Szukaj na tym blogu FAS

sobota, 31 sierpnia 2013

Czym dla mnie jest adopcja?

W pierwszym poście rozbawiłam na pewno parę osób a może kogoś nawet wkurzyłam zdaniem.

Chcąc nie chcąc muszę poinformować was drodzy blogowicze o jednym – z powodów osobistych (piszę to tylko raz i nie pytać o to proszę) MÓJ SYN jest adoptowany a pisze to po to żebyście mnie nie ocenili.

Teraz po czasie na pisałabym  inaczej ten wpis , ale czy mądrzej ?

To przytoczone zdanie  na pewno jest bezsensowne od pewnych rzeczy uciec się nie da .

Czym dla mnie jest adopcja ?

Wielkim darem jakim jest  pokochanie jeszcze obcej osoby a już naszej, ze wszystkimi jej zaletami i wadami bezwarunkowo, nie oczekując nic w zamian. Wielką radością przebywania razem, patrzenia jak dorasta ,uczy się , bawi ,pokonuje trudności. Możliwością odkrywania i pokazywania  jemu świata .Dziecko w domu to tak jak ptaki w lesie.Najpiękniejszy las bez ptaków jest martwy a dom bez dzieci jest smutny szary , to dzieci dają radość i chęć życia.

Proces adopcyjny rozpoczyna się w momencie kiedy zdecydujemy się czy chcemy być rodzicami czy jesteśmy na to gotowi we własnej głowie oczywiście razem z mężem lub żoną . Zgłaszamy się do Ośrodka Adopcyjnego gdzie zaczyna się weryfikacja . Potrzebne są różne dokumenty celem pierwszej decyzji, następnie kilka spotkań z psychologiem i innymi fachowcami. Kiedy wszystko przejdziemy pozytywnie mamy zgodę na adopcję.W naszym przypadku cała procedura została zamknięta w kilkunastu tygodniach.

Następuje w tym momencie radość z którą myśmy dzielili się z rodziną , przyjaciółmi , współpracownikami. Nasz zakład dudnił na temat tej wiadomości między innymi dlatego że była potrzebna opinia pracodawcy i z sekretariatu już wypłynęły pewne fakty.

Ludzie otaczający nas zaczynają wypytywać -

chcecie chłopca czy dziewczynkę

starsze czy niemowlaka

ale na pewno zdrowe

I gdzieś tam w oddali od kolegi z pracy słyszę Ja bym tam czyjegoś bachora  nie wychowywał.

Pamiętam że z uśmiechem na ustach podeszłam do niego i bardzo grzecznie powiedziałam przecież nikt Ci nie każe moim mężem też nie jesteś więc w czym Masz problem , a dzieci to nie bachory , już się nie odezwał.

Myśmy adoptowali pierwsze dziecko zgodnie z tym co żeśmy oboje z mężem ustalili.Nasz tok myślenia był taki nasze też nie wiadomo czy byłoby dziewczynką czy chłopcem ,czy zdrowe , czy chore .

Mamy chorego syna i tylko się zastanawiam co jeszcze mogę dla Niego zrobić jak Mu pomóc czy jestem dobą matką ?

Nigdy nie podeszłam do adopcji jak do salonu z drogimi gadżetami na zasadzie mam złotą kartę i teraz mogę wybierać kupować.Moim zdaniem to tak nie powinno działać , dziecko nie jest dodatkiem do wystroju domu albo samochodu dopasowanym do mamusi i tatusia w markowych ciuchach którzy za chwilę wybiorą mu szkołę , karierę zawodową a następnie partnera ,a na koniec się dowie jak to ma być im dozgonne wdzięczny za wszystko bo gdyby nie oni to skończyłby w domu dziecka.

Pamiętajmy o tym żebyśmy podejmowali decyzje nie krzywdząc siebie i innych

JednZwielu

sobota, 24 sierpnia 2013

Euforia i dodatkowe bodźce

W tym tygodniu trochę spraw ruszyło z miejsca jestem zadowolona nie lubię stagnacji .Młody za to ma za dużo bodźców dodatkowych i mówi na okrągło buzia się nie zamyka.Wszystko opowiada co się w domu dzieje mama zrobiła to ... a mama kupiła to ...a ten pan co naprawiał ... Wytłumaczyć nie potrafię Synkowi że to nasze sprawy słyszę takie złe dobrze dobrze a za chwilę to samo.Pani w piekarni się śmieje Młody zadowolony że mu pani łóżko zmieniła patrzymy na siebie i się śmiejemy już obie znowu poopowiadał i słyszę odpowiedź przecież On jest taki słodki .Faktycznie musi to być prawdą bo nawet od pani z piekarni prezent urodzinowy dostał .Kupiliśmy już część wyprawki szkolnej tak się cieszył jakby pierwszy raz zeszyty widział kredki czy farby skakał , piszczał ,śpiewał. Marzyłoby mi się żeby ta euforia trwała cały rok .Byliśmy w ośrodku rehabilitacyjnym już po wakacyjnej przerwie na początku był bunt a później nie bardzo chciał do domu jak zaczął opowiadać to znowu końca nie było.Pojechaliśmy wyjaśniać sprawę do MOPS u dotyczącą dyskietki do lekarza trwało to dosyć długo zaczął się nudzić ale jakoś daliśmy radę jednak dalej jesteśmy nie ubezpieczeni ale to detal jest pani z synem na liście wszystko po załatwiamy powiedziała pani urzędniczka przemiłym ciepłym głosem widocznie koleżanka nie zdążyła.Dostał od Cioci i Wujka nową hulajnogę szczęścia mamy moc. Pierwsza służyła kilka lat i się w końcu rozleciała z nadmiernego użytkowania z tą pewnie będzie podobnie. Jednak widzieć radość młodego jak szaleje na hulajnodze bezcenne ;-) .Ciociu i Wujku DZIĘKUJEMY :) .Dzisiaj przywieźli nowe łóżko i okazało się grzyb nam meble w przedpokoju zjada i teraz Młody nie bardzo wie czy się cieszyć czy złościć bo jedna szafka z przedpokoju stoi teraz w łazience , dla mojego Pedancika to straszny problem. Odpowiedziałam już dzisiaj na mnóstwo pytań dotyczących łóżka nawet bym nie pomyślała że w tak prostej sprawie można tyle wymyślić. Przez trzy dni spał u babci mama mi opowiadała jak wieczorami u niej płakał i sam starał się pocieszać że to krótko że panowie przywiozą ...Mama powiedziała wiesz on Cię tak źle traktuje na co dzień a jak tylko Cie parę godzin nie widzi to żyć bez Ciebie nie może . Dzisiaj zrobił łóżka i oczywiście znowu jak coś nie wychodziło był zły nawet bajek oglądać nie chciał  ciekawe ile będzie trwać euforia nowego spania . Przyszły tydzień też będzie trudny i Syn będzie miał mnóstwo dodatkowych bodźców ciekawe jak to przeżyjemy oby na wesoło.

