Młody ósmego skończył czternaście lat , cieszył się bardzo już kilka dni wcześniej, ja natomiast miałam problem czym poczęstować gości w takie upały, lecz to co odkryłam nawet nie śniło by mi się w najgorszym horrorze . Dwie godziny przed przyjściem gości zajrzałam do mojej szkatułki z biżuterią i po chwili zamarłam nie było moich pamiątek ze złota.Serce najpierw przestało mi bić a następnie waliło jak młot patrzyłam i nie wierzyłam w to co widzę.Do przyjścia gości zaczęłam przeszukiwać całe mieszkanie i niestety bez efektu.Syn widział moją zmianę nastroju i zaczął mnie pocieszać nie mogłam Mu pokazać jaka jestem wściekła czułam się strasznie ale urodziny odbyły się normalnie. Wczoraj poszukiwań był ciąg dalszy ale niestety biżuterii brak. Ten co ukradł moje pamiątki widzi tylko złoto a ja straciłam coś więcej coś co nie da się kupić za żadną cenę. Ukradziono mi dobre chwile z czasów młodzieńczych kiedy dostałam swój pierwszy pierścionek od rodziców , fantastyczną chwilę zaręczyn bądź rocznic ślubu czy urodzin ,z tego ten wstrętny złodziej nie zdawał sobie oczywiście sprawy.Ktoś sobie pomyślał prowadzi dom otwarty dobrze jej tak ale to o nie prawda nie prowadzę domu otwartego na liczyłam tylko siedem osób które były w moim mieszkaniu od początku roku i ja sama tego złodzieja wpuściłam bo jest wśród tej siódemki a myślę tak dlatego że nic innego nie zginęło a włamania też nie było .
Mam nadzieję że moja strata temu komuś szczęścia nie przyniesie , odbije mu się czkawką a złoto do mnie na " piechotę wróci ". Na policję tego nie zgłoszę bo co powiem ( nie wiem kto mnie okradł i kiedy ) przecież pomyślą jakaś wariatka .
Udało się złodziejowi coś więcej NAPLUŁ mi w twarz i udowodnił że pomimo że mam ograniczone zaufanie do ludzi jemu się udało wywieść mnie w pole i zrobić na szaro.
ZŁODZIEJU DZIĘKUJĘ CI ZA KOLEJNĄ LEKCJĘ ŻYCIA na pewno wyciągnę wnioski z tego co się stało.
JednaZwielu :oops:
Szukaj na tym blogu FAS
sobota, 10 sierpnia 2013
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Zahartowanie i dorastanie , Szczecin a Dni Morza
Tak się jakoś w życiu plecie że jakaś informacja lub zdjęcie powoduje że zaczynamy wspominać.W Szczecinie kończą się Dni Morza jest to dla tych co już oglądali ów święto niesamowite przeżycie i to na lata.Kiedy byłam dzieckiem z powodu choroby taty przez rok mieszkałam w tym pięknym mieście.Tata przez trzynaście miesięcy leżał no onkologii w szpitalu na Pomorzanach a ja z mamą mieszkałam u wujka.Teraz po latach mogę spokojnie napisać u Niezwykłego człowieka,miał malutkie mieszkanie bo tylko pokój z kuchnią, z ubikacją na korytarzu bez łazienki a przyjął do siebie i to na tak długo kuzynkę z małym dzieckiem.Odstąpił nam swoje łóżko a sam spał na polowym i nigdy nie narzekał.Mama jeździła do taty dwa razy dziennie raz rano ze śniadaniem drugi z obiadem i też nigdy nie słyszałam żeby narzekała .Ten rok życia był z jednej strony normalny a z drugiej stał na głowie a dla mnie jak się okazało był niezwykły okresem.Tata w szpitalu przeżył dwadzieścia sześć operacji (26) nie poddał się ani na minutą był otoczony fantastycznymi lekarzami ,ordynator dbał o personel i pacjentów.Dla mnie szpital stał się drugim domem w tamtych czasach dzieci do szpitala nie mogły wchodzić a ja miałam ekstra przepustkę wystawioną przez ordynatora i dyrektora a i tak zdarzało się że żandarm w spódnicy na portierni nie chciał mnie wpuścić , wtedy i tak lądowałam na oddziale ale jak desant przez różne podziemia szpitalne.Któregoś razu przyłapał mnie ordynator pytając czy już się tak znudziłam