Szukaj na tym blogu FAS

sobota, 20 lipca 2013

Upśledzenie umysłowe a zrozumienie na codzień.

Tak nam się wydaje że jesteśmy inteligentni , mądrzy, wy kształceni ,tolerancyjni można by mnożyć nasze cechy pozytywne a tu kompletna klapa żeby nie powiedzieć porażka.Możemy zrozumieć ludzi na wózku , o lasce, niewidomych ale kompletnie nie rozumiemy ludzi z upośledzeniem umysłowym. Ja matka dziecka chorego sama mam z tym ogromny problem, i nie że się nie staram ja po prostu mam ciągły brak wiedzy.Jak ktoś nie chodzi i jeździ na wózku to na nim jest i tyle , a tu w głowie ciągle się zachowanie zmienia.Obecnie młody człowiek chodzi po ulicy i brzęczy,buczy,śpiewa ,huśta się czasami mnie albo kogoś bliskiego na ulicy opierniczy tak że wszyscy zwrócą uwagę.W tym tygodniu byłam z synem u neurologa i mówię o kolejnym dziwnym zachowaniu młodego, odpowiedź pani doktor była natychmiastowa - mama się nie doszkoliła z pełnym uśmiechem na twarzy (lekarza) nie muszę pisać o moim zaskoczeniu jak to pani doktór no tak - wszystko mieści się w normie jego choroby oczywiście.Lekarka patrząc na mnie zrozumiała że jest to dla mnie jednak szok.Przecież Pani wie że nie ma żadnego lekarstwa na choroby syna, tak wiem przeczytałam już wiele stron w internecie.Ma mieć Pani grubą skórę i stać za synem jak mur bronić kiedy trzeba, tłumaczyć jak się da ,a synowi nie pozwolić wejść na głowę.Młody jest porządnie zaopiekowany ma wszystko co mu do szczęścia potrzeba spotkamy się jak już będą wszystkie wyniki powodzenia .Tak zakończyła się wizyta u specjalisty a ja zostałam z własnymi przemyśleniami.Co mnie jeszcze zaskoczy w tych chorobach i w zachowaniu gdzie mam się jeszcze dowiedzieć co jest normą i jak to wytłumaczyć sobie i innym.

Dzisiaj syn pojechał na tydzień do taty nie mógł się doczekać tak się cieszył od kilku dni każdy dzień wydawał mu się wietrznością.Ponieważ były mąż mieszka ze swoją mamą musiałam  jeszcze poważnie porozmawiać na temat Młodego zwłaszcza o wizycie u pani neurolog zdziwienie było wielkie oczy jeszcze większe to jak ja mam to wytłumaczyć mamie ,sąsiadom dodałabym rodzinie.

W naszych rodzinach są osoby z różnym wykształceniem, na  różnych stanowiskach od tych dyrektorskich i tytułów profesorskich do sprzątaczki włącznie potrafimy siedzieć przy jednym stole i rozmawiać a tu nie można zrozumieć potrzeb i zachowania jednego młodego człowieka zwłaszcza rodzina byłego męża ma z tym problem .

Mam nadzieję że nasze doświadczenia komuś pomogą i uświadomią jakim zagrożeniem jest alkohol w ciąży.


