do domu opieki .Oczywiście pobyt Młodego w takim miejscu jest ostatecznością ale nie mogę tego w przyszłości wykluczyćNa razie zamierzam Mu zafundować terapię wstrząsową i zaprowadzić Go na odwiedziny do prababci – może to co zobaczy , pomoże Mu zrozumieć do czego zmierza ?
W tym roku nasze wakacje to biurokracja , przychodnie i komisje . Czemu piszę w liczbie mnogiej ? Bo dzięki dziwnym zbiegom okoliczności musimy stanąć na dwóch komisjach orzekających . Jedną mieliśmy wczoraj i jeszcze nie wiem co będzie w orzeczeniu a tu muszę złożyć następne dokumenty na następną komisję bo syn kończy szesnaście lat . Wczoraj pani doktor mówiła - jak jej przykro że musimy być tak częstymi gośćmi , i czy już złożyłam dokumenty na następną bo czas goni . Popatrzyłam ze zdziwieniem i powiedziałam - że jeszcze się nie zajęłam kolejnymi dokumentami , bo przecież dzisiaj jest jedna . Lekarka oznajmiła że to już najwyższy czas aby je u nich złożyć .Kiedy rozmawiałyśmy na temat zdrowia Młodego , syn na okrągło mnie popychał i szturchał , kiedy zwróciłam Mu uwagę dostałam reprymendę od pani orzecznik – mama powinnaś być bardziej wyrozumiała , przecież doskonale wiesz z czego to wynika .Na te słowa mało z krzesła nie spadłam jednak zdobyłam się na odwagę i powiedziałam , że za niedługo to mama będzie potrzebowała rehabilitacji i pomocy bo organizm mi padnie .Następne pytanie też mi się podobało czemu w dokumentach raz jest napisane upośledzenie stopnia lekkiego raz umiarkowane i oba są ważne .Ja znam taką odpowiedź że Młody rozwija się nie harmonijnie i to jest przyczyna , lekarka przyjęła moje wyjaśnienie . Jeszcze chwile coś wypisywała i nam podziękowała , w drugim gabinecie pani wypytała o całą resztę na koniec powiedziano - orzeczenie przyjdzie pocztą do dwóch tygodni . Wczoraj też odebrałam z PPP orzeczenie o nauczaniu indywidualnym w szkole na następny rok szkolny . To był dla mnie pozytywny szok , ponieważ tym razem załatwiłam to w ciągu jednego miesiąca i to włącznie z badaniem pedagogicznym . Dziękuję za to że tak szybko się postarano , szkoda tylko że część dokumentu jest przepisana z zeszło rocznego i jest to stek bzdur , na cóż to świadczy o komisji pod czym się podpisuje .Tłumaczyłam w zeszłym roku , w tym roku też ale Oni błędu nie widzą Tak się zastanawiam kiedy w końcu zmieni się ta chora biurokracja .
Ciągle trwa dyskusja ile może ciężarna kobieta wypić ? Dla mnie to jest tak - jak byśmy się zastanawiali czy jak włożę rękę między drzwi a futrynę to czy zrobię sobie krzywdę . Wiadomo odpowiedź jest jedna - zawsze zrobię sobie krzywdę tylko ból będzie uzależniony od siły zamykanych drzwi . I tak też jest z FASKtoś powie ja piłam i nic się nie stało , może tak a może nie .Można to porównać do przejeżdżania na pomarańczowym świetle . Kierowca przejeżdża ryzykuje swoje i innych zdrowie i życie aż w końcu zdarza się nieszczęście , bo zawsze mu się udawało , a tym razem nie zdążył .A jak teraz wymierzyć tą bezpieczną dawkę dla kobiety ciężarnej , jakie przyjąć działanie matematyczne , co pomnożyć a co podzielić . Każda osoba jest inna , wagowo , wzrostem , mamy lepsze i gorsze dni , do tego chorujemy , jeszcze taki drobiazg jak stres .Myślę że naukowcy jeszcze długo będą szukać prawidłowego wzoru i odpowiedzi na wyżej postawione pytanie .Ja mam inne dlaczego chcesz się napić w czasie kiedy jesteś w stanie błogosławionym , co to ma Ci dać oprócz chwilowego zaspokojenie jakiegoś kaprysu . Konsekwencje za to mogą być opłakane i to przez całe życie dziecka .Moje kolejne pytanie brzmi dlaczego jest takie przyzwolenie społeczne na picie alkoholu ?Usłyszałam już taką odpowiedź że pije się od zawsze - no tak ale kiedyś chodziło się tylko piechotą zanim wynaleziono koło .