że zamiast z ojcem na oddziale jestem w brudowniku i czy wiem jakie to niezdrowe odpowiedziałam że pani portierka nie chciała mnie wpuścić do taty,zrobiło się zamieszanie poleciały głowy ,tata z mamą dostali po uszach a ja już bez przeszkód wchodziłam.Tata żeby nie zwariować jak się dobrze czuł pomagał przy innych chorych miał na to zgodę szefostwa nauczył się zmieniać opatrunki ,podawał kroplówki a do tego stał się masażystą co w późniejszych czasach okazało się bezcenne .Ja w wieku sześciu lat robiłam opatrunki oczywiście nauczyłam się ich z ciekawości, do dziś zrobię każdy rodzaj opatrunku i nie istotne na jakiej części ciała .Kiedyś mama przed wejściem do szpitala w kiosku kupiła mi portfel w kształcie spodni (granatowo czerwony) i powiedziałam tacie że ubiorę Go w nie i porwę z tego szpitala tata się roześmiał a po chwili zobaczyłam łezki w jego oczach.Tata był karmiony przez sąde i potrzebował specjalnie przygotowanego jedzenia. Posiłek dwa razy przemielony przez maszynkę a następnie przetarty przez sitko bardzo drobne wszystko sycące ale w płynie .Mama za dużo czasu dla mnie nie miała ale lubiłyśmy chodzić na spacery na Wały Chrobrego , latem poopalać się z tyłu budynku ,a jak wujek się zgodził zastąpić mamę to parę razy pojechałyśmy na wycieczkę do NRD albo do Świnoujścia były to niezwykłe chwile .Na plaży oczywiście się zgubiłam i sama odnalazłam tylko dzięki mojej dziecięcej ciekawości, miałyśmy koszyk do opalania o numerze 55 i zapamiętałam dwie piątki ,więc jak się zgubiłam to podeszłam do pierwszej pani i poprosiłam o zaprowadzenie do koszyka co ma dwie piątki , taka byłam spryciula .Kiedy niejechałam do taty to zostawałam pod opieką wujka w zakładzie krawieckim bardzo mi się tam podobało albo z kimś innym ale z innymi zostawać nie lubiłam wolałam sama bawić się na podwórku.Przez długi czas dokuczała mi od sąsiadki córka o imieniu Agnieszka nie potrafiłam sobie z nią poradzić i któregoś razu tata zwrócił uwagę na moją smutną minę, kiedy powiedziałam o co chodzi dał mi dobrą radę nie zaczepiaj ale jak ktoś ci dokucza i nie ma zamiaru przestać a zwłaszcza bije to po to masz ręce żeby mu oddać . W ten oto sposób kiedy Agnieszka znowu postanowiła zabawić się moim kosztem po prostu oberwała , ona poszła na skargę do swojej mamy,w skutek czego nasze mamy przeprowadziły poważną rozmowę a w rezultacie Agnieszka dostała drugi raz od ojca a ja miałam już święty spokój. W Szczecinie nauczyłam się grać w paletki ,kapsle , dwa ognie , bawić z dziećmi .Dzięki wilczurowi od wujka szalałam na sankach , biedny pies czasami nie wiedział kogo z nas ma pilnować .Dzięki szaleństwu panującej mody chodzenia w papciach po ulicy spadłam ze schodów rozwaliłam głowę , oczywiście nadawała się tylko do szycia.Zabawne było jak przerzucali na siebie winę kto mi pozwolił ale w efekcie w papciach już z domu nie wyszłam.Był to dla mnie czas niezwykły który zahartował mnie na dalsze życie tam wydoroślałam chociaż byłam dzieckiem, i właśnie wtedy zobaczyłam piękne fregaty na Dniu Morza oraz pierwsze w swoim życiu sztuczne ognie , i ludzi bawiących się przy muzyce . Do Szczecina za witałam jeszcze raz z rodzicami ale to był Stan Wojenny same wyrabianie przepustek to już była sztuka. Ordynator i personel witał tatę z kwiatami chorzy nie wiedzieli o co chodzi ,wtedy dowiedziałam się że tato wygrał z rakiem chociaż na początku miał nikłe szanse.
Szczecin okazał się bardzo szczęśliwym miastem
JednaZwielu :-P
Szczecin okazał się bardzo szczęśliwym miastem
JednaZwielu :-P
czwartek, 25 lipca 2013
Druga strona oblicza.