JednaZwielu

sobota, 13 lipca 2013

Wspomnienia jak zostaliśmy szczęśliwą rodziną

Jest pewne popołudnie dzwoni telefon .Telefon z dobrą od dawna wyczekiwaną wiadomością, proszę przyjechać jutro rano ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami dla dziecka oraz potrzebnymi dokumentami ,po odłożeniu słuchawki byliśmy zdziwieni, zaskoczeni i szczęśliwi. Całą noc nie mogliśmy spać, adrenalina działała pół nocy przegadaliśmy, resztę przechodziłam pięć razy sprawdzałam czy nic nie zapomnieliśmy, nie mogłam doczekać się rana mąż też był bardzo przejęty. Kiedy dotarliśmy pod kancelarię to okazało się że jesteśmy za wcześnie,  nikogo nie było po nie przespanej nocy myślała że trochę się zdrzemnę albo że przynajmniej zamknę na chwilę oczy, ale nic z tego różne myśli i dalsza niepewność nie pozwoliły na to .Pomimo brzydkiej pogody wyszliśmy z samochodu, nie umieliśmy już wysiedzieć w miejscu, zaczęliśmy spacerować .W końcu przyjechał nasz dobry duch powiedział jaki jest plan i zaczęliśmy go realizować ,kilka godzin niepokoju to radości to strachu.Ze zdumieniem patrzę jak dobry duch działa jaki jest operatywny, w końcu mamy wymarzony dokument jedziemy do szpitala już bardzo szczęśliwi i nie wierzymy że dzieje się to naprawdę. Docieramy na oddział załatwiamy wypis i pozostałe formalności ,na oddziale wielka euforia nie tylko my się cieszymy ale pielęgniarki lekarze wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani.Pani ordynator osobiście ubierała młodego, daje ostatnie wskazówki rozstawiała wszystkich po kątach i w końcu jesteśmy gotowi do wyjścia. Przez cały czas młody ani na chwilę nie zapłakał cały czas się uśmiechał. Żegnani przez personel ze łzami w oczach wychodzimy do domu,  w windzie rozpłakałam się ja bóbr trzymałam mój skarb największy skarb i beczałam.Do windy wszedł też z nami lekarz, który mnie widząc zapłakaną zapytał co się stało, odpowiedziałam krótko, to ze szczęścia. Lekarz był bardzo miły pogratulował nam i wskazał gdzie załatwimy macierzyński  nie roczny tylko dwu miesięczny.Jest już popołudnie jedziemy nareszcie do domu szczęśliwi.Po drodze z przygodami bo przed naszą miejscowością mamy blokadę policyjną,musieli kogoś groźnego szukać przeszukali nam auto i puścili w dalszą drogę .Docieramy na reszcie do domu jesteśmy zmęczeni, adrenalina zaczyna schodzić tata pobiegł zaraz do apteki po mleko i witaminy, a ja pokazuje synowi nowe otoczenie, nie płacze tylko się dalej uśmiecha. Za chwilę przychodzi tata z apteki, a za nim teście pod wieczór dociera mama z wózkiem zresztą bardzo ładnym.Tej nocy też nie spałam ale to już z niedowierzania i szczęścia.I tak zostaliśmy szczęśliwą rodziną.