Nie dawno słuchałam wypowiedź taty który adoptował dwójkę dzieci z zespołem FAS . Człowiek ten jak twierdził zrobił to świadomie i jest z tego dumny . Fakt że wiedzę teoretyczną miał dużą , jednak nie wie co Mu się z tej wiedzy przyda i na jak długo Mu sił starczy . Ja nie mogę powiedzieć że jestem szczęśliwa , ani nie jestem z siebie dumna że mam dziecko z zespołem FAS . Mogę na pewno napisać że jak bym była matką biologiczną mojego dziecka to psychicznie już na pewno bym tego nie wytrzymała . Bo jak można zrobić dziecku taką krzywdę na całe życie ? Po latach życia z Fasolką z pewnymi zachowaniami i deficytami się oswoiłam ale też są takie zachowania z którymi pogodzić się nie da .Bo jak można pogodzić się z ciągłym obniżaniem poziomu inteligencji , agresją , obrażaniem , przeklinaniem , brakiem umiejętności społecznych . Mnie po mimo upływu lat i ciągłej rehabilitacji bez skutecznej to przeraża . Jak można pogodzić się z perspektywą umieszczenia najbliższej osoby w DPS bo takie coś Syna w przyszłości czeka . Więc podziwiam tak odważną wypowiedź tego taty , bo albo Jego dzieci mają mniejsze deficyty albo On jeszcze nie wie co mówi . Życzę Mu aby jego dzieci były mniej dotknięte tą chorobą. Z Młodego jestem dumna za to że niektóre deficyty udaje Mu się pokonać ciężką pracą, bo nikt nie wie tak jak ja ile Go to kosztuje wysiłku . Kocham mojego syna , ale ja nie wiem czy adoptowałabym Fasolkę świadomie , za mnie zadecydowało życie
W niedzielę Młody człowiek wrócił z „ Zielonej Szkoły „ Kiedy Go odbierałam stał przy autobusie raczej smutny , dopiero po chwili się roześmiał od ucha do ucha i mocno się przytuliliśmy . Odebraliśmy torbę z luku bagażowego , chwilę porozmawialiśmy z Wychowawcą . Usłyszałam kilka bardzo miłych słów pod adresem syna , oczywiście byłam bardzo z niego dumna ( któż nie lubi jak chwalą ) .Po chwili rozmowy podziękowaliśmy , życząc przyjemnych wakacji i pomaszerowaliśmy z ciężkimi bagażami do samochodu .Syn od tego momentu zaczął już opowiadać jak było , co mu się podobało a co nie . Większość rzeczy Mu się bardzo podobała . Poznał nowego fajnego kolegę , wiesz On mnie nie denerwował ani nie ubliżał był naprawdę fajny . Miód na serce matki .Oczywiście były też nie zbyt miłe jakieś incydenty ( tak przynajmniej twierdzi syn ) ale wiesz pan Grzegorz zaraz reagował .Od wychowawcy wiem ze Młody nie pozwolił się rozpakować , bo ma bardzo duże poczucie własności , a On to po prostu uszanował . Na początku był kompletnie nie samodzielny ale powoli z pewnymi obowiązkami się zaprzyjaźnił ( chociaż nazwanie tych czynności obowiązkami jest trochę na wyrost )Mnie najbardziej podobały się dwa zdania syna„ mamo zęby myłem ale włosów to dwa tygodnie nie myłem „„ mamo a co robiłaś ty- odpowiedziałam że XXX wziął urlop i spędzaliśmy czas razem ,w odpowiedzi usłyszałam- „ jak dobrze przynajmniej nie byłaś sama i Ci się nie nudziło „Nie ukrywam że byłam zaskoczona taką odpowiedzią .Słuchaliśmy jeszcze kilka godzin wspomnień i wiem już teraz - za rok Młody znowu jedzie na „ Zieloną Szkołę „ Fakt że nerwówka w tym roku była duża ale „ pierwsze koty za płoty „