Wstałam dzisiaj już w jakimś melancholijnym nastroju jeszcze nie wstałam, a już płakać mi się chciało sama nie wiem dlaczego. Młody jest u taty i babci więc mam czas tylko dla siebie. Paczę na pokój i sama sobie mówię po co ja żyję, codziennie to samo, po butka , higiena ,kawa ,zakupy ,obiad, między czasie sprzątanie , pranie , prasowanie ,popołudniowa kawa, telewizor , kolacja , znów telewizor rozmowa ze snem przez telefon ,powrót do telewizora i albo spanie albo nocne koszmary.Taka szarówka mnie dobija gdzie tu radość życia już wolę jak mam mnóstwo zajęć .Wczoraj rozmawiając z byłym mężem usłyszałam jak to syn ma do niego pretensje, za rozpad rodziny ja chyba też jestem wściekła, za to że się tak pomyliłam co do jego osoby czemu tak grał , czemu tak zawiódł , czemu muszę bez przerwy tłumaczyć praktycznie to samo. Nie znam odpowiedzi na bardzo wiele własnych pytań .Tęsknię za moim trzypokojowym mieszkaniem, za wyjazdami, za wczasami, za chodzeniem po sklepach bez liczenia pieniędzy.Wiem powinnam się cieszyć z tego co mam, ale czy aby na prawdę przecież rozwód to porażka , zmiana statusu życia na gorszy to też raczej nie powód do dumy , choroby nie napawają też optymizmem , a żyć tylko wspomnieniami się nie do.Ludzie idą do przodu a ja stoję w miejscu żeby nie powiedzieć że się cofam , do tego czy aby jestem dobrą matką , były z kuzynką swoją zarzuca mi że jestem do niczego, że źle wychowuję syna.Na pewno chciałabym żeby nasze życie było łatwiejsze i radośniejsze.I tak pokazałam drugie oblicze, bo ja też mam złe depresyjne dni.
JednaZwielu
JednaZwielu
sobota, 20 lipca 2013
Upśledzenie umysłowe a zrozumienie na codzień.
Tak nam się wydaje że jesteśmy inteligentni , mądrzy, wy kształceni ,tolerancyjni można by mnożyć nasze cechy pozytywne a tu kompletna klapa żeby nie powiedzieć porażka.Możemy zrozumieć ludzi na wózku , o lasce, niewidomych ale kompletnie nie rozumiemy ludzi z upośledzeniem umysłowym. Ja matka dziecka chorego sama mam z tym ogromny problem, i nie że się nie staram ja po prostu mam ciągły brak wiedzy.Jak ktoś nie chodzi i jeździ na wózku to na nim jest i tyle , a tu w głowie ciągle się zachowanie zmienia.Obecnie młody człowiek chodzi po ulicy i brzęczy,buczy,śpiewa ,huśta się czasami mnie albo kogoś bliskiego na ulicy opierniczy tak że wszyscy zwrócą uwagę.W tym tygodniu byłam z synem u neurologa i mówię o kolejnym dziwnym zachowaniu młodego, odpowiedź pani doktor była natychmiastowa - mama się nie doszkoliła z pełnym uśmiechem na twarzy (lekarza) nie muszę pisać o moim zaskoczeniu jak to pani doktór no tak - wszystko mieści się w normie jego choroby oczywiście.Lekarka patrząc na mnie zrozumiała że jest to dla mnie jednak szok.Przecież Pani wie że nie ma żadnego lekarstwa na choroby syna, tak wiem przeczytałam już wiele stron w internecie.Ma mieć Pani grubą skórę i stać za synem jak mur bronić kiedy trzeba, tłumaczyć jak się da ,a synowi nie pozwolić wejść na głowę.Młody jest porządnie zaopiekowany ma wszystko co mu do szczęścia potrzeba spotkamy się jak już będą wszystkie wyniki powodzenia .Tak zakończyła się wizyta u specjalisty a ja zostałam z własnymi przemyśleniami.Co mnie jeszcze zaskoczy w tych chorobach i w zachowaniu gdzie mam się jeszcze dowiedzieć co jest normą i jak to wytłumaczyć sobie i innym.
Dzisiaj syn pojechał na tydzień do taty nie mógł się doczekać tak się cieszył od kilku dni każdy dzień wydawał mu się wietrznością.Ponieważ były mąż mieszka ze swoją mamą musiałam jeszcze poważnie porozmawiać na temat Młodego zwłaszcza o wizycie u pani neurolog zdziwienie było wielkie oczy jeszcze większe to jak ja mam to wytłumaczyć mamie ,sąsiadom dodałabym rodzinie.
W naszych rodzinach są osoby z różnym wykształceniem, na różnych stanowiskach od tych dyrektorskich i tytułów profesorskich do sprzątaczki włącznie potrafimy siedzieć przy jednym stole i rozmawiać a tu nie można zrozumieć potrzeb i zachowania jednego młodego człowieka zwłaszcza rodzina byłego męża ma z tym problem .
Mam nadzieję że nasze doświadczenia komuś pomogą i uświadomią jakim zagrożeniem jest alkohol w ciąży.
JednaZwielu
Dzisiaj syn pojechał na tydzień do taty nie mógł się doczekać tak się cieszył od kilku dni każdy dzień wydawał mu się wietrznością.Ponieważ były mąż mieszka ze swoją mamą musiałam jeszcze poważnie porozmawiać na temat Młodego zwłaszcza o wizycie u pani neurolog zdziwienie było wielkie oczy jeszcze większe to jak ja mam to wytłumaczyć mamie ,sąsiadom dodałabym rodzinie.
W naszych rodzinach są osoby z różnym wykształceniem, na różnych stanowiskach od tych dyrektorskich i tytułów profesorskich do sprzątaczki włącznie potrafimy siedzieć przy jednym stole i rozmawiać a tu nie można zrozumieć potrzeb i zachowania jednego młodego człowieka zwłaszcza rodzina byłego męża ma z tym problem .