JednaZwielu

sobota, 6 lipca 2013

Moja historia życia w pigółce

Czytałam ostatnio bloga który pisze ojciec chorej dziewczynki. Mówiąc szczerze to jeden post rodzina przeżyła z malutką bardzo ale to bardzo wiele , zaskoczył mnie niektóre zdania, bała bym się zapytać jak się czuje  córeczka bo mógłby mnie wzrokiem zabić albo  jak ironizuje z problemów innych bo tylko on przeżył swoje. Mnie pytają się jak to jest że nie narzekam nie stękam. Mnie też chwytają doły łzy mało kiedy lecą bo już mi ich brakło,ale nie złoszczę się bez powodu na ludzi.Ja od dziecka choruję na nie uleczalną chorobę która daje się poważnie we znaki czasami z bólu chodzę po ścianach, nocy ile nie przespałam nie sposób policzyć.Kiedy poznałam przyszłego męża to na drugiej randce powiedziałam na co choruję żeby nie robić nie potrzebnych nadziei. Wyszłam za niego po paru miesiącach a po piętnastu latach się dowiedziałam jak mu ze mną jest źle bo moja choroba ...Jakoś nie przeszkadzała mu jak jeździł po europie na wczasy nie martwił się o rachunki ciuchy oczywiście markowe co trzy lata zmieniony samochód na lepszy model.A ja głupia niczego nie widziałam jeszcze współczułam jaki jest przemęczony.Dopiero koleżanka w pracy mnie oświeciła kobiet co ty robisz zobacz jesteś w pracy ile się zwolnisz z powodu syna sama chodzisz do pracy często chora ,robisz zakupy , sprzątasz ,pierzesz ,gotujesz ,prasujesz dbasz o niego i syna odkąd zrobiłaś prawko to jeszcze dbasz o samochód nie zapomnij że jeszcze jesteś przewodniczącą związków zawodowych .Mnie by doby brakło a on jeszcze zadzwoni do ciebie z pretensjami kiedy ty wypoczywasz i dbasz o siebie ?Jak powiedziałam po latach dość to przestałam być lubiana przez rodzinę męża stałam się tą złą a on ten biedny i tak biedny jest do dziś .Myślałam że rozwód minie polubownie i podział majątku . Ale on wiedział co traci więc się pomyliłam przez dwa lata przeżywałam piekło na ziemi włącznie z tym że nie miałam z synem gdzie mieszkać ani za co żyć , miałam złotówkę w portfelu chorego syna pod opieką byłam bez pracy bo ze względu na swoją chorobę która zaczęła galopować i zagrażało to już mojemu życiu zwolniłam się z pracy bo od orzecznika ZUS usłyszałam że z morfiną da się pracować .Moim zdaniem się nie da . Mój ojciec nie żyje bardzo mi go brakuję zmarł nagle przewalczył raka a dopadł go zawał co za ironia . A mój były mąż był tak przekonywujący że nawet w pewnym okresie moja mama była przeciwko mnie i dała mi to dobrze odczuć . Nie poddałam się zacisnęłam pięści i zęby i "walczyłam " o siebie .Chciałam mieć w końcu spokój dla siebie i syna . Musiałam uwierzyć że jestem jeszcze coś warta że nie jestem nikim jak słyszałam przez lata .Pomogłam w życiu wielu osobom do pracy przychodziłam uśmiechnięta na wszystko miałam czas ( nawet jak go nie miałam ) trafiłam w pracy jak każdy na różnych ludzi z jednymi się zakolegowałam z innymi nie jedni mnie lubili inni nienawidzili ale wszyscy szanowali i to w tym wszystkim jest najdziwniejsze . Za to nikt nie wiedział co się u mnie w domu działo.Słuchałam problemów innych załatwiałam ważne bardzo często życiowe sprawy innych a sama nikomu do niczego się nie przy znawałam .Dopiero przyjaciele zaczęli mówić co widzą bez nich na pewno nie dałabym sobie rady.Choroba syna ciągle postępuje ja się starzeję i ciągle o wszystkich martwię z mamą się pogodziłam u niej chorób też nie brakuje. Lubie ludzi ale im nie ufam jak się czasami śmieję ja już sama sobie nie ufam.Za bardzo w życiu dostałam w kość za dużo widziałam i słyszałam nikogo jednak nie oceniam często nie rozumiem ale nie oceniam .Ciągle noszę obrączkę nie potrafię się z nią rozstać czasami brakuje kogoś na tyle bliskiego żeby się do niego przytulić albo usłyszeć nie martw się dasz radę  lub damy radę ja ci pomogę nie jesteś z tym sama. Ale ja wiem że jestem ze wszystkim sama z każdym problemem , sprawą. chorobą muszę wszystko unieść i nie ma sensu narzekać trzeba cieszyć się z tego co się ma a ludzie są byli i zostaną różni najczęściej inni niż byśmy chcieli

JednaZwielu

środa, 3 lipca 2013

Egoizm,miłość,szacunek i sprawy codzienne

Od początku pisania bloga bardzo bałam się żeby nie okazał się grafomanią mamy chorego dziecka ale już tych wątpliwości nie mam.W czerwcu ukazał się artykuł "Rodzice niepełnosprawnych dzieci " to co napisała Pani Redaktor nawet mi się podoba z tym że jestem na pewno mało krytyczna bo jest też o mnie i młodym. Zaskoczyły mnie na pewno niektóre komentarze są wręcz bulwersujące ludzie którzy nie mają pojęcia o czym piszą są tacy jadowici. Ktoś wychował ich na prawdziwych EGOISTÓW ciekawe co zrobią jak im zaczną przydarzać się prawdziwe nieszczęścia może wtedy sami poddadzą się eutanazji a swoją chorą rodzinę wystawią pod most Ludzie KTO WAS  TAK  WYCHOWAŁ. Bardzo mi się PODOBAŁ komentarz nauczycielki która pisała o świetnych dzieciakach ze swojej szkoły zresztą nie jest ona integracyjna dla których kolega czy koleżanka jest kimś ważnym niezależnie od niepełnosprawności. Mam nadzieje że jak dorośli tego nie zniszczą to powoli tolerancja zacznie być OK .

Młody cieszy się wakacjami właśnie "wrócił z roweru ", jest po komisji orzekającej niepełnosprawność.Tym razem żadnych problemów nie było.Czeka mnie teraz załatwianie i wypełnianie papierów na świadczenie pielęgnacyjne dowiem się co zmieniła ustawa która weszła od pierwszego lipca.