 

JednaZwielu ;-)

środa, 21 sierpnia 2013

Wspomnień czar

Kończę szkołę średnią i mam ostatnie praktyki już w moim przyszłym miejscu pracy. Dojeżdżam kilka przystanków pociągiem i zaczynam wpadać w przerażenie tak ma wyglądać całe moje życie ?Pocieszam się że najpierw dwa miesiące wakacji a dopiero później szarość dnia.Po wakacjach spędzonych na Mazurach (ale to już inna historia ) wracam już do pracy mam po załatwiane już wszystko w kadrach ( poznałam  fantastycznego kadrowca Mariana ) po paru godzinach płakać mi się chce nic a nic mi się to nie podoba , ten hałas , ludzie całe otoczenie nic tylko uciekać. Tak ma wyglądać moje życie do emerytury ( tak mi się wtedy wydawało ) ja tego nie zniosę myślałam na dworcu PKP siedząc na ławce w słoneczku czekając na pociąg w kierunku domu.Kolejne dni pracy mijają powoli sytuacja w moich oczach się pogarsza od połowy miesiąca wchodzę na zmiany a przecież podjęłam dalszą naukę do szkoły strasznie daleko a tu popołudniówki , nocki nie mam szans żeby sobie poradzić ale kierownika nie przekonałam ani w sposób grzeczny ani niegrzeczny.Ten niegrzeczny polegał najpierw na kłótni a na następnie trzasnęłam drzwiami tak mocno że ściana pękła.Współpracownicy zwątpili i stwierdzili że mam charakterek nie dam se w kaszę dmuchać.Dyżury na zmianie były dwu osobowe , okazało się że będę na zmianie z facetem to mnie jeszcze bardziej przeraziło bo na dodatek nie cieszył się zbyt dobrą opinią.Na pierwszej nocce pokazał mi na czym polegają poszczególne badania na co zwrócić uwagę jak odbierać telefony co jest bardzo ważne a co mniej jedno co mi się na pewno podobało to mniejszy hałas , zajęć nie brakowało ale było spokojniej.Spędzając ze sobą tyle czasu zaczęliśmy się poznawać, rozumieć zmieniła się opinia o moim koledze.Kierownik znowu się zastanawiał co ma zrobić zaczął przychodzić na krótkie kontrole na nockach i popołudniówkach jak nie mógł wejść drzwiami (miałem za daleko ) to wchodził oknem.Bawiło mnie to bardzo ale kiedy już był całkiem wściekły bo nie było plotek z naszej zmiany to powiedział hasło które rozbawiło całą załogę i przeszło do historii " Prywatnie to ja Was bardzo lubię ale służbowo nienawidzę "