Mam nadzieję że nasze doświadczenia komuś pomogą i uświadomią jakim zagrożeniem jest alkohol w ciąży.
JednaZwielu
sobota, 13 lipca 2013
Wspomnienia jak zostaliśmy szczęśliwą rodziną
Jest pewne popołudnie dzwoni telefon .Telefon z dobrą od dawna wyczekiwaną wiadomością, proszę przyjechać jutro rano ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami dla dziecka oraz potrzebnymi dokumentami ,po odłożeniu słuchawki byliśmy zdziwieni, zaskoczeni i szczęśliwi. Całą noc nie mogliśmy spać, adrenalina działała pół nocy przegadaliśmy, resztę przechodziłam pięć razy sprawdzałam czy nic nie zapomnieliśmy, nie mogłam doczekać się rana mąż też był bardzo przejęty. Kiedy dotarliśmy pod kancelarię to okazało się że jesteśmy za wcześnie, nikogo nie było po nie przespanej nocy myślała że trochę się zdrzemnę albo że przynajmniej zamknę na chwilę oczy, ale nic z tego różne myśli i dalsza niepewność nie pozwoliły na to .Pomimo brzydkiej pogody wyszliśmy z samochodu, nie umieliśmy już wysiedzieć w miejscu, zaczęliśmy spacerować .W końcu przyjechał nasz dobry duch powiedział jaki jest plan i zaczęliśmy go realizować ,kilka godzin niepokoju to radości to strachu.Ze zdumieniem patrzę jak dobry duch działa jaki jest operatywny, w końcu mamy wymarzony dokument jedziemy do szpitala już bardzo szczęśliwi i nie wierzymy że dzieje się to naprawdę. Docieramy na oddział załatwiamy wypis i pozostałe formalności ,na oddziale wielka euforia nie tylko my się cieszymy ale pielęgniarki lekarze wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani.Pani ordynator osobiście ubierała młodego, daje ostatnie wskazówki rozstawiała wszystkich po kątach i w końcu jesteśmy gotowi do wyjścia. Przez cały czas młody ani na chwilę nie zapłakał cały czas się uśmiechał. Żegnani przez personel ze łzami w oczach wychodzimy do domu, w windzie rozpłakałam się ja bóbr trzymałam mój skarb największy skarb i beczałam.Do windy wszedł też z nami lekarz, który mnie widząc zapłakaną zapytał co się stało, odpowiedziałam krótko, to ze szczęścia. Lekarz był bardzo miły pogratulował nam i wskazał gdzie załatwimy macierzyński nie roczny tylko dwu miesięczny.Jest już popołudnie jedziemy nareszcie do domu szczęśliwi.Po drodze z przygodami bo przed naszą miejscowością mamy blokadę policyjną,musieli kogoś groźnego szukać przeszukali nam auto i puścili w dalszą drogę .Docieramy na reszcie do domu jesteśmy zmęczeni, adrenalina zaczyna schodzić tata pobiegł zaraz do apteki po mleko i witaminy, a ja pokazuje synowi nowe otoczenie, nie płacze tylko się dalej uśmiecha. Za chwilę przychodzi tata z apteki, a za nim teście pod wieczór dociera mama z wózkiem zresztą bardzo ładnym.Tej nocy też nie spałam ale to już z niedowierzania i szczęścia.I tak zostaliśmy szczęśliwą rodziną.