Załatwiam  po kolei zalecenia poszpitalne nie jest łatwo przychodnie porozrzucane po kilku miastach już to widzę na przyszłość bo jak się doda tych specjalistów do których już chodziliśmy będzie ciekawie.Około 15 lipca powinna odebrać całkowity wypis ze szpitala powinny być już wszystkie wyniki

Moja noga prawa już zdrowa a lewa jeszcze się leczy.W tym tygodniu już sama zawiozłam Młodego na rehabilitację bo w zeszłym zaprowadziła go córka kuzynki żartowała że zrobiła z nim niezły bieg bo syn niestety uciekał.Na zajęcia pójdziemy jeszcze raz a później trochę odpoczynku

JednaZwielu

 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Lewa jeszcze trzy tygodnie,szpital w biegu wyniki za miesiąc

Dzień za dniem mija stopy się leczą.Lewa niestety będzie goić się dłużej. Młodemu pomagać się niestety coraz mniej chce.W ubiegły poniedziałek pojechał po nauczycielce  kobieta kompletnie sobie nie radzi. Dobrze że rok szkolny się już kończy na drugi rok nie będzie miał z nią już ani jednej lekcji. Jedenastego czerwca Młody trafił do szpitala na badania byłam w totalnym szoku wszystko szło bardzo sprawnie kiedyś spędził by w szpitalu dwa tygodnie teraz dwa i pół dnia i zdążyli zrobić wszystko.W ciągu dnia był pod opieką babć i taty a na noc zostawał sam ja byłam w kontakcie telefonicznym.Jak wybudził się po narkozie to mnie maksymalnie rozśmieszył "mama ja spałem ale ja jeszcze nic nie jadłem a jest już po drugiej i trochę mi się kręci w głowie ale tylko trochę ",napisał bardzo ładną laurkę jak patrzył w niebo i tęsknił kiedy nie mógł spać. Zaleceń po szpitalu jest tyle że wyprowadzę się do przychodni będzie prościej pytanie tylko do której bo żadna nie ma tylu specjalistów co potrzebuje mój syn. Byłam już wielokrotnie u okulisty i nic młodemu nie stwierdzono a tu problem ze wzrokiem.Młodemu choroby szybciej się doklejają niż reformuje się służba zdrowia. Część wyników będzie dopiero za miesiąc.W końcu mamy ładną pogodę chłopak jeździ na rowerze , hulajnodze maszeruje z kijkami.

JednaZwielu

niedziela, 9 czerwca 2013

Grafomania a nogi w życiu codziennym.

Grafomani ciąg dalszy  w piątek spadając z jednego schodu uszkodziłam obie stopy. Zrobiło się śmiesznie ale i strasznie przecież wychowuję chorego syna. Sami nie damy sobie rady to oczywiste. Dziwne nawet przez moment nie bałam się co będzie.Młody stara się jak potrafi na miarę swoich możliwości , oczywiście buczy też. Pomaga babcia ,przyjaciele jak zwykle nie zawiedli zaraz było jak ci pomóc ale najbardziej zdziwił mnie tata młodego.Zrobili z synem w sobotę zakupy, ugotowali obiad ,wyprali pranie ,posprzątali .Młody się złościł jak coś nie wychodziło. Najważniejsze jednak byli drużyną pomagali sobie nawzajem .Uszkodzone stopy udowodniły że dziecku potrzebni są oboje rodzice nawet po rozwodzie ,a ludzie mogą się dogadać nawet wtedy jak dzieli ich przepaść. Po woli dajemy sobie radę cztery tygodnie szybko miną Na ośrodku rehabilitacji pomaga kuzynka kiedy zadzwonię to zawsze pomoże.I tak mieszkając tylko we dwoje wcale nie jesteśmy sami

 

JednaZwielu ;-)

sobota, 1 czerwca 2013

Dzieciaki a deficyty.