Na jednej z pierwszych nocek robiąc rutynowe badania urządzeń zwróciłam uwagę na coś niezwykłego krzyknęłam  do Mirka żeby przyszedł , kiedy zobaczył co jest  stwierdził sieć tu i pilnuj najlepiej nie oddychaj od tego zależy ludzkie życie . Zrozumiałam wtedy dlaczego wybrałam taką szkołę i że to nie była pomyłka i te moje zworki , dzwonki , alarmy , są ważne a ja jeszcze muszę się wiele nauczyć żeby być jedną z najlepszych ale już nie w tym miejscu.Do pracy przychodziłam coraz bardziej zadowolona z większą radością powoli widząc sens tego co robię. Spędzając tyle czasu z Mirkiem zrozumiałam że te złe opinie były powodowane zazdrością i nie wiele miały wspólnego z rzeczywistością. Okazał się być koleżeński , opiekuńczy żeby nie powiedzieć czuły . Rozmawialiśmy z biegiem czasu na wszystkie tematy , samochodowe ,polityczne , techniczne , rodziny , dzieci, itd , przynosił na dyżury kanapki z szynką pomidorami cytrusy i inne frykasy nie do dostania w sklepie nawet na kartki . Dbaliśmy o siebie jak tylko potrafiliśmy najlepiej jak jedno chorowało to drugie się przejmowało ja w swojej szafce miałam Jego lekarstwa nasercowe nikt inny nie wiedział że jest chory ,jak ja się źle czułam to On dbał o mnie i odwoził do domu. Z naszej zmiany nic już nie wychodziło na zewnątrz skończyły się plotki. Nauczył mnie dużo interesował się elektroniką i sprzętem RTV sam składał między innymi" wierzę " po jakimś czasie ja też mu pomagałam jedną złożył dla mnie którą mama niedawno komuś dała, nie muszę dodawać że w sklepach taki sprzęt był nie do dostania .Nastał taki czas że rozumieliśmy się już bez słów.Pewnego dnia dzwoni koleżanka ze szkoły z informacją że u niej w pracy jest potrzebny konserwator urządzeń i że mam duże szanse na to stanowisko usłyszał tą rozmowę Mirek i się wściekł nie rozmawiał już ze mną nie dał sobie już nic wytłumaczyć . Ostatnie słowa jakie do mnie powiedział o to że on beze mnie tu nie zostanie i że jeszcze wszystkich zaskoczy. Było mi bardzo przykro i byłam zła zapomniał że chcę się rozwijać i umieć więcej a w tym miejscu było to niemożliwe kierownik nie znosił kobiet uważał że jesteśmy od rodzenia dzieci pilnowania pieluch i garów .Faktycznie zaskoczył bo rano złożył wypowiedzenie umowy z miesięcznym okresem wypowiedzenia a ja przeniesienie do innego zakładu . Zaskoczyliśmy wszystkich na zakładzie huczało oboje odeszliśmy z dniem pierwszego września nie odzywając się ani słowem do siebie . Tyle przebywając ze sobą i rozmawiając nie umieliśmy powiedzieć jak bardzo jesteśmy sobie bliscy słowo kocham oczywiście też nie padło nasza miłość została platoniczna. Spotkaliśmy się po jakimś czasie na ulicy nie mogąc wydusić słowa z siebie tylko nasze oczy miały iskierki byliśmy jak sparaliżowani , po chwili kiedy On odszedł mi poleciały łzy . Mój syn ma tą samą datę urodzenia co Mirek przypadek albo tam na górze ktoś chciał żebym zawsze pamiętała.Spotkałam Mirka jeszcze raz kiedy byłam dopiero co po ślubie siedziałam w samochodzie a On przeszedł obok mnie nie widząc mojej osoby wyglądał kapitalnie miał na sobie ciemny flauszowy płaszcz i wsiadał do ciemno zielonego mercedesa oczywiście jako kierowca serce mi waliło jak młot bałam się żeby mąż się nie zorientował .Do dzisiaj pamiętam jego imię i nazwisko oraz numer telefonu stacjonarnego .Chciałabym wiedzieć co u Niego słychać wiem jednak że jest to niemożliwe bo jeśli jest szczęśliwy to nie chciałabym niczego zniszczyć mnie zostają fajne wspomnienia musi starczyć ;-)


 

JednaZwielu

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Proza życia strach się bać

Tyle myśli w głowie kołacze że trudno je poukładać, rok szkolny się zbliża wielkimi krokami. Wyprawka do przygotowania już do gimnazjum ciekawe ile sklepów odwiedzę i ile wydam.  Po oglądałam zeszyty w markecie i jakość jest straszna owszem tanie ale pisać się nie bardzo da , książki kupimy dopiero na początku roku szkolnego damy radę nie mamy wyjścia.

Koszmar z  mieszkaniem  myślałam że już będzie po wszystkim a  tu jeszcze nie zaczęłam.Podobno mamy bezrobocie i walkę o klienta a ja czekam na kosztorys oceny mykologicznej już od czerwca tak się lekceważy klienta. Kiedy się to wszystko skończy nie mam najmniejszego pojęcia i ile nerwów jeszcze przy tym będzie,a miało być tak pięknie.To mieszkanie ma więcej wad niż zalet  ( źle wprawione okna , wilgoć na ścianach , źle zainstalowany piec gazowy do CO , drzwi antywłamaniowe w rzeczywistości to antywłamaniowe wydmuszki )

Moje stopy dalej bolą czasami jak diabli. Cały czas mam opatrunki a do września tyle dodatkowych zajęć.

Po dwóch miesiącach odebrałam całkowity wypis Młodego ze szpitala i oczywiście zdziwienie połączone ze zdenerwowaniem.Szpital wypisał całą biografię zdrowotną syna od urodzenia (spisał to z dokumentów które musiałam im dostarczyć ) po co to zrobiono nie mam pojęcia , ale to co ważne zrobione w połowie i odesłano do poradni klinicznej . Gdzie tu sens tych działań dlaczego nie zrobiono badań w całości ???

Zachowanie Młodego pogarsza się z dnia na dzień, załatwiłam wizytę u psychologa znalazł czas nawet tatuś , niestety nie wiele z tej pierwszej wizyty wynikło. Tata zapomniał że nie jest w sądzie tylko w gabinecie lekarski a sprawa dotyczy syna a nie jego osoby.Pani psycholog poprosiła żeby między czasie przyjechał na spotkanie z babcią Młodego ale niestety z tego co wiem nie pojechano na tą rozmowę .Bardzo żałuję że nie posłuchałam w sprawie syna ani adwokata ani lekarza ,bo i tak okazuje się że tylko mi zależy a cała reszta to pozory

Problem polega na tym ile jeszcze dam radę przecież jestem naprawdę już zmęczona i za niedługo to mi będzie potrzebny psychiatra a co z Młodym

Wizyta lekarska goni wizytę a tu okazało się że syn ma zablokowaną kartę czipową do lekarza i znowu trzeba wyjaśnić kolejną sprawę .

Pomyślał by kto że to sezon ogórkowy i wakacje , jakoś nie odpoczęłam i pewnie już nie odpocznę .