JednaZwielu
JednaZwielu
sobota, 6 lipca 2013
Moja historia życia w pigółce
Czytałam ostatnio bloga który pisze ojciec chorej dziewczynki. Mówiąc szczerze to jeden post rodzina przeżyła z malutką bardzo ale to bardzo wiele , zaskoczył mnie niektóre zdania, bała bym się zapytać jak się czuje córeczka bo mógłby mnie wzrokiem zabić albo jak ironizuje z problemów innych bo tylko on przeżył swoje. Mnie pytają się jak to jest że nie narzekam nie stękam. Mnie też chwytają doły łzy mało kiedy lecą bo już mi ich brakło,ale nie złoszczę się bez powodu na ludzi.Ja od dziecka choruję na nie uleczalną chorobę która daje się poważnie we znaki czasami z bólu chodzę po ścianach, nocy ile nie przespałam nie sposób policzyć.Kiedy poznałam przyszłego męża to na drugiej randce powiedziałam na co choruję żeby nie robić nie potrzebnych nadziei. Wyszłam za niego po paru miesiącach a po piętnastu latach się dowiedziałam jak mu ze mną jest źle bo moja choroba ...Jakoś nie przeszkadzała mu jak jeździł po europie na wczasy nie martwił się o rachunki ciuchy oczywiście markowe co trzy lata zmieniony samochód na lepszy model.A ja głupia niczego nie widziałam jeszcze współczułam jaki jest przemęczony.Dopiero koleżanka w pracy mnie oświeciła kobiet co ty robisz zobacz jesteś w pracy ile się zwolnisz z powodu syna sama chodzisz do pracy często chora ,robisz zakupy , sprzątasz ,pierzesz ,gotujesz ,prasujesz dbasz o niego i syna odkąd zrobiłaś prawko to jeszcze dbasz o samochód nie zapomnij że jeszcze jesteś przewodniczącą związków zawodowych .Mnie by doby brakło a on jeszcze zadzwoni do ciebie z pretensjami kiedy ty wypoczywasz i dbasz o siebie ?Jak powiedziałam po latach dość to przestałam być lubiana przez rodzinę męża stałam się tą złą a on ten biedny i tak biedny jest do dziś .Myślałam że rozwód minie polubownie i podział majątku . Ale on wiedział co traci więc się pomyliłam przez dwa lata przeżywałam piekło na ziemi włącznie z tym że nie miałam z synem gdzie mieszkać ani za co żyć , miałam złotówkę w portfelu chorego syna pod opieką byłam bez pracy bo ze względu na swoją chorobę która zaczęła galopować i zagrażało to już mojemu życiu zwolniłam się z pracy bo od orzecznika ZUS usłyszałam że z morfiną da się pracować .Moim zdaniem się nie da . Mój ojciec nie żyje bardzo mi go brakuję zmarł nagle przewalczył raka a dopadł go zawał co za ironia . A mój były mąż był tak przekonywujący że nawet w pewnym okresie moja mama była przeciwko mnie i dała mi to dobrze odczuć . Nie poddałam się zacisnęłam pięści i zęby i "walczyłam " o siebie .Chciałam mieć w końcu spokój dla siebie i syna . Musiałam uwierzyć że jestem jeszcze coś warta że nie jestem nikim jak słyszałam przez lata .Pomogłam w życiu wielu osobom do pracy przychodziłam uśmiechnięta na wszystko miałam czas ( nawet jak go nie miałam ) trafiłam w pracy jak każdy na różnych ludzi z jednymi się zakolegowałam z innymi nie jedni mnie lubili inni nienawidzili ale wszyscy szanowali i to w tym wszystkim jest najdziwniejsze . Za to nikt nie wiedział co się u mnie w domu działo.Słuchałam problemów innych załatwiałam ważne bardzo często życiowe sprawy innych a sama nikomu do niczego się nie przy znawałam .Dopiero przyjaciele zaczęli mówić co widzą bez nich na pewno nie dałabym sobie rady.Choroba syna ciągle postępuje ja się starzeję i ciągle o wszystkich martwię z mamą się pogodziłam u niej chorób też nie brakuje. Lubie ludzi ale im nie ufam jak się czasami śmieję ja już sama sobie nie ufam.Za bardzo w życiu dostałam w kość za dużo widziałam i słyszałam nikogo jednak nie oceniam często nie rozumiem ale nie oceniam .Ciągle noszę obrączkę nie potrafię się z nią rozstać czasami brakuje kogoś na tyle bliskiego żeby się do niego przytulić albo usłyszeć nie martw się dasz radę lub damy radę ja ci pomogę nie jesteś z tym sama. Ale ja wiem że jestem ze wszystkim sama z każdym problemem , sprawą. chorobą muszę wszystko unieść i nie ma sensu narzekać trzeba cieszyć się z tego co się ma a ludzie są byli i zostaną różni najczęściej inni niż byśmy chcieli
JednaZwielu
JednaZwielu
środa, 3 lipca 2013
Egoizm,miłość,szacunek i sprawy codzienne
Od początku pisania bloga bardzo bałam się żeby nie okazał się grafomanią mamy chorego dziecka ale już tych wątpliwości nie mam.W czerwcu ukazał się artykuł "Rodzice niepełnosprawnych dzieci " to co napisała Pani Redaktor nawet mi się podoba z tym że jestem na pewno mało krytyczna bo jest też o mnie i młodym. Zaskoczyły mnie na pewno niektóre komentarze są wręcz bulwersujące ludzie którzy nie mają pojęcia o czym piszą są tacy jadowici. Ktoś wychował ich na prawdziwych EGOISTÓW ciekawe co zrobią jak im zaczną przydarzać się prawdziwe nieszczęścia może wtedy sami poddadzą się eutanazji a swoją chorą rodzinę wystawią pod most Ludzie KTO WAS TAK WYCHOWAŁ. Bardzo mi się PODOBAŁ komentarz nauczycielki która pisała o świetnych dzieciakach ze swojej szkoły zresztą nie jest ona integracyjna dla których kolega czy koleżanka jest kimś ważnym niezależnie od niepełnosprawności. Mam nadzieje że jak dorośli tego nie zniszczą to powoli tolerancja zacznie być OK .