W ostatnim czasie parę osób zapytało mnie o to czy spotykam się z nietolerancją i to jest dziwne jak na nasz kraj bo oficjalnie nie ma takiego problemu wcale. Dominuje za to fałsz i obłuda .Tak naprawdę nie wiem co gorsze dla mnie, i to i to jest po prostu obrzydliwe. Dochodzę do wniosku że bardziej rozumiem chore osoby i lepiej się czuję w ich otoczeniu niż wśród tag zwanych zdrowych. Chorzy ludzie a zwłaszcza dzieci są szczere życzliwe i bardzo otwarte, jak odbieram syna z ośrodka rehabilitacyjnego spotykam grupę dzieciaków która wraca po zajęciach minibusem do domów (dzieciaki są naprawdę bardzo chore mają różne deficyty) ale te co mówią to każde się przywita uśmiechnie jest po prostu fajnie nikt przed nikim nie gra.Od kilku miesięcy mieszkam w nowym miejscu i kompletnie nie rozumiem tych ludzi a podobno są "zdrowi " .Czuję się w tym miejscu po prostu źle .Są to młodzi ludzie którym się wszystko należy bo Oni tak chcą.Plotek po budynku chodzi tyle że aż strach drzwi otwierać bo z każdej igły wyjdą widły.Z każdym po imieniu nie ważna różnica wieku  bo inaczej to dziwoląg z ciebie.Zapomniałam dodać że osoby zamieszkujące ów budynek mają swoje mieszkania wykupione na własność i to nie za złotówkę.Rodzice nauczyli przebojowości ale jak dla mnie o reszcie zapomnieli.A moje dzieciaki z ośrodka przebojowości nikt na pewno nie nauczy za to nie brakuje im całej reszty. Dla mnie to ci zdrowi mają deficyty i powinni uczyć się od "chorych"

wszystkiego najlepszego dużo radości i zdrowia dla wszystkich dzieci

JednaZwielu ;-)

 

 

wtorek, 21 maja 2013

Litość

Wydaje się nam że ludzie chorzy i ich opiekunowie  potrzebują litości.Ja mówię że litości nie potrzebują ani chore osoby ani ich opiekunowie. Jedyne co jest potrzebne to zrozumienie i wzajemny szacunek. Jak się będziemy szanować to też będziemy wiedzieć jak się zachowywać wobec innych i siebie. Mój syn nie do końca zdaje sobie sprawę jak jest chory i nie mam zamiaru go uświadamiać. Powinien mieć na swój sposób normalne dzieciństwo, śmiać się bawić żartować przecież nie jest dziwolągiem tylko nastolatkiem z deficytami.Wiadoma sprawa jego życie się różni odwiedza przecież dużą ilość lekarzy chodzi na różne rehabilitacje pewne rzeczy są dla niego trudniejsze wymagają więcej wysiłku.Tylko specjaliści i ja wiemy ile Młodego kosztowało nauczenie się czytać pisać i walczyć o  oceny. Na koniec roku, na świadectwie był do tej pory przekrój ocen od pięć do trzy. Dzieci zdrowe bardzo często nie mają takich wyników.I jak tu nie być dumnym ?Bardzo często w brew pozorom się śmiejemy, żartujemy, prowadzimy w miarę normalne życie. Ja uważam że każdą chorobę trzeba oswoić a dopiero z nią później walczyć żeby się nie poddać.Przecież każdy ma jakieś problemy,  ma zły dzień, do czego byśmy doszli tylko współczując? Moim zdaniem do niczego .

Żeby się łatwiej  żyło- są potrzebne mądre ustawy nie krzywdzące ludzi,  szybka i dobra diagnoza , nowoczesne leki , rehabilitacja i mądrzy fachowcy z sercem i powołaniem do tego co robią oraz tolerancja dla wszystkich chorych

JednaZwielu :roll:

 

 

niedziela, 12 maja 2013

Diabełek

Pogoda w tym roku nas nie rozpieszcza syna roznosi energia i złość.Kiedyś wyładowywał ją na mnie ,teraz już nie tylko, jak się wścieka to nie ważne kto jest obok, w jakim jest miejscu,komu się dostanie On jest wściekły i tyle reszta nie ważne.Tylko w ośrodku rehabilitacyjnym jest aniołem , dla mnie na co dzień raczej diabełkiem który nieźle daje popalić.Dziwię się że jeszcze nie jestem po zawale ,tyle co się codziennie nasłucham wulgaryzmów i epitetów pod swoim adresem to głowa boli .Syna wychowuję sama bo inni chcą mieć spokój i mają prawo żyć jak mi się coś nie podoba to mam syna oddać . Ja dochodzę do wniosku że do tego świata nie pasuję ,nie potrafię przebijać się łokciami ,nie znoszę obgadywać ludzi ,jedyne co mi się należy to umrzeć ,moje motto to żyj i pozwól żyć tak żeby nikt przez ciebie nie płakał,więc jak do tego pasuje oddanie syna do jakiegoś ośrodka ?Mam wrażenie prawie pewność że z powodu zachowania młodego telefon milczy do drzwi też nikt nie zapuka. Wszyscy tłumaczą się jednakowo że pracują nie mają czasu.A ja wiem jedno dopóki pracowałam miałam pieniądze byliśmy na innym etapie choroby to wszyscy mieli czas, nagle go brakuje ludzie jesteście śmieszni z tymi głupimi wy krętami. Podobają mi się niektóre hasła np kiedy sobie znajdę nowego partnera ,kiedy ułożę sobie życie ,no chyba nie zostaniesz sama .Mnie to wszystko śmieszy bo życie przecież już dawno sobie poukładałam , sama nie jestem ma syna , a polowania na faceta nie mam zamiaru nawet zaczynać to nie w moim stylu.Przyzwyczaiłam się do tego co mam i jakoś daję sobie radę staram się nie narzekać a że po nocach nie potrafię spać i wszystko mnie boli to już inna historia może kiedyś napiszę dlaczego .