Zawsze wiedziałam że słowo ma swoją „ moc „ Nie dawno się przekonałam co znaczy niedomówienie . Po latach jest gorsze niż plotka i kłamstwo . Jak często nie zastanawiamy się nad konsekwencjami tego o czym mówimy i co piszemy . Internet daje bardzo dużo możliwości i na pewno odpowiednio wykorzystany jest super narzędziem . Niestety jak nie myślimy co piszemy to konsekwencje mogą być opłakane .Nie zdajemy sobie sprawy albo zapominamy że napisana wiadomość w zaciszu domowym może być przeczytana na całym świecie i do tego jeszcze może być fałszywie zrozumiana .Portale społecznościowe dają nam różne możliwości wymiany informacji , ale to my musimy wiedzieć komu ta wiadomość ma służyć i czy jest sens zamieszczania jej .Niedawno moją rodziną wstrząsnęła taka historia – ktoś wkleił , ktoś napisał , ktoś dopisał i zrobiła się niezła afera . Napisali ludzie którzy mają mało do powiedzenia , a Ci najbardziej zainteresowani się denerwują , dostają ciśnienia i innych dolegliwości . I niestety nie piszę o nastolatkach tylko o ludziach dojrzałych i Ich rodzicach którzy z komputerem mają mało wspólnego . Jednak każdy rodzic teraz będzie bronić swojej już dorosłej pociechy , a do czego to doprowadzi to czas pokaże . Jestem zwolennikiem wyjaśniania wszelkich niejasności z osobą która dana sprawa dotyczy w bezpośredniej rozmowie , najlepiej przy stole .Nie jestem zwolennikiem wchodzenia z butami w czyjeś życie, bo każdy odpowiada za swoje decyzje i słowa . Krytykować i oceniać to nie sztuka . Jednak nigdy nie wiemy co byśmy sami zrobili w danej sytuacji . A jeśli sprawa dotyczy rodziny to wszyscy powinni znać całą prawdę i decyzje powinny zapadać w porozumieniu wszystkich zainteresowanych Niedomówienia ranią i niszczą
W tym tygodniu byłam na zebraniu rodziców których dzieci jadą na „ Zieloną Szkołę „Dyrektor po krótkim przywitaniu oznajmił nam że dwie godziny temu miał telefon z UM - nie dostaniemy dofinansowania do wyjazdu dzieciaków . Zanim zdążył powiedzieć kolejne zdanie , na sali wśród rodziców zawrzało . Oj miał ciężkie zadanie , opanować to wzburzone towarzystwo , z resztą też sam był nieźle podenerwowany . Człowiek który ma swój staż , na stanowisku dyrektora szkoły , doskonale wie że część dzieci w ostatniej chwili nie pojedzie ,bo rodzicom braknie pieniędzy. Dzieci w tej szkole nie należą do grona bogatych , ich rodzice częściej nie pracują , albo pracują za najmniejszą krajową , ewentualnie są na świadczeniach .Dyrektor doskonale zdaje sobie sprawę że w tej szkole liczy się każda złotówka bo nawet „komitet rodzicielski „mało kto płaci . To dzięki zaangażowaniu Jego i na pewno części grona pedagogicznego dzieciaki mają wiele imprez i nagród .Kiedy pierwsze nerwy opadły poinformowano nas co mamy zapakować dzieciom , a w zasadzie dostaliśmy listę rzeczy niezbędnych i mnóstwo papierków do podpisania . Przekazano który nauczyciel jest opiekunem młodego człowieka przez dwa tygodnie. Omówiliśmy zasady dotyczące zdrowia , wycieczek , kieszonkowego . Zebranie było krótkie ale