Młody cieszy się wakacjami właśnie "wrócił z roweru ", jest po komisji orzekającej niepełnosprawność.Tym razem żadnych problemów nie było.Czeka mnie teraz załatwianie i wypełnianie papierów na świadczenie pielęgnacyjne dowiem się co zmieniła ustawa która weszła od pierwszego lipca.
Załatwiam po kolei zalecenia poszpitalne nie jest łatwo przychodnie porozrzucane po kilku miastach już to widzę na przyszłość bo jak się doda tych specjalistów do których już chodziliśmy będzie ciekawie.Około 15 lipca powinna odebrać całkowity wypis ze szpitala powinny być już wszystkie wyniki
Moja noga prawa już zdrowa a lewa jeszcze się leczy.W tym tygodniu już sama zawiozłam Młodego na rehabilitację bo w zeszłym zaprowadziła go córka kuzynki żartowała że zrobiła z nim niezły bieg bo syn niestety uciekał.Na zajęcia pójdziemy jeszcze raz a później trochę odpoczynku
JednaZwielu
Młody cieszy się wakacjami właśnie "wrócił z roweru ", jest po komisji orzekającej niepełnosprawność.Tym razem żadnych problemów nie było.Czeka mnie teraz załatwianie i wypełnianie papierów na świadczenie pielęgnacyjne dowiem się co zmieniła ustawa która weszła od pierwszego lipca.
Załatwiam po kolei zalecenia poszpitalne nie jest łatwo przychodnie porozrzucane po kilku miastach już to widzę na przyszłość bo jak się doda tych specjalistów do których już chodziliśmy będzie ciekawie.Około 15 lipca powinna odebrać całkowity wypis ze szpitala powinny być już wszystkie wyniki
Moja noga prawa już zdrowa a lewa jeszcze się leczy.W tym tygodniu już sama zawiozłam Młodego na rehabilitację bo w zeszłym zaprowadziła go córka kuzynki żartowała że zrobiła z nim niezły bieg bo syn niestety uciekał.Na zajęcia pójdziemy jeszcze raz a później trochę odpoczynku
JednaZwielu
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Lewa jeszcze trzy tygodnie,szpital w biegu wyniki za miesiąc
Dzień za dniem mija stopy się leczą.Lewa niestety będzie goić się dłużej. Młodemu pomagać się niestety coraz mniej chce.W ubiegły poniedziałek pojechał po nauczycielce kobieta kompletnie sobie nie radzi. Dobrze że rok szkolny się już kończy na drugi rok nie będzie miał z nią już ani jednej lekcji. Jedenastego czerwca Młody trafił do szpitala na badania byłam w totalnym szoku wszystko szło bardzo sprawnie kiedyś spędził by w szpitalu dwa tygodnie teraz dwa i pół dnia i zdążyli zrobić wszystko.W ciągu dnia był pod opieką babć i taty a na noc zostawał sam ja byłam w kontakcie telefonicznym.Jak wybudził się po narkozie to mnie maksymalnie rozśmieszył "mama ja spałem ale ja jeszcze nic nie jadłem a jest już po drugiej i trochę mi się kręci w głowie ale tylko trochę ",napisał bardzo ładną laurkę jak patrzył w niebo i tęsknił kiedy nie mógł spać. Zaleceń po szpitalu jest tyle że wyprowadzę się do przychodni będzie prościej pytanie tylko do której bo żadna nie ma tylu specjalistów co potrzebuje mój syn. Byłam już wielokrotnie u okulisty i nic młodemu nie stwierdzono a tu problem ze wzrokiem.Młodemu choroby szybciej się doklejają niż reformuje się służba zdrowia. Część wyników będzie dopiero za miesiąc.W końcu mamy ładną pogodę chłopak jeździ na rowerze , hulajnodze maszeruje z kijkami.
JednaZwielu
JednaZwielu
niedziela, 9 czerwca 2013
Grafomania a nogi w życiu codziennym.
Grafomani ciąg dalszy w piątek spadając z jednego schodu uszkodziłam obie stopy. Zrobiło się śmiesznie ale i strasznie przecież wychowuję chorego syna. Sami nie damy sobie rady to oczywiste. Dziwne nawet przez moment nie bałam się co będzie.Młody stara się jak potrafi na miarę swoich możliwości , oczywiście buczy też. Pomaga babcia ,przyjaciele jak zwykle nie zawiedli zaraz było jak ci pomóc ale najbardziej zdziwił mnie tata młodego.Zrobili z synem w sobotę zakupy, ugotowali obiad ,wyprali pranie ,posprzątali .Młody się złościł jak coś nie wychodziło. Najważniejsze jednak byli drużyną pomagali sobie nawzajem .Uszkodzone stopy udowodniły że dziecku potrzebni są oboje rodzice nawet po rozwodzie ,a ludzie mogą się dogadać nawet wtedy jak dzieli ich przepaść. Po woli dajemy sobie radę cztery tygodnie szybko miną Na ośrodku rehabilitacji pomaga kuzynka kiedy zadzwonię to zawsze pomoże.I tak mieszkając tylko we dwoje wcale nie jesteśmy sami
JednaZwielu ;-)
JednaZwielu ;-)
sobota, 1 czerwca 2013
Dzieciaki a deficyty.