JednaZwielu ;-)

 

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozmowa.

Młody człowiek z tatą na spacerze pogoda bardzo ładna powinien być zadowolony. W środę pojechał z  " klasą " do Zoo opowiadał po wycieczce trochę wrażeń ale najważniejsza była jazda tramwajem ,szyny itd  Zoo było mniej ważne. Ja w końcu po rozmawiałam z byłym mężem na temat syna rozmowa była trudna ale bardzo spokojna i rzeczowa. Musiała się odbyć bo już za wiele spraw się nagromadziło.Tata musi zrozumieć bardzo wiele ale przede wszystkim że dla syna trzeba zrobić wszystko i nie patrzeć na swoje JA my sobie poradzimy ale syn niestety nie. Mam nadzieje że ta rozmowa zmieni myślenie na dłużej niż pięć minut.

Nie mam prawa nikomu doradzać ale bardzo proszę żeby rodziny rozbite nie miały karty przetargowej w postaci swoich dzieci to dzieciakom nie pomaga.

sobota, 13 kwietnia 2013

Jedna wielka niwiadoma.

Mój syn w tym roku kończy czternaście lat. Kiedy młody skończył roczek zaczęły mnie zastanawiać pewne zachowania dziecka.W końcu zaczęłam szukać pomocy u lekarzy i tak do dzisiaj. We wtorek byliśmy u specjalisty i od wtorku nie śpię to co powiedziała lekarka mnie zszokowało, nie wiem jak to jest możliwe. Kiedy diagnozowałam u syna FAS ja się z tym nie zgadzałam broniłam biologicznych rodziców. Lekarka stwierdziła że wie co mówi i młody jest przykładem książkowym a ja mam problem to zaakceptować. Faktycznie sprawa nie była prosta, jednak szybko się pozbierałam choroba jak choroba dziecku trzeba pomóc. Po krótkim czasie stałam już mocno na nogach i byłam zadowolona że w końcu problem pod tytułem diagnoza jest już z głowy aż tu nadszedł ów wtorek i świat stanął w miejscu a nawet się dla mnie cofnął. Najprawdopodobniej Młody jest źle zdiagnozowany i albo ma dwie bardzo poważne choroby a może nie ma FAS a może...Ciekawa jestem kiedy to piekło się skończy ile jeszcze musimy przejść? Syn ma ciągle problemy z zachowaniem z emocjami czasami (coraz częściej )nad sobą nie panuje a ja ciągle nie wiem jak mu pomóc sama też jest zmęczona i powoli wychodzę z siebie.

JednaZwielu

sobota, 6 kwietnia 2013

Dziwny jest ten świat

Jaki ten świat jest pokręcony podobno tylu ojców walczy o widywanie się z dzieckiem ,a tatuś Młodego na pokaz to tak np: przyjechać w sobotę na 10:00 rano stwierdzić jak zimno (temperatura pokojowa ) rozsiąść się wypić kawę rozwiązać krzyżówki na pół godzinki na spacer bo przecież jest zmęczony i 15;oo pojechać (pańszczyzna odwalona ) .Syn się zawsze z tego powodu bardzo denerwował (tatuś ma przyznane widzenia we wtorek ,czwartek, niedzielę po godzinie i sobotę od 8;00 do 19;00 ) .Nigdy nie broniłam synowi spotkań z ojcem.Młody bardzo tęskni za ojcem a tata ma to w nosie .Teraz kiedy zmarł mój były teść  syn ma możliwość spędzania z ojcem soboty i niedzieli jest gdzie spać.Mój nastolatek już od czwartku się pyta co będzie robił z tatą.Dowiedziałam się jednak że babcia potrzebuje spokoju i on też , i pomysł babci żeby tatuś tylko odwiedzał w starym stylu syna .Potrzeb dziecka już nikt nie uwzględnia,już tyle razy rozmawiałam z byłym mężem jak nas traktuje niestety nie wiele do niego dociera.Co mówią lekarze i psycholodzy odnośnie zachowań Młodego jest nie ważne.Istotną wiedzę mają za to członkowie rodziny byłego męża ....