treściwe .Mnie poprosił wychowawca żebym jeszcze chwile została i porozmawiała o Młodym bo On nie ma z nim lekcji a chciałby żebyśmy byli wszyscy zadowoleni . Nie ukrywam że bardzo mi się spodobało takie podejście , napawa to optymizmem .Wychodząc ze szkoły spotkałam na korytarzu Dyrektora i jeszcze chwile też z Nim porozmawiałam . No cóż urzędnicy zrobili swoją decyzją wiele kłopotów i Jemu i nam rodzicom , bo jak teraz powiedzieć dzieciom że nie pojadą jak już torby prawie spakowane . Chamstwo Urzędu Miasta nie da się skomentować ( mówię o 200 zł na jednego ucznia dofinansowania ) jak można w ostatniej chwili zmienić zdanie . Chciałam iść do prezydenta miasta powiedzieć co o tym myślę ale Dyrektor zasugerował że narobię Mu tylko kłopotów , a tego bym nie chciała .Ja ustaliłam że zapłacę brakujące 200 zł w najbliższym dogodnym dla siebie terminie , tyle albo aż tyle Dyrektor poszedł mi na rękę za co Mu jestem wdzięczna
Nie dawno podano w telewizji że zapadł precedensowy wyrok w sprawie zabójstwa przez zaniechanie . Kobieta opiekowała się chorym ojcem , niestety potrzebowała pomocy w tej opiece , której nie mogła znikąd dostać . Teraz jednak kiedy Ona nie wytrzymała i wyszła z domu na dłuższy czas i ojciec zmarł . Państwo zamieniło Jej jedno więzienie na drugie .Wiem że jest mnóstwo osób którym się wydaje że opieka nad niepełnosprawną osobą jest prosta i łatwa . Z przykrością muszę to napisać że jest to nie prawda , opieka całodobowa jest ciężką harówką , codziennym kieratem . Im więcej dysfunkcji tym trudniej . Do tego jesteśmy społeczeństwem które albo się lituje , albo wyśmiewa . Już to pisałam ale napiszę jeszcze raz , możemy jeszcze poukładać sobie w głowie że ktoś jest chory i tu najczęściej jest współczucie - widząc osobę na wózku inwalidzkim , o kulach , z białą laską , z aparatem słuchowym . Jednak osoby z chorym mózgiem tak dobrze się nie mają – a tak naprawdę to One są skazane na samotność , ciągłą opiekę drugiej osoby . Najczęściej są kompletnie nie samodzielne a swoim zachowaniem zwracają na siebie uwagę innych .Smutne to jest że jesteśmy krajem kompletnie nie przygotowanym na osoby chore przewlekle i jeszcze długo nic się nie zmieni . Za to będziemy karać opiekunów prawnych przecież to prostsze .W tym tygodniu byliśmy w poradni ZP i Młody ma zmienione dawkowanie leków ich ilość zobaczymy jak organizm zareaguje . Jednak w aptece pani farmaceutka wydając leki zaczęła się śmiać – jak to możliwe że musi pani płacić jak ma pani wszystkie jako bezpłatne - no tak bezpłatne ale pozornie .Pani doktor wypisała już nam na nauczanie indywidualne w szkole na następny rok szkolny , oraz formularze na dwie komisje lekarskie . Tak w przeciągu dwóch miesięcy będziemy mieli aż dwie . Ponieważ pani orzecznik ostatnim razem nie popatrzyła na syna datę urodzenia to teraz My mamy zakręcony trudny czas , do wyjaśnienia wszystkiego nie będziemy mieli nawet ubezpieczenia zdrowotnego i nikt też się mnie nie będzie pytał czy mamy za co przeżyć tych kilka miesięcyPrezydent ciągle opowiada jak to mamy dobrze w tym kraju - kto ma dobrze to ma ,ale na pewno nie chorzy ludzie i ich opiekunowie
