Szukaj na tym blogu FAS

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakopane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakopane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2026

Cisza

 Jak małą wagę przywiązujemy do ciszy, ciągle otaczają nas dźwięki, nawet nie zwracamy uwagi jak jesteśmy przebodźcowani. 

Jak mało z nas słyszy jeszcze ptaków śpiew, nie dla tego że ptaki przestały śpiewać, tylko dlatego że zostały zagłuszone przez tysiące dźwięków wokół nas.

Ja ciągle szukam swojej ciszy choć nie każda jest dobra, bo przecież są takie sytuacje gdzie cisza, przeszkadza, bo nie wiadomo co powiedzieć, cisza potrafi być też krępująca. 

W czasie małżeństwa swojej ciszy szukałam w Sanktuarium Maryjnym na Krzeptówkach. W czasie pobytu w Zakopanym spędzałam w tym miejscu kilka godzin. Tam rozmawiałam sama ze sobą z Bogiem próbowałam w myślach ogarnąć swoje problemy, życie, w tym miejscu zobaczyłam i poczułam jak cisza koi. Potrafi dać siłę do działania.

Inaczej każdy z nas się czuje kiedy cisza oznacza coś złego, odejście bliskich, utratę pracy, czy inne nieszczęście. Tej ciszy często się boimy i z reguły nie jesteśmy na nią przygotowani. 

Uwielbiam cisze po przeżytym dniu, kiedy syn już śpi, kiedy można usłyszeć własne myśli, nic nie rozprasza ten czas to reset psychiki ale i fizyczności - ciało też czuje ulgą. 

Każdy opiekun osoby z niepełnosprawnością wie jaki to wysiłek, kiedy wszystko zależy od niego bo nie ma nikogo do pomocy. 

Ktoś powie że przecież sen regeneruje, może to i prawda, tylko mój sen to nie sen, to czuwanie, potrafię wstać bardziej zmęczona niż zanim się położyłam. 

Czasami jest też cisza przed burzą, tu jest niepewność i czuwanie, co się wydarzy, próbujemy się w tedy na coś przygotować, bardziej działa nasza intuicja niż pewność. 

W tym roku jestem szesnaście lat po rozwodzie, tylko dopiero teraz mam wrażenie że w końcu się rozwiodłam i nie, nie przepracowywałam traumy. Były mąż robił wszystko żebym o nim nie zapomniała, bardzo dobrym narzędziem był nasz syn, były rozmowy, wyjaśnienia, tłumaczenia i nic nie pomagało, ten człowiek żył według własnych zasad, dopiero stanowcze postawienie granicy przez syna. Młody powierzył sprawę swojemu pełnomocnikowi na razie załatwiło sprawę, tylko czy to w końcu koniec, czy cisza przed burzą. Tego dowiemy się za jakiś czas. 

Na razie obecna cisza jest błoga, spokój, zero strachu przed sms czy telefonem, można spokojnie wyjść z domu. Dla nas te rzeczy nie były normalne bo kiedy nie można się porozumieć a ktoś stalkuje i uważa że jest ok, to druga strona żyje w strachu i napięciu co się znów wydarzy. 

Ktoś powie czemu tyle lat - to akurat jest proste bo nasze prawo jest zbyt skomplikowane a granica prawa to cienka linia.

Doceniam cisze, każdy dzień spokoju. Nudny dzień to cudowny dzień, brak stresu to więcej zdrowia. 

Cisza o której dziś tyle piszę pozwoliłam mi polubić siebie, zaakceptować swoje wady i zalety, docenić co mam jakim jestem człowiekiem. Cisza daje możliwość znalezienia wewnętrznego spokoju a to już jest siła i umiejętność podejmowania decyzji, rozwiązywania problemów, bo myślenie ma znaczenie a myślenie w nerwach i chaosie jest nie możliwe.

Życzę jak naj więcej ciszy wokół nas.  

                                         

                                             

 Zdjęcie jest z internetu 

Proszę nie kopiować bez podania adresu bloga 

sobota, 7 grudnia 2013

Było i niema chwila nie uwagi



W tym tygodniu oprócz Orkanu Ksawery który pustoszył kraj ,spłonął zabytkowy kościółek na Stecówce, by wałam w tym miejscu wielokrotnie. Jak już pisałam uwielbiam góry a że mieszkam od nich tylko 100km bywałam tam bardzo często. Najpierw chodziłam po Beskidach z klasą są takie szczyty na które weszłam kilka razy. Parę lat wędrowałam z przyjaciółmi nie zapomniane lata ,przygody i nasze szalone pomysły było naprawdę cudownie ale szczegóły na razie zostawię sobie. Na koniec zaczęłam jeździć z chłopakiem , narzeczonym który w końcu stał się moim mężem. Przez te wszystkie lata góry ciągle fascynowały. Stecówka należy do tych miejsc w którym byłam naście razy . Ponieważ w Beskidzie mieszka mój brat z rodziną to jak tylko było to możliwe wpadaliśmy na kawę, a jak dzieciaki chciały to zabierały się z nami na wyprawę . Zatrzymywaliśmy się w pensjonacie Maria cisza spokój mało ludzi daleko od centrum . Tam też przez parę lat jeździliśmy na zimowe wczasy aż Młodemu myszy w nocy smoczek zjadły wtedy powiedziałam dosyć. Potrafiliśmy w ciągu godziny zadecydować że jedziemy ,się spakować i znaleźć się w samochodzie resztę planowaliśmy na miejscu . Młody miał pięć miesięcy kiedy był na pierwszych zimowych wczasach . Zaskoczyliśmy wszystkich jak sobie poradzicie , przecież jest za zimno jak się spakujecie itd . Miałam porządny duży wózek gdzie syn miał wygodnie i ciepło gorzej było jeśli chodzi o pchanie wózka czasami trzeba było przenieść . Kiedy nie umiałam wyjść wystawiałam wózek na balkon dało radę przyjechał opalony a pani pediatra była zachwycona wyglądał po prostu zdrowo . Śmiesznie się zrobiło rok później kiedy nam z sanek w biegu schodził i znowu wózek był potrzebny . Kupiłam Mu wtedy za duże buty i za duży kombinezon i kiedy szalał na białym puchu nic Mu nie było za to był uśmiech od ucha do ucha . Wyglądał naprawdę zabawnie mówiłam moje siedemdziesiąt cztery centymetry latające. Młody zdobywał z nami kolejne szczyty im był starszy tym trudniejsze. Na nartach zaczął  jeździć  w Zakopanym na Szymoszkowej  początki były trudne, tupanie nogami, krzyk ale kiedy załapał był bardzo szczęśliwy .Pokochaliśmy góry ale na razie musieliśmy z nich zrezygnować mam nadzieję że jeszcze wrócimy na szlaki

JednaZwielu