W ostatnim czasie parę osób zapytało mnie o to czy spotykam się z nietolerancją i to jest dziwne jak na nasz kraj bo oficjalnie nie ma takiego problemu wcale. Dominuje za to fałsz i obłuda .Tak naprawdę nie wiem co gorsze dla mnie, i to i to jest po prostu obrzydliwe. Dochodzę do wniosku że bardziej rozumiem chore osoby i lepiej się czuję w ich otoczeniu niż wśród tag zwanych zdrowych. Chorzy ludzie a zwłaszcza dzieci są szczere życzliwe i bardzo otwarte, jak odbieram syna z ośrodka rehabilitacyjnego spotykam grupę dzieciaków która wraca po zajęciach minibusem do domów (dzieciaki są naprawdę bardzo chore mają różne deficyty) ale te co mówią to każde się przywita uśmiechnie jest po prostu fajnie nikt przed nikim nie gra.Od kilku miesięcy mieszkam w nowym miejscu i kompletnie nie rozumiem tych ludzi a podobno są "zdrowi " .Czuję się w tym miejscu po prostu źle .Są to młodzi ludzie którym się wszystko należy bo Oni tak chcą.Plotek po budynku chodzi tyle że aż strach drzwi otwierać bo z każdej igły wyjdą widły.Z każdym po imieniu nie ważna różnica wieku bo inaczej to dziwoląg z ciebie.Zapomniałam dodać że osoby zamieszkujące ów budynek mają swoje mieszkania wykupione na własność i to nie za złotówkę.Rodzice nauczyli przebojowości ale jak dla mnie o reszcie zapomnieli.A moje dzieciaki z ośrodka przebojowości nikt na pewno nie nauczy za to nie brakuje im całej reszty. Dla mnie to ci zdrowi mają deficyty i powinni uczyć się od "chorych"
wszystkiego najlepszego dużo radości i zdrowia dla wszystkich dzieci
JednaZwielu ;-)
wszystkiego najlepszego dużo radości i zdrowia dla wszystkich dzieci
JednaZwielu ;-)
wtorek, 21 maja 2013
Litość
Wydaje się nam że ludzie chorzy i ich opiekunowie potrzebują litości.Ja mówię że litości nie potrzebują ani chore osoby ani ich opiekunowie. Jedyne co jest potrzebne to zrozumienie i wzajemny szacunek. Jak się będziemy szanować to też będziemy wiedzieć jak się zachowywać wobec innych i siebie. Mój syn nie do końca zdaje sobie sprawę jak jest chory i nie mam zamiaru go uświadamiać. Powinien mieć na swój sposób normalne dzieciństwo, śmiać się bawić żartować przecież nie jest dziwolągiem tylko nastolatkiem z deficytami.Wiadoma sprawa jego życie się różni odwiedza przecież dużą ilość lekarzy chodzi na różne rehabilitacje pewne rzeczy są dla niego trudniejsze wymagają więcej wysiłku.Tylko specjaliści i ja wiemy ile Młodego kosztowało nauczenie się czytać pisać i walczyć o oceny. Na koniec roku, na świadectwie był do tej pory przekrój ocen od pięć do trzy. Dzieci zdrowe bardzo często nie mają takich wyników.I jak tu nie być dumnym ?Bardzo często w brew pozorom się śmiejemy, żartujemy, prowadzimy w miarę normalne życie. Ja uważam że każdą chorobę trzeba oswoić a dopiero z nią później walczyć żeby się nie poddać.Przecież każdy ma jakieś problemy, ma zły dzień, do czego byśmy doszli tylko współczując? Moim zdaniem do niczego .