Jak co kilka miesięcy robię przegląd szafy od syna . Zawsze znajdzie się coś za małego . Tym razem jednak miałam jeszcze jeden powód , trzeba skompletować rzeczy na zieloną szkołę .Młody tradycyjnie podszedł do przymierzania w sobie wiadomy sposób – najpierw był krzyk , potem obrażanie , na koniec tupanie nogami i przeklinanie . No cóż moje nerwy zostały sprawdzone co do wytrzymałości – no niestety w końcu mój głos też poszedł do góry ( ileż można ? ) Przeciąganie liny wytrzymałości trwało może z piętnaście minut i w końcu można było zabrać się za właściwe zajęcie . Okazało się że tym razem nie jest źle trzeba dokupić tylko bieliznę i jakieś sportowe buty .Im bliżej wyjazdu tym bardziej się martwię jak te chłopaczysko sobie poradzi . W codziennym życiu z niczym sobie nie radzi a będzie musiał się ubrać odpowiednio do pogody . Co będzie z lekami , Jego agresją , złością ?
Moja zmarła ciocia powtarzała wszystkim aż do znudzenia - „ ma się wokół siebie ludzi dopóki człowiek jest potrzebny , coś znaczy i ma pieniądze „ Jako dziecko i nastolatka oczywiście , ani nie przywiązywałam się do tego , ani nie rozumiałam co to tak naprawdę znaczy .Dużo wody w rzece musiało upłynąć żebym powiedziała, Ciociu zgadzam się w 100% . Niestety okazało się że faktycznie tak jest . Pamiętam jak moje grono znajomych rosło w szybkim tempie , kiedy moje nazwisko zaczęło być rozpoznawalne w molochu w którym pracowałam . W domu nie można było nawet spokojnie obiadu zjeść - bo telefony dzwoniły . Najzabawniejsze było dla mnie , jak osoby które przez X lat próbowały mnie zniszczyć ,mniej lub bardziej oficjalnie , nagle - bardzo mnie lubiły . Ile w tym wszystkim było fałszu i hipokryzji ? Na szczęście mi nie odbiło i ciągle miałam swoich starych znajomych i przyjaciół .Moja maksyma życiowa się sprawdziła wtedy i sprawdza teraz . Dla mnie liczy się człowiek , a nie co osiągnę znając kogoś . Jestem takim dziwolągiem którego nie interesują , pieniądze , stołki , dyplomy .Cenię za to szczerość , mądrość , inteligencję , skromność , pracowitość , takie niby banalne cechy – tylko jest jedno ale , tego się nie kupi to się po prostu ma .Co do grona przyjaciół i znajomych w ostatnich latach wydawało mi się że poznałam kilka fajnych osób w realu , jednak okazało się że są tyle warci co znajomi z pracy . Kiedy byłam Im potrzebna to i owszem znali i telefon i adres , a teraz zostało tylko wspomnienie po Nich . Najlepsze hasło które się słyszało to „ jak Pani albo Ty będziesz czegoś potrzebować to zawsze możesz na mnie liczyć „ haha koń by się uśmiał .Liczyć to można - najlepiej na siebie , wtedy przynajmniej nie można się zawieść .Niedawno ktoś mi tłumaczył co to przyjaźń i tak słuchałam tej osoby i słuchałam i na koniec zadałam jedno krótkie pytanie – to w razie problemów pomożesz ?To co usłyszałam było smutne , ale chyba ten człowiek się zagalopował w swojej szczerości i powiedział zwyczajnie prawdę – nie , nie pomogę bo mam swoje życie i problemy .Może zostawię to bez komentarza !