JednaZwielu 8-)

sobota, 10 sierpnia 2013

Złodziej w domu

Młody ósmego skończył czternaście lat , cieszył się  bardzo  już kilka dni wcześniej, ja natomiast miałam problem czym poczęstować gości w takie upały, lecz to co odkryłam nawet nie śniło by mi się w najgorszym horrorze . Dwie godziny przed przyjściem gości zajrzałam do mojej szkatułki z biżuterią i po chwili zamarłam nie było moich pamiątek ze złota.Serce najpierw przestało mi bić a następnie waliło jak młot patrzyłam i nie wierzyłam w to co widzę.Do przyjścia gości zaczęłam przeszukiwać całe mieszkanie i niestety bez efektu.Syn widział moją zmianę nastroju i zaczął mnie pocieszać nie mogłam Mu pokazać jaka jestem wściekła czułam się strasznie ale urodziny odbyły się normalnie. Wczoraj poszukiwań był ciąg dalszy ale niestety biżuterii brak. Ten co ukradł moje pamiątki widzi tylko złoto a ja straciłam coś więcej coś co nie da się kupić za żadną cenę. Ukradziono mi dobre chwile z czasów młodzieńczych kiedy dostałam swój pierwszy pierścionek od rodziców , fantastyczną chwilę zaręczyn bądź rocznic ślubu czy urodzin ,z tego ten wstrętny złodziej nie zdawał sobie oczywiście sprawy.Ktoś sobie pomyślał prowadzi dom otwarty dobrze jej tak  ale to o nie prawda nie prowadzę domu otwartego na liczyłam tylko siedem osób które były w moim mieszkaniu od początku roku i ja sama tego złodzieja wpuściłam bo jest wśród tej siódemki a myślę tak dlatego że nic innego nie zginęło a włamania też nie było .

Mam nadzieję że moja strata  temu komuś szczęścia nie przyniesie , odbije mu się czkawką  a złoto do mnie na  " piechotę wróci ". Na policję tego nie zgłoszę bo co powiem ( nie wiem kto mnie okradł i kiedy ) przecież pomyślą jakaś wariatka .

Udało się złodziejowi coś więcej NAPLUŁ mi w twarz i udowodnił że pomimo że mam ograniczone zaufanie do ludzi jemu się udało wywieść mnie w pole i zrobić na szaro.

ZŁODZIEJU  DZIĘKUJĘ  CI  ZA  KOLEJNĄ  LEKCJĘ  ŻYCIA   na pewno wyciągnę wnioski z tego co się stało.

 

JednaZwielu  :oops:

 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Zahartowanie i dorastanie , Szczecin a Dni Morza

Tak się jakoś w życiu plecie że jakaś informacja lub zdjęcie powoduje że zaczynamy wspominać.W Szczecinie kończą się Dni Morza jest to dla tych co już oglądali ów święto niesamowite przeżycie i to na lata.Kiedy  byłam dzieckiem z powodu choroby taty przez rok mieszkałam w tym pięknym mieście.Tata przez trzynaście miesięcy leżał no onkologii w szpitalu na Pomorzanach a ja z mamą mieszkałam u wujka.Teraz po latach mogę spokojnie napisać u Niezwykłego człowieka,miał malutkie mieszkanie bo tylko pokój z kuchnią, z ubikacją na korytarzu bez łazienki a przyjął do siebie i to na tak długo kuzynkę z małym dzieckiem.Odstąpił nam swoje łóżko a sam spał na polowym i nigdy nie narzekał.Mama jeździła do taty dwa razy dziennie raz rano ze śniadaniem drugi z obiadem i też nigdy nie słyszałam żeby narzekała .Ten rok życia był z jednej strony normalny a z drugiej stał na głowie a dla mnie jak się okazało był niezwykły okresem.Tata w szpitalu przeżył dwadzieścia sześć operacji (26) nie poddał się ani na minutą był otoczony fantastycznymi lekarzami ,ordynator dbał o personel i pacjentów.Dla mnie szpital stał się drugim domem w tamtych czasach dzieci do szpitala nie mogły wchodzić a ja miałam ekstra przepustkę wystawioną przez ordynatora i dyrektora a i tak zdarzało się że żandarm w spódnicy na portierni nie chciał mnie wpuścić , wtedy i tak lądowałam na oddziale ale jak desant przez różne podziemia szpitalne.Któregoś razu przyłapał mnie ordynator pytając czy już się tak znudziłam że zamiast z ojcem na oddziale jestem w brudowniku i czy wiem jakie to niezdrowe odpowiedziałam że pani portierka nie chciała mnie wpuścić do taty,zrobiło się zamieszanie poleciały głowy ,tata z mamą dostali po uszach a ja już bez przeszkód wchodziłam.Tata żeby nie zwariować jak się dobrze czuł pomagał przy innych chorych miał na to zgodę szefostwa nauczył się zmieniać opatrunki ,podawał kroplówki a do tego stał się masażystą co w późniejszych czasach okazało się bezcenne .Ja w wieku sześciu lat robiłam opatrunki oczywiście nauczyłam się ich z ciekawości, do dziś zrobię każdy rodzaj opatrunku i nie istotne na jakiej części ciała .Kiedyś mama przed wejściem do szpitala w kiosku kupiła mi portfel w kształcie spodni (granatowo czerwony) i powiedziałam tacie że ubiorę Go w nie i porwę z tego szpitala tata się roześmiał a po chwili zobaczyłam łezki w jego oczach.Tata był karmiony przez sąde i potrzebował specjalnie przygotowanego jedzenia. Posiłek dwa razy przemielony przez maszynkę a następnie przetarty przez sitko bardzo drobne wszystko sycące ale w płynie .Mama za dużo czasu dla mnie nie miała ale lubiłyśmy chodzić na spacery na Wały Chrobrego , latem poopalać się z tyłu budynku ,a jak wujek się zgodził zastąpić mamę to parę razy pojechałyśmy na wycieczkę do NRD albo do Świnoujścia były to niezwykłe chwile .Na plaży oczywiście się zgubiłam i sama odnalazłam tylko dzięki mojej dziecięcej ciekawości, miałyśmy koszyk do opalania o numerze 55 i zapamiętałam dwie piątki ,więc jak się zgubiłam to podeszłam do pierwszej pani i poprosiłam o zaprowadzenie do koszyka co ma dwie piątki , taka byłam spryciula .Kiedy niejechałam do taty to zostawałam pod opieką wujka w zakładzie krawieckim bardzo mi się tam podobało albo z kimś innym ale z innymi zostawać nie lubiłam wolałam sama bawić się na podwórku.Przez długi czas dokuczała mi od sąsiadki córka o imieniu Agnieszka nie potrafiłam sobie z nią poradzić i któregoś razu tata zwrócił uwagę na moją smutną minę, kiedy powiedziałam o co chodzi dał mi dobrą radę nie zaczepiaj ale jak ktoś ci dokucza i nie ma zamiaru przestać a zwłaszcza bije to po to masz ręce żeby mu oddać . W ten oto sposób kiedy Agnieszka znowu postanowiła zabawić się moim kosztem po prostu oberwała , ona poszła na skargę do swojej mamy,w skutek czego nasze mamy przeprowadziły poważną rozmowę a w rezultacie Agnieszka dostała drugi raz od ojca a ja miałam już święty spokój. W Szczecinie nauczyłam się grać w paletki ,kapsle , dwa ognie , bawić z dziećmi .Dzięki wilczurowi od wujka szalałam na sankach , biedny pies czasami nie wiedział kogo z nas ma pilnować .Dzięki szaleństwu panującej mody chodzenia w papciach po ulicy spadłam ze schodów rozwaliłam głowę , oczywiście nadawała się tylko do szycia.Zabawne było jak przerzucali na siebie winę kto mi pozwolił ale w efekcie w papciach już z domu nie wyszłam.Był to dla mnie czas niezwykły który zahartował mnie na dalsze życie tam wydoroślałam chociaż byłam dzieckiem, i właśnie wtedy zobaczyłam piękne fregaty na Dniu Morza oraz pierwsze w swoim życiu sztuczne ognie , i ludzi bawiących się przy muzyce . Do Szczecina za witałam jeszcze raz z rodzicami ale to był Stan Wojenny same wyrabianie przepustek to już była sztuka. Ordynator i personel witał tatę z kwiatami chorzy nie wiedzieli o co chodzi ,wtedy dowiedziałam się że tato wygrał z rakiem chociaż na początku miał nikłe szanse.