Żeby się łatwiej żyło- są potrzebne mądre ustawy nie krzywdzące ludzi, szybka i dobra diagnoza , nowoczesne leki , rehabilitacja i mądrzy fachowcy z sercem i powołaniem do tego co robią oraz tolerancja dla wszystkich chorych
JednaZwielu :roll:
Żeby się łatwiej żyło- są potrzebne mądre ustawy nie krzywdzące ludzi, szybka i dobra diagnoza , nowoczesne leki , rehabilitacja i mądrzy fachowcy z sercem i powołaniem do tego co robią oraz tolerancja dla wszystkich chorych
JednaZwielu :roll:
niedziela, 12 maja 2013
Diabełek
Pogoda w tym roku nas nie rozpieszcza syna roznosi energia i złość.Kiedyś wyładowywał ją na mnie ,teraz już nie tylko, jak się wścieka to nie ważne kto jest obok, w jakim jest miejscu,komu się dostanie On jest wściekły i tyle reszta nie ważne.Tylko w ośrodku rehabilitacyjnym jest aniołem , dla mnie na co dzień raczej diabełkiem który nieźle daje popalić.Dziwię się że jeszcze nie jestem po zawale ,tyle co się codziennie nasłucham wulgaryzmów i epitetów pod swoim adresem to głowa boli .Syna wychowuję sama bo inni chcą mieć spokój i mają prawo żyć jak mi się coś nie podoba to mam syna oddać . Ja dochodzę do wniosku że do tego świata nie pasuję ,nie potrafię przebijać się łokciami ,nie znoszę obgadywać ludzi ,jedyne co mi się należy to umrzeć ,moje motto to żyj i pozwól żyć tak żeby nikt przez ciebie nie płakał,więc jak do tego pasuje oddanie syna do jakiegoś ośrodka ?Mam wrażenie prawie pewność że z powodu zachowania młodego telefon milczy do drzwi też nikt nie zapuka. Wszyscy tłumaczą się jednakowo że pracują nie mają czasu.A ja wiem jedno dopóki pracowałam miałam pieniądze byliśmy na innym etapie choroby to wszyscy mieli czas, nagle go brakuje ludzie jesteście śmieszni z tymi głupimi wy krętami. Podobają mi się niektóre hasła np kiedy sobie znajdę nowego partnera ,kiedy ułożę sobie życie ,no chyba nie zostaniesz sama .Mnie to wszystko śmieszy bo życie przecież już dawno sobie poukładałam , sama nie jestem ma syna , a polowania na faceta nie mam zamiaru nawet zaczynać to nie w moim stylu.Przyzwyczaiłam się do tego co mam i jakoś daję sobie radę staram się nie narzekać a że po nocach nie potrafię spać i wszystko mnie boli to już inna historia może kiedyś napiszę dlaczego .
JednaZwielu ;-)
JednaZwielu ;-)
sobota, 27 kwietnia 2013
Rozmowa.
Młody człowiek z tatą na spacerze pogoda bardzo ładna powinien być zadowolony. W środę pojechał z " klasą " do Zoo opowiadał po wycieczce trochę wrażeń ale najważniejsza była jazda tramwajem ,szyny itd Zoo było mniej ważne. Ja w końcu po rozmawiałam z byłym mężem na temat syna rozmowa była trudna ale bardzo spokojna i rzeczowa. Musiała się odbyć bo już za wiele spraw się nagromadziło.Tata musi zrozumieć bardzo wiele ale przede wszystkim że dla syna trzeba zrobić wszystko i nie patrzeć na swoje JA my sobie poradzimy ale syn niestety nie. Mam nadzieje że ta rozmowa zmieni myślenie na dłużej niż pięć minut.
Nie mam prawa nikomu doradzać ale bardzo proszę żeby rodziny rozbite nie miały karty przetargowej w postaci swoich dzieci to dzieciakom nie pomaga.
Nie mam prawa nikomu doradzać ale bardzo proszę żeby rodziny rozbite nie miały karty przetargowej w postaci swoich dzieci to dzieciakom nie pomaga.
sobota, 13 kwietnia 2013
Jedna wielka niwiadoma.
Mój syn w tym roku kończy czternaście lat. Kiedy młody skończył roczek zaczęły mnie zastanawiać pewne zachowania dziecka.W końcu zaczęłam szukać pomocy u lekarzy i tak do dzisiaj. We wtorek byliśmy u specjalisty i od wtorku nie śpię to co powiedziała lekarka mnie zszokowało, nie wiem jak to jest możliwe. Kiedy diagnozowałam u syna FAS ja się z tym nie zgadzałam broniłam biologicznych rodziców. Lekarka stwierdziła że wie co mówi i młody jest przykładem książkowym a ja mam problem to zaakceptować. Faktycznie sprawa nie była prosta, jednak szybko się pozbierałam choroba jak choroba dziecku trzeba pomóc. Po krótkim czasie stałam już mocno na nogach i byłam zadowolona że w końcu problem pod tytułem diagnoza jest już z głowy aż tu nadszedł ów wtorek i świat stanął w miejscu a nawet się dla mnie cofnął. Najprawdopodobniej Młody jest źle zdiagnozowany i albo ma dwie bardzo poważne choroby a może nie ma FAS a może...Ciekawa jestem kiedy to piekło się skończy ile jeszcze musimy przejść? Syn ma ciągle problemy z zachowaniem z emocjami czasami (coraz częściej )nad sobą nie panuje a ja ciągle nie wiem jak mu pomóc sama też jest zmęczona i powoli wychodzę z siebie.
JednaZwielu
JednaZwielu
Subskrybuj:
Posty (Atom)