środa, 20 marca 2013

zmiany

Młody człowiek ma nauczanie domowe zbiegło się to ze śmiercią dziadka.Niestety złe bodźce powodują że syn jest coraz bardziej zły rozdrażniony zachowuje się okropnie.Śmierć dziadka Młody przeżył zupełnie inaczej niż jest przyjęte.Nie jest to pierwsza śmierć bliskiej osoby ale zachowanie syna odbiega bardzo od" normy". Nie dawno jeszcze ani w szkole ani w ośrodku rehabilitacyjnym nie zauważano problemu teraz już tak. Zdecydowano o jeszcze jednych zajęciach rehabilitacyjnych była do tego potrzebna decyzja neurologa.Młody był już dwa razy diagnozowany przez neurologa  i nic nie stwierdzono a teraz coś panią doktor zaniepokoiło i dała przekaz do szpitala.Ja oczywiście się już martwię syn też zaczyna mieć swoje wizje tym bardziej że w szpitalu już leżał a tatuś" oznajmił na mnie nie licz". To zdanie od długiego czasu pada tak często że mnie naprawdę nie dziwi ale zrozumieć niestety nie mogę ,tym bardziej że dla Syna to tata jest ten ok a nie mama.

 

JednaZwielu

sobota, 23 lutego 2013

Druga kategoria.

Kiedyś się zastanawiałam co się z nami ludźmi dzieje teraz zastanawiam się jak w naszym Kraju działają instytucje takie jak pomoc społeczna , oświata ,służba zdrowia, a po ostatnich programach Pani Elżbiety Jaworowicz nawet Sądy.Moim zdaniem niestety wykształcenie to nie wszystko prawdziwy fachowiec to ten co wie jakie ma obowiązki i jakie ma zaangażowanie w pracy dyplom nie pracuje tylko ludzie. Ja swojemu synowi bardzo długo szukałam lekarzy którzy traktują nas jak osoby a nie przypadek. Można z Nimi porozmawiać wyjaśnić czasami pożartować to wszystko jest ważne ale Lekarze o których mowa sami mieli bardzo chore osoby w rodzinie dlatego rozumieją swoich pacjentów.Synowi zmieniłam szkołę i kolejny problem na integrację był za słaby na szkołę specjalną jest za mądry to ja się pytam gdzie ma się uczyć bo szkoły pośredniej nie ma.O pomocy społecznej się nie wypowiem bo mi sił już brak . O ludziach chorych decydują osoby które nie mają pojęcia o ich potrzebach pragnieniach,możliwościach a czasami nawet o zdrowiu.Rozmawiałam ostatnio z pewną osobą która powiedziała bardzo mądre zdanie (Ministrem Rolnictwa też by Pani dobrym nie była bo się Pani na tym nie zna za to wszyscy wiedzą jak pomóc chorym chociaż Ich nie boli ). Chodzimy do ośrodka rehabilitacyjnego niby fajnie ale cała rehabilitacja nie może trwać dłużej niż godzinę trzydzieści w tygodniu i cóż z tego że potrzeby są większe. Ja powinnam się szkolić na kursach prowadzonych przez fachowców ale krótki turnus dla opiekuna i dziecka to koszt 1500zł ktoś powie to nie dużo to prawda ale najpierw trzeba mieć takie pieniądze.Mój Tata bardzo często powtarzał syty głodnego nie zrozumie i to prawda. Nie napisałam tego żeby się żalić lecz chciałabym abyśmy pozbyli się rutyny i stereotypów .Chore osoby potrzebują życzliwości, zrozumienia a nie współczucia i odstawienia na boczny tor jak śmiecie.Na podsumowanie tego postu nie chciała bym się już nigdy spotkać z hasłem NA MORFINIE TEŻ MOŻNA PRACOWAĆ zdanie to wypowiedziała Orzecznik ZUS na komisji lekarskiej.

JednaZwielu