Szczecin okazał się bardzo szczęśliwym miastem

JednaZwielu :-P

 

 

czwartek, 25 lipca 2013

Druga strona oblicza.

Wstałam dzisiaj już w jakimś melancholijnym nastroju jeszcze nie wstałam, a już płakać mi się chciało sama nie wiem dlaczego. Młody jest u taty i babci więc mam czas tylko dla siebie. Paczę na pokój i sama sobie mówię po co ja żyję, codziennie to samo, po butka , higiena ,kawa ,zakupy ,obiad, między czasie sprzątanie , pranie ,  prasowanie ,popołudniowa kawa, telewizor , kolacja , znów telewizor rozmowa ze snem przez telefon ,powrót do telewizora i albo spanie albo nocne koszmary.Taka szarówka mnie dobija gdzie tu radość życia już wolę jak mam mnóstwo zajęć .Wczoraj rozmawiając z byłym mężem usłyszałam jak to syn ma do niego pretensje, za rozpad rodziny ja chyba też jestem wściekła, za to że się tak pomyliłam co do jego osoby czemu tak grał , czemu tak zawiódł , czemu muszę bez przerwy tłumaczyć praktycznie to samo. Nie znam odpowiedzi na bardzo wiele własnych pytań .Tęsknię za moim trzypokojowym mieszkaniem, za wyjazdami, za wczasami, za chodzeniem po sklepach bez liczenia pieniędzy.Wiem powinnam się cieszyć z tego co mam, ale czy aby na prawdę przecież rozwód to porażka , zmiana statusu życia na gorszy to też raczej nie powód do dumy , choroby nie napawają też optymizmem , a żyć tylko wspomnieniami się nie do.Ludzie idą do przodu a ja stoję w miejscu żeby nie powiedzieć że się cofam , do tego czy aby jestem dobrą matką , były z kuzynką swoją zarzuca mi że jestem do  niczego, że źle wychowuję syna.Na pewno chciałabym żeby nasze życie było łatwiejsze i radośniejsze.I tak pokazałam drugie oblicze, bo ja też mam złe depresyjne dni.

JednaZwielu

sobota, 20 lipca 2013

Upśledzenie umysłowe a zrozumienie na codzień.

Tak nam się wydaje że jesteśmy inteligentni , mądrzy, wy kształceni ,tolerancyjni można by mnożyć nasze cechy pozytywne a tu kompletna klapa żeby nie powiedzieć porażka.Możemy zrozumieć ludzi na wózku , o lasce, niewidomych ale kompletnie nie rozumiemy ludzi z upośledzeniem umysłowym. Ja matka dziecka chorego sama mam z tym ogromny problem, i nie że się nie staram ja po prostu mam ciągły brak wiedzy.Jak ktoś nie chodzi i jeździ na wózku to na nim jest i tyle , a tu w głowie ciągle się zachowanie zmienia.Obecnie młody człowiek chodzi po ulicy i brzęczy,buczy,śpiewa ,huśta się czasami mnie albo kogoś bliskiego na ulicy opierniczy tak że wszyscy zwrócą uwagę.W tym tygodniu byłam z synem u neurologa i mówię o kolejnym dziwnym zachowaniu młodego, odpowiedź pani doktor była natychmiastowa - mama się nie doszkoliła z pełnym uśmiechem na twarzy (lekarza) nie muszę pisać o moim zaskoczeniu jak to pani doktór no tak - wszystko mieści się w normie jego choroby oczywiście.Lekarka patrząc na mnie zrozumiała że jest to dla mnie jednak szok.Przecież Pani wie że nie ma żadnego lekarstwa na choroby syna, tak wiem przeczytałam już wiele stron w internecie.Ma mieć Pani grubą skórę i stać za synem jak mur bronić kiedy trzeba, tłumaczyć jak się da ,a synowi nie pozwolić wejść na głowę.Młody jest porządnie zaopiekowany ma wszystko co mu do szczęścia potrzeba spotkamy się jak już będą wszystkie wyniki powodzenia .Tak zakończyła się wizyta u specjalisty a ja zostałam z własnymi przemyśleniami.Co mnie jeszcze zaskoczy w tych chorobach i w zachowaniu gdzie mam się jeszcze dowiedzieć co jest normą i jak to wytłumaczyć sobie i innym.