Są takie rozmowy które niewiele dają niezależnie od ich długości . Moja w szkole z Panią Pedagog właśnie taka była .Już pisałam że Młody ma problem z zachowaniem ( niestety problem w domu się pogłębia ) i ze szkoły też przynosi jakieś bardzo dziwne wiadomości .Coraz bardziej zaczęłam się zastanawiać co się dzieje , więc zadzwoniłam do Wychowawczyni żeby się dowiedzieć u źródła czy mój niepokój jest uzasadniony .Niestety Pani nic nie wiedziała bo syna nie uczy ale powiedziała że się zorientuje i mi da zwrotną informację . Kiedy zadzwoniła i zaprosiła mnie do szkoły to nogi mi się ugięły a niestety nie chciała mi nic powiedzieć oprócz tego że będziemy rozmawiać z wszystkimi nauczycielami oraz z pedagogiem i psychologiem . Kiedy się rozłączyłyśmy mój mózg zaczął szybko pracować , co się dzieje , dlaczego nikt mnie nie powiadomił że jest niepokojąca sytuacja , na co Oni czekali ???No cóż kiedy wyznaczono termin spotkania okazało się że będę rozmawiać tylko z Pedagogiem . To już wiedziałam że nie będzie łatwo , bo już przecież rozmawiałyśmy ( pytanie czy można było nazwać to wówczas rozmową )Tak ta rozmowa też okazała się dziwna i nie wiele mi wyjaśniła . Pani Pedagog już zdążyła mnie zaszufladkować - że nie szanuje pracy nauczycieli w tej szkole , że nie mam do Nich zaufania , mało to że nastawiam syna przeciwko gronu pedagogicznemu . Ale to jeszcze nic kiedy usłyszałam że kiedy Młody chodził do klasy na lekcje , zamiast nauczania indywidualnego to przynajmniej rówieśnicy Go wychowywali . Poczułam się jak w matrixe – co ta kobieta do mnie mówi - czy ja jestem nienormalna ?Moim zdaniem od wychowywania jest opiekun prawny dziecka oraz szkoła a nie rówieśnicy .Jak tej kobiecie przyszło do głowy żeby oskarżać mnie o nastawienie Młodego przeciwko nauczycielom , to już jest kolejna herezja albo inaczej tworzenie własnej ideologii . Przy godzinnej rozmowie wyszło że nauczyciele też kłamią albo Pani Pedagog mówi nie prawdę .Czemu tak myślę o tuż próbowano mi wmówić że rozmawiała ze mną Pani z Polskiego w sprawie sadzenia kwiatów przez syna z Nią . Po pierwsze nikt do mnie nie dzwonił a po drugie co ma polski do sadzenia kwiatów myślę że chodziło o Panią z biologii to bardziej logiczne .Kiedy powiedziała że syn nie odrabia zadań domowych i rodzic jest od tego żeby pomóc dziecku to już zaczęłam się śmiać pod nosem . Koń by się uśmiał - od zerówki siedziałam z Młodym , uczyłam , tłumaczyłam , razem odrabialiśmy zadania . Napiszę to brzydko ale odwaliliśmy kawał dobrej roboty a tu taka informacja rodzic jest od pomagania . W ramach info dziecko już nie chce żebym Mu pomagała chce robić wszystko sam i owszem przestało się dziecku chcieć ale dostał jedynkę za brak zadania i podziałało znowu odrabia .Reasumując moje wnioski są następujące Pani Pedagog nie bardzo wie o czym mówi a jeszcze jedno , moim zdaniem ważniejsza sprawa to nie Ona powinna ze mną rozmawiać , tylko konkretni nauczyciele syna bo to Oni pracują z Synem na co dzień i wiedzą dokładnie co się na Ich lekcjach dzieje i złego , i dobrego