Dzisiaj syn pojechał na tydzień do taty nie mógł się doczekać tak się cieszył od kilku dni każdy dzień wydawał mu się wietrznością.Ponieważ były mąż mieszka ze swoją mamą musiałam  jeszcze poważnie porozmawiać na temat Młodego zwłaszcza o wizycie u pani neurolog zdziwienie było wielkie oczy jeszcze większe to jak ja mam to wytłumaczyć mamie ,sąsiadom dodałabym rodzinie.

W naszych rodzinach są osoby z różnym wykształceniem, na  różnych stanowiskach od tych dyrektorskich i tytułów profesorskich do sprzątaczki włącznie potrafimy siedzieć przy jednym stole i rozmawiać a tu nie można zrozumieć potrzeb i zachowania jednego młodego człowieka zwłaszcza rodzina byłego męża ma z tym problem .

Mam nadzieję że nasze doświadczenia komuś pomogą i uświadomią jakim zagrożeniem jest alkohol w ciąży.


JednaZwielu

sobota, 13 lipca 2013

Wspomnienia jak zostaliśmy szczęśliwą rodziną

Jest pewne popołudnie dzwoni telefon .Telefon z dobrą od dawna wyczekiwaną wiadomością, proszę przyjechać jutro rano ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami dla dziecka oraz potrzebnymi dokumentami ,po odłożeniu słuchawki byliśmy zdziwieni, zaskoczeni i szczęśliwi. Całą noc nie mogliśmy spać, adrenalina działała pół nocy przegadaliśmy, resztę przechodziłam pięć razy sprawdzałam czy nic nie zapomnieliśmy, nie mogłam doczekać się rana mąż też był bardzo przejęty. Kiedy dotarliśmy pod kancelarię to okazało się że jesteśmy za wcześnie,  nikogo nie było po nie przespanej nocy myślała że trochę się zdrzemnę albo że przynajmniej zamknę na chwilę oczy, ale nic z tego różne myśli i dalsza niepewność nie pozwoliły na to .Pomimo brzydkiej pogody wyszliśmy z samochodu, nie umieliśmy już wysiedzieć w miejscu, zaczęliśmy spacerować .W końcu przyjechał nasz dobry duch powiedział jaki jest plan i zaczęliśmy go realizować ,kilka godzin niepokoju to radości to strachu.Ze zdumieniem patrzę jak dobry duch działa jaki jest operatywny, w końcu mamy wymarzony dokument jedziemy do szpitala już bardzo szczęśliwi i nie wierzymy że dzieje się to naprawdę. Docieramy na oddział załatwiamy wypis i pozostałe formalności ,na oddziale wielka euforia nie tylko my się cieszymy ale pielęgniarki lekarze wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani.Pani ordynator osobiście ubierała młodego, daje ostatnie wskazówki rozstawiała wszystkich po kątach i w końcu jesteśmy gotowi do wyjścia. Przez cały czas młody ani na chwilę nie zapłakał cały czas się uśmiechał. Żegnani przez personel ze łzami w oczach wychodzimy do domu,  w windzie rozpłakałam się ja bóbr trzymałam mój skarb największy skarb i beczałam.Do windy wszedł też z nami lekarz, który mnie widząc zapłakaną zapytał co się stało, odpowiedziałam krótko, to ze szczęścia. Lekarz był bardzo miły pogratulował nam i wskazał gdzie załatwimy macierzyński  nie roczny tylko dwu miesięczny.Jest już popołudnie jedziemy nareszcie do domu szczęśliwi.Po drodze z przygodami bo przed naszą miejscowością mamy blokadę policyjną,musieli kogoś groźnego szukać przeszukali nam auto i puścili w dalszą drogę .Docieramy na reszcie do domu jesteśmy zmęczeni, adrenalina zaczyna schodzić tata pobiegł zaraz do apteki po mleko i witaminy, a ja pokazuje synowi nowe otoczenie, nie płacze tylko się dalej uśmiecha. Za chwilę przychodzi tata z apteki, a za nim teście pod wieczór dociera mama z wózkiem zresztą bardzo ładnym.Tej nocy też nie spałam ale to już z niedowierzania i szczęścia.I tak zostaliśmy szczęśliwą rodziną.

JednaZwielu

sobota, 6 lipca 2013

Moja historia życia w pigółce

Czytałam ostatnio bloga który pisze ojciec chorej dziewczynki. Mówiąc szczerze to jeden post rodzina przeżyła z malutką bardzo ale to bardzo wiele , zaskoczył mnie niektóre zdania, bała bym się zapytać jak się czuje  córeczka bo mógłby mnie wzrokiem zabić albo  jak ironizuje z problemów innych bo tylko on przeżył swoje. Mnie pytają się jak to jest że nie narzekam nie stękam. Mnie też chwytają doły łzy mało kiedy lecą bo już mi ich brakło,ale nie złoszczę się bez powodu na ludzi.Ja od dziecka choruję na nie uleczalną chorobę która daje się poważnie we znaki czasami z bólu chodzę po ścianach, nocy ile nie przespałam nie sposób policzyć.Kiedy poznałam przyszłego męża to na drugiej randce powiedziałam na co choruję żeby nie robić nie potrzebnych nadziei. Wyszłam za niego po paru miesiącach a po piętnastu latach się dowiedziałam jak mu ze mną jest źle bo moja choroba ...Jakoś nie przeszkadzała mu jak jeździł po europie na wczasy nie martwił się o rachunki ciuchy oczywiście markowe co trzy lata zmieniony samochód na lepszy model.A ja głupia niczego nie widziałam jeszcze współczułam jaki jest przemęczony.Dopiero koleżanka w pracy mnie oświeciła kobiet co ty robisz zobacz jesteś w pracy ile się zwolnisz z powodu syna sama chodzisz do pracy często chora ,robisz zakupy , sprzątasz ,pierzesz ,gotujesz ,prasujesz dbasz o niego i syna odkąd zrobiłaś prawko to jeszcze dbasz o samochód nie zapomnij że jeszcze jesteś przewodniczącą związków zawodowych .Mnie by doby brakło a on jeszcze zadzwoni do ciebie z pretensjami kiedy ty wypoczywasz i dbasz o siebie ?Jak powiedziałam po latach dość to przestałam być lubiana przez rodzinę męża stałam się tą złą a on ten biedny i tak biedny jest do dziś .Myślałam że rozwód minie polubownie i podział majątku . Ale on wiedział co traci więc się pomyliłam przez dwa lata przeżywałam piekło na ziemi włącznie z tym że nie miałam z synem gdzie mieszkać ani za co żyć , miałam złotówkę w portfelu chorego syna pod opieką byłam bez pracy bo ze względu na swoją chorobę która zaczęła galopować i zagrażało to już mojemu życiu zwolniłam się z pracy bo od orzecznika ZUS usłyszałam że z morfiną da się pracować .Moim zdaniem się nie da . Mój ojciec nie żyje bardzo mi go brakuję zmarł nagle przewalczył raka a dopadł go zawał co za ironia . A mój były mąż był tak przekonywujący że nawet w pewnym okresie moja mama była przeciwko mnie i dała mi to dobrze odczuć . Nie poddałam się zacisnęłam pięści i zęby i "walczyłam " o siebie .Chciałam mieć w końcu spokój dla siebie i syna . Musiałam uwierzyć że jestem jeszcze coś warta że nie jestem nikim jak słyszałam przez lata .Pomogłam w życiu wielu osobom do pracy przychodziłam uśmiechnięta na wszystko miałam czas ( nawet jak go nie miałam ) trafiłam w pracy jak każdy na różnych ludzi z jednymi się zakolegowałam z innymi nie jedni mnie lubili inni nienawidzili ale wszyscy szanowali i to w tym wszystkim jest najdziwniejsze . Za to nikt nie wiedział co się u mnie w domu działo.Słuchałam problemów innych załatwiałam ważne bardzo często życiowe sprawy innych a sama nikomu do niczego się nie przy znawałam .Dopiero przyjaciele zaczęli mówić co widzą bez nich na pewno nie dałabym sobie rady.Choroba syna ciągle postępuje ja się starzeję i ciągle o wszystkich martwię z mamą się pogodziłam u niej chorób też nie brakuje. Lubie ludzi ale im nie ufam jak się czasami śmieję ja już sama sobie nie ufam.Za bardzo w życiu dostałam w kość za dużo widziałam i słyszałam nikogo jednak nie oceniam często nie rozumiem ale nie oceniam .Ciągle noszę obrączkę nie potrafię się z nią rozstać czasami brakuje kogoś na tyle bliskiego żeby się do niego przytulić albo usłyszeć nie martw się dasz radę  lub damy radę ja ci pomogę nie jesteś z tym sama. Ale ja wiem że jestem ze wszystkim sama z każdym problemem , sprawą. chorobą muszę wszystko unieść i nie ma sensu narzekać trzeba cieszyć się z tego co się ma a ludzie są byli i zostaną różni najczęściej inni niż byśmy chcieli

JednaZwielu

środa, 3 lipca 2013

Egoizm,miłość,szacunek i sprawy codzienne

Od początku pisania bloga bardzo bałam się żeby nie okazał się grafomanią mamy chorego dziecka ale już tych wątpliwości nie mam.W czerwcu ukazał się artykuł "Rodzice niepełnosprawnych dzieci " to co napisała Pani Redaktor nawet mi się podoba z tym że jestem na pewno mało krytyczna bo jest też o mnie i młodym. Zaskoczyły mnie na pewno niektóre komentarze są wręcz bulwersujące ludzie którzy nie mają pojęcia o czym piszą są tacy jadowici. Ktoś wychował ich na prawdziwych EGOISTÓW ciekawe co zrobią jak im zaczną przydarzać się prawdziwe nieszczęścia może wtedy sami poddadzą się eutanazji a swoją chorą rodzinę wystawią pod most Ludzie KTO WAS  TAK  WYCHOWAŁ. Bardzo mi się PODOBAŁ komentarz nauczycielki która pisała o świetnych dzieciakach ze swojej szkoły zresztą nie jest ona integracyjna dla których kolega czy koleżanka jest kimś ważnym niezależnie od niepełnosprawności. Mam nadzieje że jak dorośli tego nie zniszczą to powoli tolerancja zacznie być OK .

Młody cieszy się wakacjami właśnie "wrócił z roweru ", jest po komisji orzekającej niepełnosprawność.Tym razem żadnych problemów nie było.Czeka mnie teraz załatwianie i wypełnianie papierów na świadczenie pielęgnacyjne dowiem się co zmieniła ustawa która weszła od pierwszego lipca.

Załatwiam  po kolei zalecenia poszpitalne nie jest łatwo przychodnie porozrzucane po kilku miastach już to widzę na przyszłość bo jak się doda tych specjalistów do których już chodziliśmy będzie ciekawie.Około 15 lipca powinna odebrać całkowity wypis ze szpitala powinny być już wszystkie wyniki

Moja noga prawa już zdrowa a lewa jeszcze się leczy.W tym tygodniu już sama zawiozłam Młodego na rehabilitację bo w zeszłym zaprowadziła go córka kuzynki żartowała że zrobiła z nim niezły bieg bo syn niestety uciekał.Na zajęcia pójdziemy jeszcze raz a później trochę odpoczynku

JednaZwielu

 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Lewa jeszcze trzy tygodnie,szpital w biegu wyniki za miesiąc

Dzień za dniem mija stopy się leczą.Lewa niestety będzie goić się dłużej. Młodemu pomagać się niestety coraz mniej chce.W ubiegły poniedziałek pojechał po nauczycielce  kobieta kompletnie sobie nie radzi. Dobrze że rok szkolny się już kończy na drugi rok nie będzie miał z nią już ani jednej lekcji. Jedenastego czerwca Młody trafił do szpitala na badania byłam w totalnym szoku wszystko szło bardzo sprawnie kiedyś spędził by w szpitalu dwa tygodnie teraz dwa i pół dnia i zdążyli zrobić wszystko.W ciągu dnia był pod opieką babć i taty a na noc zostawał sam ja byłam w kontakcie telefonicznym.Jak wybudził się po narkozie to mnie maksymalnie rozśmieszył "mama ja spałem ale ja jeszcze nic nie jadłem a jest już po drugiej i trochę mi się kręci w głowie ale tylko trochę ",napisał bardzo ładną laurkę jak patrzył w niebo i tęsknił kiedy nie mógł spać. Zaleceń po szpitalu jest tyle że wyprowadzę się do przychodni będzie prościej pytanie tylko do której bo żadna nie ma tylu specjalistów co potrzebuje mój syn. Byłam już wielokrotnie u okulisty i nic młodemu nie stwierdzono a tu problem ze wzrokiem.Młodemu choroby szybciej się doklejają niż reformuje się służba zdrowia. Część wyników będzie dopiero za miesiąc.W końcu mamy ładną pogodę chłopak jeździ na rowerze , hulajnodze maszeruje z kijkami.

JednaZwielu

niedziela, 9 czerwca 2013

Grafomania a nogi w życiu codziennym.

Grafomani ciąg dalszy  w piątek spadając z jednego schodu uszkodziłam obie stopy. Zrobiło się śmiesznie ale i strasznie przecież wychowuję chorego syna. Sami nie damy sobie rady to oczywiste. Dziwne nawet przez moment nie bałam się co będzie.Młody stara się jak potrafi na miarę swoich możliwości , oczywiście buczy też. Pomaga babcia ,przyjaciele jak zwykle nie zawiedli zaraz było jak ci pomóc ale najbardziej zdziwił mnie tata młodego.Zrobili z synem w sobotę zakupy, ugotowali obiad ,wyprali pranie ,posprzątali .Młody się złościł jak coś nie wychodziło. Najważniejsze jednak byli drużyną pomagali sobie nawzajem .Uszkodzone stopy udowodniły że dziecku potrzebni są oboje rodzice nawet po rozwodzie ,a ludzie mogą się dogadać nawet wtedy jak dzieli ich przepaść. Po woli dajemy sobie radę cztery tygodnie szybko miną Na ośrodku rehabilitacji pomaga kuzynka kiedy zadzwonię to zawsze pomoże.I tak mieszkając tylko we dwoje wcale nie jesteśmy sami

 

JednaZwielu ;-)

sobota, 1 czerwca 2013

Dzieciaki a deficyty.

W ostatnim czasie parę osób zapytało mnie o to czy spotykam się z nietolerancją i to jest dziwne jak na nasz kraj bo oficjalnie nie ma takiego problemu wcale. Dominuje za to fałsz i obłuda .Tak naprawdę nie wiem co gorsze dla mnie, i to i to jest po prostu obrzydliwe. Dochodzę do wniosku że bardziej rozumiem chore osoby i lepiej się czuję w ich otoczeniu niż wśród tag zwanych zdrowych. Chorzy ludzie a zwłaszcza dzieci są szczere życzliwe i bardzo otwarte, jak odbieram syna z ośrodka rehabilitacyjnego spotykam grupę dzieciaków która wraca po zajęciach minibusem do domów (dzieciaki są naprawdę bardzo chore mają różne deficyty) ale te co mówią to każde się przywita uśmiechnie jest po prostu fajnie nikt przed nikim nie gra.Od kilku miesięcy mieszkam w nowym miejscu i kompletnie nie rozumiem tych ludzi a podobno są "zdrowi " .Czuję się w tym miejscu po prostu źle .Są to młodzi ludzie którym się wszystko należy bo Oni tak chcą.Plotek po budynku chodzi tyle że aż strach drzwi otwierać bo z każdej igły wyjdą widły.Z każdym po imieniu nie ważna różnica wieku  bo inaczej to dziwoląg z ciebie.Zapomniałam dodać że osoby zamieszkujące ów budynek mają swoje mieszkania wykupione na własność i to nie za złotówkę.Rodzice nauczyli przebojowości ale jak dla mnie o reszcie zapomnieli.A moje dzieciaki z ośrodka przebojowości nikt na pewno nie nauczy za to nie brakuje im całej reszty. Dla mnie to ci zdrowi mają deficyty i powinni uczyć się od "chorych"

wszystkiego najlepszego dużo radości i zdrowia dla wszystkich dzieci

JednaZwielu ;-)